Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pliszka siwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pliszka siwa. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2026

"Romeo" raniuszek i pliszka siwa

Taka dzisiaj przytrafiła mi się historia: gdy poszedłem zobaczyć, co się dzieje w polu, z myślą oczywiście, że może wpadną też jakieś fajne kadry, bo słońce piękne chociaż zimno, usłyszałem niemal nad głową dziwne świergolenie. 

Zacząłem się rozglądać i po drugiej stronie drogi zobaczyłam siedzącego raniuszka, który trzymał w dziobie, kilka owdów. Ptaszek jakby na coś czekał. Po chwili pojawił się drugi raniuszek, wydaje mi się, że samiczka. Nie wiem, czy to była po prostu zmiana warty przy pisklętach, nie wydaje mi się, chyba jeszcze za szybko? Wyglądało mi to bardziej na  zaloty. Ptasi „Romeo” jakby się puszył, pokazując, że niezły z niego łowca i warto na niego postawić ;) Tak przynajmniej to wyglądało.

Gdy poszedłem dalej, zobaczyłem stertę ziemi po przebudowie grobli w stawie. I gdy patrzyłem tak, zastanawiając się, kiedy staw zostanie napełniony, na skarpie pięknie przysiadła pliszka. Jak widać, do fotografii przyrody, poza sprzętem, trzeba mieć też sporo szczęścia :D

Aktualizacja: jak właśnie dał mi znać Konrad, to nie raniuszek zwyczajny, jak pierwotnie opisałem go na Flickr, tylko raniuszek czarnobrewy (dzięki Konrad). I to po raz pierwszy w moim archiwum! 

(jeżeli chcesz zostawić komentarz, a przeglądasz na telefonie, to musisz odpalić  "widok w wersji na komputer", co załaduje Disqus) 


Raniuszek (zwyczajny) / Aegithalos caudatus Raniuszek (zwyczajny) / Aegithalos caudatus Raniuszek (zwyczajny) / Aegithalos caudatus Raniuszek (zwyczajny) / Aegithalos caudatus Raniuszek (zwyczajny) / Aegithalos caudatus Raniuszek czarnobrewy (Aegithalos caudatus europaeus) Pliszka siwa / Motacilla alba Pliszka siwa / Motacilla alba

wtorek, 9 lipca 2013

Pliszka karmiąca

Dzisiaj Frodo łażąc po brzegu naszej Czerwonej Wody spłoszył młoda pliszkę siwą, dzięki czemu byłem świadkiem pięknego widowiska. Najpierw niezbyt płochliwa pliszka przyglądał się nam z drugiego brzegu:


Później zaczęła się akcja, bo jak się okazało przyszła pora karmienia:




Młode pliszki były trzy jednak na raz udało mi się złapać dwie:



Biedni rodzice szukali choć chwili wytchnienia:



Morał jest taki: gdziekolwiek będziecie miejcie oczy dookoła głowy. Nie wiecie. co możecie zobaczyć :D

wtorek, 4 czerwca 2013

Powodziowe "niespodzianki"

Niestety, do trzech razy sztuka. Jak pisałem w poprzednich wpisach nasza sulikowska "amazonka" w ciągu kilku dni dwukrotnie chciała nas podtopić i udało jej się to za trzecim razem. O szczegółach samej powodzi napiszę trochę niżej. Teraz o niespodziance.

Deliberując przez telefon ze Szwagrem o malowaniu salonu, chodziłem po piętrze i zaglądałem przez okno na opadająca rzekę. Naglę patrzę, a tam wyłania się potwór z Loch Ness, tfu znaczy się z Czerwonej Wody. Od razu chwyciłem za aparat z podpiętym tele i szybki bieg po podmokłej łące w kierunku rzeki. Podchodzę bliżej, patrzę tam gdzie "potwór" był ostatnio - nie ma. Patrzę na swój brzeg, a tu łypie na mnie spokojne oko:


Najpierw pomyślałem, że to popularny swego czasu wśród polityków dywersant, którego obecnością ci, tłumaczyli swoje porażki. Jednak gdy zobaczyłem ogon i ten płaski pyszczek, od razu wiedziałem, że to nie bóbr.



Jako, że zwierz okazała się spory, domyśliłem się, że to nutria, która przemykała się w górę biegu rzeki:


Ciekawostka: nutria dożywa ponad 20 lat i osiąga długość do 65 cm i ok 10 kg wagi. Ta patrząc na siwy pyszczek swoje już widziała i oceniając moim super wędkarskim okiem ;) mogę napisać, że miała ponad 70 cm.


Tutaj dorzucam dwa krótkie filmiki, żeby pokazać, że zwierzę było bardzo spokojne: film pierwszy, film drugi. (to stukanie w tle to układ ostrzenia teleobiektywu).

Co do powodzi. Padało od pięciu dni. Najpierw spadło 30 l/mkw. Na drugi dzień było urwanie chmury z której spało 16 l/mkw, a do wieczora dopadały kolejne 4. Później był dzień przerwy i tylko 5 l/mkw. Po czym 50 l/mkw - dzień ten opisuje poprzedni wpis. Jak się okazuje, oczyszczona rzeka radziła sobie dobrze i woda nie wylała, choć średnia miesięczna dla maja (coś ok. 50-60 l/mkw) była już dawno przekroczona. 

Niestety, w nocy dopadało kolejne 18 l, a w górze rzeki - Biernej: 40 l/mkw i to już było za dużo, zwłaszcza, że natura nie była w stanie już więcej wody odebrać. Po przejściu wody przez pięknie uregulowane koryto w Miedzianej, Biernej i Radzimowie, w Małej Wsi Górnej woda zaczęła się hamować, bo tylko oczyszczone koryto okazało się za małe i wylewać.

Za oknem widok miałem taki:


A otwierając drzwi wejściowe:


Tutaj woda przybrała jeszcze z 20 cm.

Trafiliśmy też do TVN 24. Mówię my, bo i "po sąsiedzku" Koberek, czyli Mariusz,do którego bloga linka macie na pasku z boku. Obejrzyjcie drugi filmik z tego artykułu (ten podpisany A.Stefańczyk).

W powiecie też było nie zaciekawcie ale chyba nasza gmina "oberwała" najbardziej. Arek tutaj wrzucił kilka zdjęć z Nysy w Zgorzelcu (nasza rzeka kończy swój bieg właśnie w Nysie).

Zobaczcie za to co przyniosła woda. I tak prawie na całej długości brzegów. Śmieci jest całe przyczepy!

 
Za to  największa frajdę po powodzi mają pliszki siwe, których teraz jest pełno:






sobota, 27 kwietnia 2013

Wiosenne Berzdorfer See

W piątek po pracy korzystając z tego, że to ostatni dzień pogody (jak zwykle ta psuje się na weekend) postanowiliśmy z Martą wyskoczyć rowerami na Berzdorferr See. Nim jednak zacznę od przyjemnej części opisu, muszę napisać najpierw coś za co jest mi wstyd: tyle co obecnie leży śmieci po rowach to szok!

Droga wojewódzka 352 pomiędzy Osiekiem, a "krzyżówkami sulikowskimi" daje tyle wrażeń, że niejeden socjolog mógłby na temat rodzaju wyrzucanych śmieci, napisać niejedną pracę doktorską o ich właścicielach. Od muszli klozetowych, po spożywkę z marketu, śmieci remontowe, na pełnej tapicerce wnętrza samochodu kończąc. Najbardziej jednak "rozbawił mnie" widok nasypu kolejowego wzdłuż Radomierzyc, od strony wsi, wszystko czyściutkie i zadbane, a z drugiej strony (niejako od zewnątrz) masa śmieci wzdłuż nasypu. No bo co? My tego nie widzimy - nasyp zasłania! To tak jakby ktoś wyrzucał śmieci za ogrodzenie swojej posesji. Straszny widok.

Teraz już ten właściwy wpis:
Dłuższy dzień, piękne zachody słońca i zieleni dopiero tyle coby dodać koloru, a nie przysłonić widoku, to właśnie obecny czas, który potrwa może z tydzień, a może półtora. Właśnie teraz trwa idealna pora, żeby pokazać to co przez pozostałą część roku zakryte (lato - jesień), a w okresie zimowych, z braku odpowiedniego światła - robi przygnębiające wrażenie. Budynek ten sfotografowałem już tutaj, pisząc pierwszy raz o Berzdorfer See.






Nad samym jeziorem robi się już zielono, chociaż ruch jeszcze niewielki:







Siedząc na ławeczce miałem okazję "popolować" na uganiające się po brzegu pliszki siwe (są już jerzyki, ale nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia):






Gdy miałem dosyć i usiadłem, żeby w czytaniu poprzeszkadzać Marcie, dojrzałem spacerującą majestatycznie brzegiem wronę. Szła powoli ale jednym okiem łypała w naszą stronę:



Na samej wodzie też ruch. Obsługa pływała motorówką i rozmieszczała na wodzie markery. Nie dojrzałem jednak co do nich było doczepione, czy były zwykłymi oznaczeniami miejsc, czy też miały podwieszone jakieś techniczne ustrojstwo, a możne to była sieć by sprawdzić co w wodzie pływa? Tego nie udało mi się ustalić:





czwartek, 21 marca 2013

Aż żal patrzeć

Dzisiaj koło naszego oczka kręciła się pliszka siwa i stado szpaków, aż żal było patrzeć. Beznadziejna pogoda:




A czy nie mogło to wyglądać tak: