niedziela, 5 kwietnia 2009

Sobota

Sobotę spędziliśmy świetnie. Zaplanowaliśmy sobie już w środę wypad na cegielnie, grill i leniuchowanie. Pogoda dopisała, zabraliśmy ze sobą, co potrzeba (najważniejszy grill i prowiant). Z samego wędkowania nic ciekawego nie napiszę - ani brania przez cały dzień. Zaczynam się zastanawiać, czy czegoś nie schrzaniłem w zestawach - jak długo nie ma efektów to człowiek zaczyna kombinować :)

Ze zdjęć pozował mi trznadel i opalała się ropucha - poniżej:









Podczas tego wypadu był też jeden nieprzyjemny incydent - przyjechał na ryby jakiś "dziadek", który wszem i wobec oznajmił, że nie był tutaj od siedmiu lat, po czym pojechał "pod brzozy" i rozłożył trzy wędki. Jak zawołałem do Janka, że idziemy sprawdzić czy nie łowią na trzy wędki odkrzyknął, że on nie łowi po czym jak obserwowałem go, gdy uważał że nikt nie widzi - zwinął jedną wędkę. Gdy to zrobił poszedł na stanowisko obok i żalił się dwóm innym wędkarzom, że się go czepiłem :) Jak zwinął się i jechał wieczorem zastanawiałem się czy zatrzyma się i będzie chciał coś wyjaśniać - nic z tego - tylko przyspieszył koło mojego stanowiska i tyle go widzieliśmy :)