Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dolne oldriś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dolne oldriś. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rowerami wciąż się rozbijamy!

Jako, że zaczęły do nas dochodzić pogłoski, że przez bieganie, zaniedbujemy rowery, poniższym wpisem chcę pokazać, że są to tylko bezpodstawne oskarżenia ;) Wrzucam fotograficzny misz-masz, z ostatnich dwóch większych wypadów:

Spytków - najpiękniejsza w tym roku dolnośląska wieś:


Radocha na przejściu granicznym w Lutogniewicach:


Czeskie sianokosy:


Krzyżówka równoleżnika i południka nieopodal czeskiej Andelki:


Początek Czerwonej Wody - Dolne Oldriś:



Górki i góreczki:




Zjazd lasem w kierunku Miłoszowa:



Jak było z góreczek, tak później trzeba było pod inne podjechać, w końcu suma sumaru wracając do domu musieliśmy wyjść na zero :) 



Cieszymy się że podjechaliśmy :)


I takie jedno, leśne na koniec:


niedziela, 8 września 2013

Rowerowe soboty

Po powrocie z urlopu, dwie ostatnie soboty spędziliśmy na eksplorowaniu polsko-czeskiego Pogórza Izerskiego. Tydzień temu, byliśmy między innymi w Dolne Oldriś, by dalej przez lasy pojechać do Miłoszowa (byliśmy tam wczesną wiosną o czym mogliście przeczytać tutaj to tam "ustrzeliłem" tą piękna kapliczkę wśród pól), aby na przejściu granicznym kupić pistacje i dużą pakę Haribo. Wycieczka piękna, ale przygnębił nas ogrom zniszczeń po ostatniej powodzi w Miłoszowie i Leśnej. Ludzie suszą domy i garaże, infrastruktura zniszczona jak po przejściu frontu wojennego. To naprawdę powtórka 2010 roku :(

Wczoraj natomiast, pojechaliśmy do czeskiej Viesnova i dalej znowu na polską stronę, do nieistniejącej już wsi Wigancice Żytawskie, którą pochłonęła rozbudowa kopalni Turów. Niestety, skręciłem nie w ten rozjazd i trafiliśmy na hałdy, w związku z czym musieliśmy nieco zmienić trasę wycieczki, ale na pewno niedługo tam wrócimy bo trasa piękna.

Sobota (31.08)







Sobota (7.09)








poniedziałek, 26 marca 2012

Kolejne wyzwanie - początek Czerwonej Wody?

Wczoraj (niedziela 25.03) wyruszyliśmy na kolejną rowerową wyprawę. Równie ambitnie jak w minionym tygodniu co doskonale prezentuje poniższy plan trasy:



Chciałbym pokazać kilka jeszcze surowych jeżeli chodzi o kolory widoków. Tutaj w pobliżu Wrociszowa Górnego, jeszcze w naszej gminie:



Tutaj już po czeskiej stronie:



To miejsce już Wam kiedyś pokazywałem - zarówno podczas żniw jak i jesiennej orki:



Na samym polu "ustrzeliłem" tego ptaka, ale nie wiem co to - jeszcze nie zidentyfikowałem || dobra już wiem co to - to czajka - bliżej niestety nie pozwolił podejść i skubany zwiał:



Kolejne wspinaczki już w Pertolticach:









Tak wygląda jeden z najtrudniejszych podjazdów - choć nie wygląda okazale, ale dłuży się niemiłosiernie:



To jeszcze nie najwyższy punkt, a jak byliśmy wysoko widać na tym zdjęciu. Po prawej u góry Landeskrone w pobliżu Goerlitz:



Najwyższy punkt był tutaj w lesie:



Wczoraj postanowiliśmy z Martą, że nie pojedziemy bezpośrednio do Dolnego Oldriś i stamtąd do Miedzianej i do domu, tylko odbijemy zobaczyć zachwalany na tablicach informacyjnych staw w lesie. I wiecie co? Wszystko wskazuje na to, że od niego bierze swój początek Czerwona Woda przepływająca przez naszą gminę i wpadająca w Zgorzelcu do Nysy:





W samym Dolnym Oldriś poza kościołem Św. Marcina, który prezentowałem tutaj, bardzo podoba mi się ten kamienny dom:



A przy samej prawie granicy z Polską na łące pasły się byki, jednak były tak olbrzymie jak półtora standardowego ;)

piątek, 24 czerwca 2011

Kościół Świętego Marcina – Dolne Oldriś

Przeglądając zdjęcia w Google Earth zobaczyłem bardzo fajny kościółek po czeskiej stronie, niemal o rzut beretem od naszej gminy, pytanie było tylko jedno: czy jest przejazd? Ale o tym za chwilę, wyruszając w drogę postanowiliśmy obejrzeć też prace na rzece Czerwona Woda (tej co nas zalewa) jakie są prowadzone na jej dolnym odcinku.

Tutaj ciekawostka, dwa zdjęcia tego co wydarzyło się w sierpniu ubiegłego roku. Wyobraźcie sobie jaką siłą dysponuje wezbrana woda. Według mieszkańców, rzeka wróciła do swojego starego koryta! Jak widać nie zawsze warto poprawiać naturę, albo lepiej w ogóle tego nie robić. [panoramio]



Tutaj zaś już w Miedzianej piękny dom – chyba przysłupowy [panoramio]:


No i prowadzone na rzece prace. Moim zdaniem doprowadza one tylko do tego, że wody zaczną jeszcze szybciej spływać, dobrze, że chociaż nie prostują koryta. Zajrzyjcie też tutaj, gdzie wychodzi dyletanctwo odpowiednich służb w tej sprawie klik klik A najbardziej zamieszkały, środkowy odcinek został pozostawiony sam sobie!



Na końcu Miedzianej zaczęliśmy szukać przejazdu na stronę naszych południowych sąsiadów. Najpierw pudło, które przepłaciliśmy stromą wspinaczką, ale później po konsultacji telefonicznej z Rafałem – udało się – trafiliśmy na wspaniały szlak. Zaraz w Czechach natknęliśmy się na taki widok [panoramio]:


A tutaj sam kościół Św. Marcina, jak informuje tablica informacyjna, przerobiony na muzeum [panoramio] [panoramio]:




Mur okalający miał kapliczki drogi krzyż owej, jednak płaskorzeźby zostały zapewne skradzione:


Tutaj kolejna ciekawostka: nagrobek, na którym rosły poziomki. Do tej pory zastanawiamy się czy zostały posadzone celowo, czy też nie:


Kilka kadrów z wewnątrz placu:







Dalej natrafiliśmy na takie "zjawisko". W pierwszej reakcji myśleliśmy, że to sterta kamieni ;)



Tutaj zaś widok z najwyższego jak do tej pory punktu jaki odwiedziliśmy w naszych wędrówkach [panoramio]:


Przy samej drodze zaś piękny pomnik (prawdopodobnie Świętego Marcina) [panoramio]:



Później jeszcze raz, pomyliłem trasę, co doprowadziło do tego, ze musieliśmy dorzucić dodatkowo jeszcze z 6 km, tak, że po powrocie do domu mieliśmy na licznikach 42 km.