Już od dłuższego czasu zacząłem odczuwać, że w moim fotograficznym portfolio brakuje sprzętu do zdjęć makro. Nadchodzące wiosna tym bardziej zapaliłam lampkę, że taki obiektywny, pozwoliłby mi na sporo fajnych zdjęć.
Jednak zakup takiego szkła, to nie lada wyzwanie. Zwłaszcza przy moim podejściu. Jestem amatorem, więc zakup dedykowanego ze stajni Nikona natywnego obiektywu nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem, choć na pewno zawsze jest drogim…
Osobiście jednak zawsze wybierałem inną drogę. Trochę trudniejsza, ale na pewno łagodniejszą dla portfela. To chyba jeszcze wpływ tego, że fotografii uczyłem się kilkadziesiąt lat temu na analogach. Tam dwa dobre obiektywy to już był rarytas, nie mówiąc już o ograniczonej liczbie zdjęć, jakie mogła pomieścić klisza. W każdym razie przechodząc na cyfrówki, zawsze wolałem wybrać coś tańszego, ale wycisnąć z tego wszelkie możliwe soki.
To nastawienie nie zmieniło się, nawet gdy przyszedłem do pełnoklatokowego, bezlusterkowego systemu Z. Priorytetowym zakupem był adapter FTZ II, który pozwala mi na używanie szkieł z bagnetem Nikon F. Dlatego myśląc o sprzęcie makro, w pierwszej kolejności postawiłem na Sigmę 105 mm f/2.8 EX DG OS HSM Macro, zwłaszcza że jak poczytałem, ta dobrze radzi sobie z adapterem i Nikonem Z.
Poprzeglądałem jednak grupy na Flickr i stwierdziłem, że jednak w tym przypadku natywny Nikkor radzi sobie o wiele, wiele lepiej. Ma też stabilizację, która z tą w korpusie daje o wiele większe możliwości. Poszczęściło mi się też i na Amazonie trafiłem naprawdę fajną promocję. Przyszedł do mnie egzemplarz przeznaczony na rynek niemiecki i co ciekawe z wkładką i kodem Qr, który na stronie mynikon.de gwarantował 5-letnią gwarancję. Niestety w Polsce nie działa ;)
Sprzęt oczarował mnie od samego początku, chociaż niezły z niego kawał byka. Do Łaski wrócił też mój malutki statyw przenośny, bo często trzeba używać przesłon rzędu nawet powyżej f40! Już nie mogę doczekać się wiosny. Poniżej taki fotograficzny misz-masz z tytułowego szkła.
Na koniec jeszcze mała wrzutka dla portretowców. Czytałem, że wiele osób po kupieniu NIKKORa Z MC 105mm f/2.8 VR S pozbywała się swoich dedykowanych portretówek. Myślałem, że mnie czeka to samo. Nic z tego! Nikkor 85/1.8G zostaje ze mną. Ten natywny Nikkor jest klinicznie ostry, a ja nie uważam tego za zaletę w przypadku robienia portretów. Mam też wrażenie, że moja 85-tka, jest plastycznie ładniejsza, ma też fajniejszy do portretów bokeh. No i jednak 1.8 to nie 2.8 :P To spostrzeżenia opisuje na podstawie paru przykładów, jakie zrobiłem w domu. Czeka mnie jeszcze seria na dworze w jakiś fajny słoneczny dzień. Wydaje mi się jednak, że wówczas te różnice jeszcze bardziej będą widoczne. Dam jednak znać, jakbym jednak zmienił zdanie…