Od pewnego czasu biegając po okolicy, wydawało mi się, że wypatrzyłem kolejną „bobrową” miejscówkę. Nie było jednak jakoś okazji, żeby się wybrać i sprawdzić. Do wczoraj. Tak się złożyło, że zapakowaliśmy się z Michaliną i pojechaliśmy na rekonesans.
Nie tak dawno temu pisałem, że w mojej okolicy mamy bobrzą inwazję (klik-klik). Mowa nie tylko o naszej rzece Czerwona Woda, zgorzeleckim Zalewie, ale także w perspektywie Nysy Łużyckiej. Wczoraj dostałem kolejny dowód na to, że miałem rację. I nie, ja nie narzekam! Bardzo lubią i cenią te zwierzęta. Fascynuje mnie też ich zmysł wodnej inżynierii. Coś niesamowitego.
Tutaj mogliśmy go podziwiać w pełnej krasie. Bobry z ziemi i gałęzi zbudowały tamę, która spiętrzyła wodę na wysokość około półtora metra (sic!). Mało tego wyczyściły też rzekę z wielu gałęzi i konarów. W tym miejscu udało nam się też znaleźć prawdziwe bobrze żeremie. Nie nory w ziemi jak na opisywanych wcześniej stawach (klik-klik), tylko prawdziwy bobrzy dom.
Poniżej trochę zdjęć z naszego wypadu oraz filmik tamy. Zapraszam.
(gdy chcesz skomentować, to widok w wersji na komputer powoduje, że odpala się Disqus).










