Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmieci. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 kwietnia 2018

Wiosenny przełom Czerwonej Wody

Jest w naszym Sulikowie takie jedno bardzo fajne miejsce, które najlepiej odwiedzać w okresie jesień - zima - wiosna. Chodzi mi o przełom rzeki Czerwona Woda u podnóża Góry Ognistej. Przez leśną dolinę pomiędzy dwoma powulkanicznymi uskokami płynie sobie rzeka. Miejsce jest przepiękne i bardzo malownicze. Jesienią pozwala na zachwycenie się kolorami opadających liści, zimą, śnieżną zimą pozwala dostrzec szczegóły i różnorodność krajobrazu, natomiast wiosną, nacieszyć się sasankami, delikatną zielenią, czy śpiewem ptaków. Jest tylko jeden mały problem...

Niestety ale jest tam skandalicznie dużo śmieci, w głównej mierze naniesionych przez rzekę. Opony, popękane wiaderka, butelki i wiele innych. Nie brakuje też takich, przyniesionych przez spacerowiczów. Tylko śnieg pozwala nacieszyć się tym bez wewnętrznej złości. No cóż, taka nasza śmieciowa natura. Z tablic informacyjnych też niewiele zostało, a w po prawdzie nie zostało już nic, zachowało się też tylko kilka, bodajże trzy ławeczki. 

Nie oznacza, to, że nie warto się tam wybrać latem. Warto, jak najbardziej, choćby chowając się przed skwarem. Dla szukających wrażeń sportowych, można tam też pobiegać krosowe pętelki, z dwoma (niezależnie od której strony ruszymy) ostrymi podbiegami i zbiegami. Biegam tam niekiedy trenując siłę i stabilizację i zrobiłem nawet stosowne segmenty w Stravie. Start na parkingu za cmentarzem - w lewo (klik-klik) i prawo (klik-klik). Pętla ma 1,3km. 

Dwa wcześniejsze wpisy z tego miejsca:




























A tak to wygląda, gdy skupimy się na śmieciach :(

wtorek, 4 czerwca 2013

Powodziowe "niespodzianki"

Niestety, do trzech razy sztuka. Jak pisałem w poprzednich wpisach nasza sulikowska "amazonka" w ciągu kilku dni dwukrotnie chciała nas podtopić i udało jej się to za trzecim razem. O szczegółach samej powodzi napiszę trochę niżej. Teraz o niespodziance.

Deliberując przez telefon ze Szwagrem o malowaniu salonu, chodziłem po piętrze i zaglądałem przez okno na opadająca rzekę. Naglę patrzę, a tam wyłania się potwór z Loch Ness, tfu znaczy się z Czerwonej Wody. Od razu chwyciłem za aparat z podpiętym tele i szybki bieg po podmokłej łące w kierunku rzeki. Podchodzę bliżej, patrzę tam gdzie "potwór" był ostatnio - nie ma. Patrzę na swój brzeg, a tu łypie na mnie spokojne oko:


Najpierw pomyślałem, że to popularny swego czasu wśród polityków dywersant, którego obecnością ci, tłumaczyli swoje porażki. Jednak gdy zobaczyłem ogon i ten płaski pyszczek, od razu wiedziałem, że to nie bóbr.



Jako, że zwierz okazała się spory, domyśliłem się, że to nutria, która przemykała się w górę biegu rzeki:


Ciekawostka: nutria dożywa ponad 20 lat i osiąga długość do 65 cm i ok 10 kg wagi. Ta patrząc na siwy pyszczek swoje już widziała i oceniając moim super wędkarskim okiem ;) mogę napisać, że miała ponad 70 cm.


Tutaj dorzucam dwa krótkie filmiki, żeby pokazać, że zwierzę było bardzo spokojne: film pierwszy, film drugi. (to stukanie w tle to układ ostrzenia teleobiektywu).

Co do powodzi. Padało od pięciu dni. Najpierw spadło 30 l/mkw. Na drugi dzień było urwanie chmury z której spało 16 l/mkw, a do wieczora dopadały kolejne 4. Później był dzień przerwy i tylko 5 l/mkw. Po czym 50 l/mkw - dzień ten opisuje poprzedni wpis. Jak się okazuje, oczyszczona rzeka radziła sobie dobrze i woda nie wylała, choć średnia miesięczna dla maja (coś ok. 50-60 l/mkw) była już dawno przekroczona. 

Niestety, w nocy dopadało kolejne 18 l, a w górze rzeki - Biernej: 40 l/mkw i to już było za dużo, zwłaszcza, że natura nie była w stanie już więcej wody odebrać. Po przejściu wody przez pięknie uregulowane koryto w Miedzianej, Biernej i Radzimowie, w Małej Wsi Górnej woda zaczęła się hamować, bo tylko oczyszczone koryto okazało się za małe i wylewać.

Za oknem widok miałem taki:


A otwierając drzwi wejściowe:


Tutaj woda przybrała jeszcze z 20 cm.

Trafiliśmy też do TVN 24. Mówię my, bo i "po sąsiedzku" Koberek, czyli Mariusz,do którego bloga linka macie na pasku z boku. Obejrzyjcie drugi filmik z tego artykułu (ten podpisany A.Stefańczyk).

W powiecie też było nie zaciekawcie ale chyba nasza gmina "oberwała" najbardziej. Arek tutaj wrzucił kilka zdjęć z Nysy w Zgorzelcu (nasza rzeka kończy swój bieg właśnie w Nysie).

Zobaczcie za to co przyniosła woda. I tak prawie na całej długości brzegów. Śmieci jest całe przyczepy!

 
Za to  największa frajdę po powodzi mają pliszki siwe, których teraz jest pełno:






wtorek, 14 maja 2013

I straszno, i śmieszno

Jak widzicie na tym zdjęciu, różne są sposoby walki z nadwagą. Ten z wyrzuceniem wagi do rzeki wydaje mi się jednak dosyć prosty ;)

Dzisiaj opryskując chwasty wzdłuż brzegów rzeki zauważyłem, że tym razem "większa" woda jaka była ostatnio oprócz standardowych opon, przyniosła nam i takie "cudo". No cóż nigdy nie przestaniemy się nawzajem zaskakiwać ;)


czwartek, 8 kwietnia 2010

Małymi kroczkami

Niby się zazieleniło, ale tego typowego "uderzenia" wiosennego wciąż nie ma. Pogoda nadal nas nie rozpieszcza, choć zdarzają się dni słoneczne to wiatr jest tak zimny, że człowiekowi się odechciewa. Wybrałem się dzisiaj z aparatem "rozejrzeć się" w terenie. Od ostatniego wpisu upłynął prawie miesiąc, więc musiałem się zmobilizować.
Wniosek jest jeden - małymi kroczkami robi się coraz wiosenniej, choć nadal widać oznaki minionej zimy.

"Młode" i "stare" szyszki modrzewia:


Opryski:


Tutaj pięknie pachniało:






Na zakończenie specyfika polskiego poczucia estetyki i dbałości o środowisko naturalne: