środa, 30 września 2026

Pełnia Żniw – znowu nieudane polowanie

Muszę przyznać, że ostatnio, jeżeli chodzi o zdjęcia księżyca, to mi się nie wiedzie. Tym razem jednak miało być inaczej i „pełnia żniw” miała doczekać się pięknych kadrów. Nic z tego.

Liczyłem na to, że skoro trwa piękna, wyżowa pogoda, niebo jest błękitne, to nie ma szans, żeby się nie udało. Dlatego miałem nadzieję, że zobaczę olbrzymią tarczę, wschodzącego nad koronami drzew księżyca, do tego w lekkiej, czerwonej poświacie. Niestety pod wieczór na widnokręgu pojawiło się trochę chmurek i zepsuło cały efekt…

Jedyne co się udało, to piękne chmury podświetlone zachodzącym słońcem. Pełnia pokazała swoją moc, dopiero gdy zrobiło się całkiem ciemno, a księżyc wzniósł się nieco wyżej. Jednak to nie było już nic specjalnego, czego nie moglibyśmy obejrzeć podczas „zwykłych” pełni. No nic, to do następnego razu. W końcu musi się udać  😅

Poniżej kilka ciekawostek o „pełni żniw” - wyjątkowych i najbardziej rozpoznawalnych pełni w roku👇  

Światło zamiast ciemności (pomoc dla rolników) 

Nazwa pochodzi z czasów przed elektrycznością. Zazwyczaj Księżyc wschodzi co dobę o około 50 minut później. Jednak w okolicach równonocy jesiennej, z powodu wyjątkowo małego kąta między ekliptyką a horyzontem, opóźnienie to wynosi zaledwie od kilkunastu do około 30 minut. Dzięki temu przez kilka nocy z rzędu tuż po zachodzie słońca pojawia się jasny Księżyc, co dawniej pozwalało rolnikom kontynuować pracę na polach późno w nocy.

Intensywny, pomarańczowy kolor

Podczas tej pełni Księżyc wschodzi wyjątkowo nisko nad horyzontem. Światło księżycowe musi pokonać dłuższą drogę przez gęstą atmosferę Ziemi, co rozprasza fale światła niebieskiego i pozostawia tonacje czerwone oraz pomarańczowe. W efekcie tarcza często przypomina olbrzymią, dojrzałą dynię.

Iluzja księżycowa

Gdy Księżyc znajduje się nisko nad horyzontem, nasz mózg porównuje go z obiektami na ziemi (drzewami, budynkami, wzgórzami). W efekcie wydaje się nam gigantyczny, choć w rzeczywistości ma dokładnie taki sam rozmiar kątowy, jak wtedy, gdy świeci wysoko na niebie.

Nie zawsze jest w nostalgicznym wrześniu

Chociaż Pełnia Żniw kojarzy się głównie z końcówką września, jej definicja opiera się na astronomii – jest to pełnia leżąca najbliżej równonocy jesiennej. Oznacza to, że raz na kilka lat (średnio co 3–5 lat) wypadanie tej pełni przenosi się na początek października.

Symbol w kulturalnym kalendarzu

W azjatyckich kulturach (np. w Chinach, Wietnamie czy Japonii) ta sama pełnia jest fundamentem Święta Środka Jesieni (Festiwalu Księżyca). To jedno z najważniejszych tradycyjnych świąt, podczas którego rodziny spotykają się, by podziwiać jasny Księżyc, jeść tradycyjne ciasteczka księżycowe (mooncakes) i dziękować za obfite zbiory.

harvest moon - księżyc żniw HAL_6490 moon

czwartek, 24 września 2026

Jesień jest fajna i „kropka”

Przeglądając internet, muszę przyznać, że poza polityką widzę ostatnio wysyp jesiennych memów, których zdecydowana większość jest niczym innym jak narzekaniem na trwającą, a raczej rozpoczynającą się porę roku. Mam zupełnie inne odczucie — ja lubię jesień, zwłaszcza w jej pierwszym wydaniu.

Lubię jesień, bo po pierwsze robi się chłodniej, a ja jakoś lepiej funkcjonuję, gdy nie przegrzewają mi się neuronowe styki. Lepiej funkcjonuję, lepiej mi się biega, chyba nawet lepiej mi się myśli. To ostatnie ma raczej związek z tym, że jesień jest też jakby zapowiedzią pewnego zwolnienia. Krótsze dni, słabsze słońce i człowiek jakby automatycznie sam zaciąga hamulec. Oczywiście ta postawa nie jest ściśle związana z porą roku, a raczej z odpowiednim nastawieniem, ale jednak wraz z początkiem jesieni człowiek już tak nie pędzi.

Lubię jesień, bo właśnie teraz rozpoczynają się piękne wschody i zachody słońca. Nasza życiodajna gwiazda nie wschodzi i nie zachodzi o jakichś abstrakcyjnych porach, tylko pozwala się złapać z aparatem w ręku o rozsądnej godzinie. Jednocześnie kolory, jakie uzyskują ze względu na pozycję słońca chmury, są niesamowite, a wraz z upływem kolejnych dni będą stawały się coraz piękniejsze.

Lubię jesień, bo są grzyby, a nic tak nie uspokaja, nic tak nie pozwala cieszyć się przyrodą, jak spacer po lesie w poszukiwaniu grzybów. Co więcej, nieraz poszukiwanie grzybów było i jest dla nas tylko pretekstem do wyjazdu — świadomi, że może nic nie znajdziemy, i tak jedziemy, żeby po prostu cieszyć się przyrodą.

Lubię jesień, bo poranki robią się chłodne, pojawia się cudowna rosa, a już niedługo także mróz i szron, co pozwala zapolować na przepiękne promyki, kropelki czy iskrzące się wodnymi diamentami pajęczyny.

Lubię jesień, bo jest też zakończeniem monotonii zieleni. I nie zamierzam narzekać na wegetację — dzięki zieleni żyjemy, bo mamy czym oddychać — ale jesień wraz z coraz bardziej kolorowymi liśćmi pozostawia niesamowite wrażenia.

Lubię jesień, bo w polach nie ma już zbóż i wybierając się na spacer, można z daleka obserwować zwierzynę czy ptaki. Jesień pozwala, że tak się wyrażę, odzyskać krajobraz.

Jednak nie lubię jesieni w wydaniu listopadowo-grudniowym. Gdy liści już nie ma, gdy za oknami pędzą orkany, jest mokro, buro i ponuro. No ale czas nie stoi w miejscu i trzeba się do tego przyzwyczaić.



September Clouds Autumn Dew a landscape with goldenrod and willows cross spider - pająk krzyżak Autumn Dew the turn of summer and fall / przełom lata i jesieni Autumn Dew September Clouds Autumn Dew an overgrown road common spindle tree - trzmielina pospolita cornflower - chaber

czwartek, 17 września 2026

Bardziej żywotny niż ksenomorf, piekny chociaż bardzo toksyczny jesienny kwiat bez liści

Przez długi czas żyłem w nieświadomości, kojarząc ten „duży różowy krokus” jako kwiat, który jest dla mnie zwiastunem dwóch wydarzeń w świcie przyrody: bliskiej i dalekiej, no bardzo dalekiej. W pierwszej kolejności ziemowit jesienny, bo nim mowa, zakwitając we wrześniu, przypomina mi, że już wkrótce zieleń zastąpią przecudne kolory jesiennych liści, że będzie barwnie i kolorowo. 

Z drugiej zaś strony zapowiada też, że po brzydkiej listopadowej jesieni i zimie, znowu przyjdzie wiosna z prawdziwymi krokusami, przebiśniegi i śnieżyczkami. Pisząc krótko - przypominał, żeby nie popadać w pogodową melancholię. 

Dzisiaj jednak chcę wam przedstawić bliżej tę roślinę, bo jest ona bardzo nietypowa i co ważne - zwłaszcza w perspektywie dzieci - silnie trująca!

Zimowit jesienny (Colchicum autumnale)

Kwiat bez liści: Zimowit kwitnie od września do października, wypuszczając z ziemi wyłącznie kwiaty, całkowicie pozbawione liści. Liście oraz owoce pojawiają się dopiero wiosną następnego roku, co wyróżnia go na tle większości roślin ogrodowych.

Silnie trujący (kolchicyna): cała roślina zawiera kolchicynę – silnie toksyczny alkaloid zwany czasem „roślinną arszenikiem”. Spożycie zaledwie kilku gramów nasion lub cebul może być śmiertelne dla człowieka i zwierząt. Z drugiej strony w odpowiednio dawkowanych, minimalnych ilościach kolchicyna od wieków służy jako lek na dnę moczanową. Jest też wykorzystywana w genetyce roślin do wywoływania mutacji (poliploidalności).

Częsta pomyłka: Choć przypomina krokusa jesiennego, można je łatwo odróżnić po pręcikach – zimowit ma ich 6, a krokus tylko 3. I na koniec, czy wiecie, że cebule zimowita mają tak duże zapasy energii, że ksenomorf z Obcego może się schować?! Wyobraźcie sobie, że kwiaty te potrafią zakwitnąć postawione na suchym parapecie bez ziemi i wody.

autumn crocus  - zimowit jesienny autumn crocus  / zimowit jesienny autumn crocus - zimowit jesienny autumn crocus  (zimowit jesienny)

piątek, 11 września 2026

Zaczyna się czas ludzkiej hibernacji ;)

Nie, nie zamierzam pisać o tym, jak przygotować się na podróż na Marsa, tylko wyjaśnić rozpoczynające się właśnie – i, jak widzę po sobie, zaskakująco wczesne w tym roku – przesilenie jesienne.

Czujesz się ostatnio jak mucha w smole? Na nic nie masz ochoty, a rzeczy, które do tej pory wykonywałeś z przyjemnością, teraz sprawiają ci trudność i musisz się zmuszać, żeby je wykonać? Nie martw się, nie jesteś sam. A wszystkie „mędrkowe" porady typu „weź się ogarnij" możesz spokojnie zignorować, bo to, co czujesz, to nic innego jak znak jesieni i początek ludzkiej hibernacji.

Co się dzieje?

Drastyczny spadek natężenia światła słonecznego rozregulowuje szyszynkę, która zaczyna produkować melatoninę (hormon snu) znacznie wcześniej w ciągu dnia. Jednocześnie spada poziom serotoniny. Efekt? Mózg dostaje sygnał, że pora iść spać, mimo że jest dopiero 16:00.

Wielu osobom wydaje się, że jesienny spadek nastroju wynika z chłodu odczuwanego na skórze. W rzeczywistości kluczowe są oczy. To fotoreceptory w siatkówce przesyłają sygnał do jądra nadskrzyżowaniowego w mózgu – naszego wewnętrznego zegara biologicznego. Dlatego wystawianie oczu na naturalne światło rano, nawet w pochmurny dzień, działa jak biologiczny przycisk „reset".

Co ciekawe, zdaniem niektórych naukowców to swoisty ewolucyjny powiew „ludzkiej hibernacji". Jesienne przesilenie miałoby być pozostałością po naszych przodkach – w dawnych czasach zima oznaczała drastyczny brak pożywienia. Spadek energii, chęć pozostania w domu i odkładanie tkanki tłuszczowej były mechanizmami przetrwania, które miały oszczędzać kalorie.

Niezależnie od tego, czy się z tą teorią zgadzasz, efekt jest jeden: gdy dni stają się krótsze, nasz naturalny rytm biologiczny rozjeżdża się z budzikiem i planem dnia. Odczuwamy wtedy tzw. social jet-lag – objawy niemal identyczne jak po przelocie między strefami czasowymi: zmęczenie, rozdrażnienie, problemy z koncentracją.

Jak sobie pomóc?

Jesienią nachodzi nas ochota na węglowodany – pieczywo, makarony, słodycze. To nie brak silnej woli, tylko czysta biologia: węglowodany stymulują wyrzut insuliny, co ułatwia aminokwasowi o nazwie tryptofan dotarcie do mózgu. Tryptofan jest bezpośrednim substratem do produkcji serotoniny – organizm podświadomie próbuje więc w ten sposób poprawić sobie nastrój. Nie ma się co dziwić, że zaczynamy podjadać – byle mieć to pod kontrolą ;)

3 proste sposoby na zhakowanie biochemii

  1. Poranny wypad na dwór – nieważne, czy to spacer, rower, czy bieganie. Liczy się to, że potrafi ustawić cały dzień. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy otumanieni przynajmniej do drugiej kawy.
  2. Światłoterapia – wystaw głowę za okno. Serio, wystarczy nawet posiedzieć i popatrzeć w chmury. Teoretycznie ta sprawa jest ściśle powiązana z punktem pierwszym. Jeśli jednak nie masz kiedy wyjść na dwór, warto chociaż wypić kawę czy herbatę, wyglądając przez otwarte okno, albo stojąc czy siedząc przed domem.
  3. Suplementacja witaminy D3 – tu nie ma co się rozpisywać. Na naszej szerokości geograficznej powinniśmy suplementować witaminę D3, a osoby bardzo aktywne fizycznie – najlepiej przez cały rok.
 
spiderweb lilia poziomka / wild strawberry Czernidłaki - Ink caps rose koźlak / goat pąk róży spiderweb

środa, 2 września 2026

Ta „mimoza" z piosenki Niemena to inwazyjny agresor, zwany "złotą dziewicą". I wcale nie mimoza

Jedno jest pewne – nie o takich mimozach myślał Julian Tuwim, pisząc „Wspomnienie", które później wyśpiewywał Czesław Niemen. Dziś kilka botanicznych ciekawostek o roślinie, która jest zarówno piękna, jak i straszna. Przekonajcie się sami.

Ale od początku. Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis), uwieczniona przez Czesława Niemena w piosence „Wspomnienie" („Mimozami jesień się zaczyna...") z prawdziwą mimozą ma wspólny jedynie żółty kolor i porę kwitnienia. Prawdziwa mimoza (Mimosa pudica) to roślina z rodziny bobowatych, słynąca z tego, że jej liście natychmiast składają się po dotknięciu. Nawłoć należy do rodziny astrowatych i na dotyk w ogóle nie reaguje.

Czesław Niemen – a w zasadzie Julian Tuwim, bo piosenka „Wspomnienie" jest muzyczną adaptacją jego wiersza z 1930 roku – niemal na pewno nie miał na myśli botanicznej mimozy. Wyklucza to sam klimat i geografia. Prawdziwa mimoza (czułek wstydliwy) pochodzi z tropikalnych rejonów Ameryki Południowej. W polskim klimacie nie rośnie dziko ani na polach, ani w parkach – można ją spotkać wyłącznie w szklarniach albo jako roślinę doniczkową na parapecie. Botaniczna mimoza kwitnie na fioletowo-różowo, a nie na złoto, i trudno nazwać ją symbolem polskiej jesieni.

Skąd więc ten błąd? W poezji dwudziestolecia międzywojennego słowo „mimoza" było powszechnie używaną metaforą czegoś niezwykle delikatnego, kruchego i wrażliwego na najmniejszy dotyk – właśnie ze względu na zdolność tej rośliny do natychmiastowego zwijania liści.

Tuwim użył tego pojęcia poetycko – być może przenosząc tę wrażliwość na jesienną melancholię i pierwsze powiewy chłodu, gdzie więdnąca przyroda przypomina wrażliwość mimozy, a być może nawiązując do potocznej nazwy, jaką Polacy od pokoleń błędnie nadawali żółto kwitnącym pod koniec lata łanom nawłoci. Więc chociaż Niemen śpiewa o „mimozach", w polskim krajobrazie jesień bezsprzecznie otwierają żółte pędy nawłoci.

Teraz kilka słów o samej roślinie, bo jak to bywa w przyrodzie – naprawdę potrafi zaskoczyć.

Roślina bardzo agresywna. Choć wygląda malowniczo, jest gatunkiem inwazyjnym, sprowadzonym do Europy z Ameryki Północnej w XVIII wieku jako roślina ozdobna. Dziś wypiera rodzime polskie gatunki i tworzy ogromne, jednolite „monokultury" opanowujące całe połacie ziemi.

Nieoceniona dla pszczelarzy. Mimo że jest szkodliwa dla lokalnej ekologii, pszczelarze ją uwielbiają. Kwitnie od sierpnia do października, dając pszczołom cenny pożytek w okresie, gdy większość innych roślin skończyła już swój sezon. Miód nawłociowy ceniony jest za właściwości wspomagające układ moczowy i krążenie.

Ważna w ziołolecznictwie. W lecznictwie ludowym nazywana bywa „złotą dziewicą" lub „złotą rózgą". Działa silnie moczopędnie, przeciwzapalnie i odkażająco. Pomaga przy schorzeniach nerek i pęcherza.

Niczym „Obcy" z filmów sci-fi. Jedna roślina potrafi wyprodukować do 20 000 nasion rocznie, które wiatr rozsiewa na ogromne odległości. Dodatkowo nawłoć rozmnaża się przez podziemne kłącza, tworząc gęste sieci, z których bardzo trudno ją usunąć.

Jest jadalna. Młode liście i pąki kwiatowe nawłoci nadają się do jedzenia. Można je parzyć jak herbatę lub dodawać do sałatek, choć z uwagi na ich właściwości lecznicze nie warto z tym przesadzać.


Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.)