Z jednej strony patrząc na pogodę, mamy wiosnę. Jednak pod względem astronomicznym, zachodzące słońce wciąż ma cechy „zimowego”.
Poniżej takie zestawienie, przeplataniec, z jednej strony sobotni zachód słońca, z drugiej sobotnie wiosenne zdjęcia. Gdy „wywoływałem” rawy doszło do mnie, że obecna aura za oknem jest naprawdę szalona.
Temperatury jak z kwietnia i to jego drugiej połowy, a patrząc na słońce, to podczas zachodu charakteryzuje się iście zimowym klimatem.
O czym mowa? Słońce „ślizga się” po horyzoncie bardzo płasko, światło przechodzi przez dużo grubszą warstwę atmosfery (nawet 2–4 razy dłuższą drogę niż latem). Efekt: silniejsze rozpraszanie niebieskiego światła, zostaje więcej czerwieni, pomarańczy, różu i fioletu.
Często intensywniejsze i „ogniste” kolory. Dominują głębokie czerwienie, krwiste pomarańcze, intensywne róże i fiolety – czasem wręcz „płonące” niebo. Jest to spowodowane czystszym, zimnym powietrzem (mniej pary wodnej, aerozoli, pyłów), mniej zamglone kolory.
Dłuższy czas trwania „złotej godziny” i zachodu. Słońce schodzi pod horyzont pod ostrzejszym kątem, porusza się wolniej względem horyzontu. Efekt: kolory trwają dłużej (czasami 20–40 minut pięknego spektaklu zamiast 10–15 min latem).
Zresztą zobaczcie sami.