sobota, 13 lipca 2013

Lipowo - rowerowo

Ostatnio jak wybraliśmy się na rowery zwróciliśmy uwagę na kwitnące lipy, które jeszcze nigdy nie pachniały tak obezwładniająco jak w tym roku. Nie wiem z czego to wynika (zmiana pogody, ciśnienie ...) ale to prawda. Szkoda, że już przekwitają, no cóż ... winter is coming! :D 





wtorek, 9 lipca 2013

Pliszka karmiąca

Dzisiaj Frodo łażąc po brzegu naszej Czerwonej Wody spłoszył młoda pliszkę siwą, dzięki czemu byłem świadkiem pięknego widowiska. Najpierw niezbyt płochliwa pliszka przyglądał się nam z drugiego brzegu:


Później zaczęła się akcja, bo jak się okazało przyszła pora karmienia:




Młode pliszki były trzy jednak na raz udało mi się złapać dwie:



Biedni rodzice szukali choć chwili wytchnienia:



Morał jest taki: gdziekolwiek będziecie miejcie oczy dookoła głowy. Nie wiecie. co możecie zobaczyć :D

sobota, 6 lipca 2013

Górami lasami i więzieniami

Tytuł trochę przewrotny ale dzisiaj pojechaliśmy powspinać się pod Czubatkę, następnie długi leśny przejazd by wylądować niemal pod bramami zakładu karnego w Zarębie. Napiszę jedno - mamy to szczeście mieszkać w najatrakcyjniejszym dla miłośników rowerów terenie. Przedgórze Sudeckie, dostep do dwóch sąsiednich państw, daje naprawdę niesmaowite możliwości. Nic tylko korzystac.

Jedna nieco mniej optymistyczna refleksja: akurat dzisiaj większośc trasy pokonywaliśmy po powiecie lubańskim i wiecie co? Tak się chwalimy bogactwem naszego powiatu zgorzeleckiego, ale nasze drogi (głównie powiatowe) jedną nogą nie stają do tych z powiatu lubańskiego! I gdzie w takim razie idą te pieniądze w naszym powiecie?

Wspinajac się pod Czubatkę:  Więcej zdjęć w poprzednich wpisach - pierwszy i drugi.



Marta mi się nomen omen rozkręciła. Wspina się niczym najlepszy góral :D


Widok u podnóża:





To co "tygryski" lubią najbardziej - zjazdy!


Kilkukilometrowy przejazd lasem, to ten sam który opisywałem tutaj




Zakład Karny w Zarębie. Na szczęście pomyliłem zakręty i wyjechaliśmy nieco dalej pod kopalnią bazaltu:






Później była Zaręba, Siekierczyn, Rudzica, Gozdanin, Studniska i Sulików. Idealnie wróciliśmy na to żeby przygotować grilla i zobaczyć jak Frome miażdży rywali w Tour de France. Tym razem "Wielka Pętla" będzie chyba nudna ;)

Profil naszej trasy:




czwartek, 4 lipca 2013

Ziemia Zgorzelecka i okolice … Muzeum Łużyckie z nową wystawą

Dzisiaj (4.07) o 19:00 odbyła się inauguracja nowej wystawy w zgorzeleckim Muzeum Łużyckim (pisaliśmy o tym na zgorzelec.info tutaj). Wystawa oparta wyłącznie na zbiorach Muzeum objęła tematyką mapy z okresu XVI wieku. Jedną z perełek jest niesamowita panorama Zgorzelca-Goerlitz z takimi szczegółami jak rzezimieszki "knujący" w ukryciu, czy pasterki świń - naprawdę warto ją zobaczyć. Jest też uznawana za jedną z najlepszych w tamtym czasie map Bartłomieja Scultetusa obejmująca Łużyce.

Zapobiegliwi organizatorzy prelekcję poprzedzającą wystawę zorganizowali w sąsiednim Domu Jakuba Boehme, jednak i oni zostali zaskoczeni liczbą gości, tak, że trzeba było dostawiać krzesełka w czym sam brałem (nie chwaląc się) udział ;) Idealnie obrazuje, to poniższe zdjęcie i zafrasowana mina Piotra Arcimowczia  - Dyrektora Muzeum (to nie wszyscy, nie miałem "szerokiego" szkła więc nie objąłem całego pomieszczenia):


Kuratorem wystawy jest Piotr Zubrzycki zwany też Zubkiem:


Gospodarzem i dyrektorem muzeum - Piotr Arcimowicz (obu znajdziecie we wcześniejszym wpisie z Nocy Muzeów tutaj):






Nie wiem za czym zaglądał Zubek, w końcu byliśmy na poddaszu:





ale czas było zacząć:





Piotrek w sposób bardzo dowcipny (mówiąc na przykład o pewnych przekłamaniach) opowiadał o historii map. Osobiście utkwiła mi w pamięci historia o tym jak prawdopodobnie wyglądała praca wspomnianego Scultetusa:


Po tym wprowadzeniu udaliśmy się na wystawę. Wspomniana panorama:








Jedno jest pewne - wystawa będzie cieszyła się ogromnym powodzeniem wśród naszych zachodnich sąsiadów. Dlaczego? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie, odwiedzając Muzeum. Na miejscu jest też do nabycia piękna publikacja na ten temat.

Szczegół

Wystarczy jeden „drobny” szczegół, a przydomowe oczko prezentuje się zupełnie inaczej: