Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2025

Bez strat się nie obyło...

Kwiecień się kończy, a to dopiero pierwszy mój wpis w tym miesiącu. Nie było jednak o czym pisać, chociaż nie, zawsze można o czymś napisać, raczej nie było czasu. 

Kwiecień zleciał i jak to w tym miesiącu bywa - poprzeplatał. Mieliśmy i bardzo duże ciepło, jak i chłodniejszą aurę. Najgorsze jest jednak to, że choć liczyłem, że opóźniona wegetacja pozwoli uchronić się roślinom przed zmarznięciem, to tak się jednak nie stało…

Nasza piękna magnolia straciła około 95 pąków kwiatowych, a brzoskwinie zmarzły w całości. Na szczęście sady się uchowały, a według prognozy: bieżące ochłodzenie nie powinno przynieść jakiś niebezpiecznych spadków temperatury.

Co jednak ciekawe, gdzieś od połowy miesiąca zauważyłem pierwsze jaskółki, tak do dzisiaj nie widziałem jeszcze ani jednego bociana.









czwartek, 8 września 2016

Stożek Perkuna - podjazd

W sobotę z Martą wybraliśmy się na rowerki przez czeskie lasy obok Dolnego Oldiś, a później Miłoszów, Grabieszyce, by po kawce u Teściów w Radzimowie wrócić do domu ;) Jak piękne to tereny Przedgórza Izerskiego, możecie przekonać się odwiedzając, te moje, wcześniejsze wpisy:
Nim jednak kilka fajniejszych zdjęć, pokażę Wam coś co mnie nieco podłamało. Kto tutaj zagląda pamięta piękny domek w Miedzianej nad którym tak się rozpisywałem. Wyglądał (niestety w czasie przeszłym ) on tak:


A teraz wygląda tak :(


Wkurza mnie też samo przejście graniczne, po naszej stronie. Ostatni kilometr to krzaczory i zarośnięta wąska ścieżka (a po czeskiej w miarę zadbana droga gruntowa):


Przejrzystość powietrza nie dopisała i choć słonecznie, to w oddali widać było mgiełkę, ale widoki w lesie niezastąpione:



Tutaj za jakieś 200 metrów jest najwyższy punkt naszej wspinaczki, czyli ok 454 m. npm. Już planuje jesienne treningi biegowe w tych okolicach, poza asfaltem jest też wiele fajnych szutrowych dróg :) 



Po wyjeździe z lasu (najszybsza droga asfaltowa to 5 km odcinek), przez granicę gdzie obowiązkowo zakupiliśmy pistacje, zaczęliśmy wspinać się z Miłoszowa do Grabiszyc, jest tam 1,5 km podjazd przy którym Landeskrone w Goerlitz to betka ;) Jest to odcinek na szczycie którego znajduje się Stożek Parkuna a co to takiego, odsyłam tutaj. Poniżej profil podjazdu (pomogłem sobie Stravą) 


Widoki jednak przednie:



A tutaj widok na kościół pw. Świętego Antoniego Padewskiego w Grabieszycach, osobny wpis o tym miejscu umieściłem tutaj


No i czując już zapach kawy u teściów, widok z Radzimowa:



wtorek, 13 listopada 2012

Droga

Pierwszy listopada i uroczystość Wszystkich Świętych kojarzy mi się z drogą. Zarówno w tym bezpośrednim znaczeniu, ponieważ w tym dniu ciągle jeździmy odwiedzać groby naszych bliskich i mało kiedy jest tak, że znajdują się one w jednym miejscu.

Drogą mogę też śmiało zatytułować myśli które krążą po mojej głowie w tym właśnie dniu. Sprawa nieuniknionego przemijania. Pielgrzymowania. Jedni odpędzają te myśli twierdząc, że ich dołują, inni w sposób masochistyczny celowo rozważają sprawę śmierci - przygnębiając się. Ja jednak żyję nadzieją. Całą ufność złożyłem w Jezusie Chrystusie więc czego się tu bać?

Czy jako w większości katolicy, zapomnieliśmy ten fragment Pierwszego Listu do Koryntian: Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania.[1Kor 15.19]




sobota, 17 marca 2012

Pierwszy sprawdzian

Po ubiegłorocznej porażce na początek sezonu, gdzie po przejechaniu 5km nie wiedzieliśmy czy damy rade wrócić do domu, w tym postanowiliśmy się lepiej przygotować. Tak czy owak na dzisiaj zaplanowaliśmy rozpoczęcie sezonu. Trochę zastanawialiśmy się nad trasą czy nie przeginamy, ale zaryzykowaliśmy.

Nasz rejon gwarantuje takie atrakcje jak na profilu poniżej. Zdecydowaliśmy się jednak pojechać:



Jedynym problemem był wiatr, czyli połowa trasy do najwyższego wzniesienia ciągle pod wiatr. Dodatkowo sami sobie też sprawę utrudniliśmy. Kupiliśmy sobie w sklepie w Ręczynie soczki, które łapczywie opróżniliśmy. Tutaj Marta zachwycona soczkiem:



I to była przyczyna naszego późniejszego "zgonu":



Podjeżdżając pod Lutogniewice musieliśmy walczyć ze "ścianą" wiatru i swoim zniechęceniem - rozleniwił nas przystanek na soczki jak i one same ;)



Na szczęście przemogliśmy się i później było już całkiem dobrze. Teraz trochę słów o widokach. Choć ciepło to jednak kolorystyka wciąż surowa, więc posiłkować się będę HDRami. Tutaj widok na Andelkę:





Jak widać w górach wciąż śnieg:



Widok na las:



Tutaj Marta przygotowuje się na zjazd serpentynami - wspaniała trasa:



I oto one (część):





Moje stanowisko:



Czekając na mężula:



Tutaj żona odjechała mi jak Armstrong za najlepszych czasów ;)



Folwark w Ćernousach:



I na koniec droga - całkiem ładna i przyjemna. Życzyłbym nam Polakom takich dróg ja te w Czechach. Panie Nowak słyszy mnie Pan?



Trasa wskazała na 39,5 km na liczniku jednak mieliśmy 42 km. Kondycja niczego sobie, ciało dało radę, tylko pośladki zawiodły ;) A ja mam w pokoju taki twardy fotel :D