Nareszcie! W końcu mróz odpuszcza! Tym samym, dzisiaj bez słonecznych, pięknych widoków, ale za to bardziej nostalgicznie…
Postanowiłem jednak wykorzystać to, że nadal jest mroźno i odwiedzić „moje” bobry. Dzięki grubemu lodowi miałem okazję dotrzeć do nich od strony, od której jest to normalnie niemożliwe, czyli od strony wody.
Nie wiem, nie jestem fachowcem, ale wydaje mi się, że bobry zaczynają cierpieć głód. Dookoła co zostało zwalone, to zostało zwalone, a nowych drzewek nie widać. Zwierzęta chodzą też coraz dalej po gałęzie i większe konary. Mam też wrażenie, że jest ich zdecydowanie więcej, niż myślałem, a to oznacza niezbędną migrację. Może i całej rodziny…
Dlatego pomyślałem sobie, żeby ruszyć wzdłuż rowu do położonego jakieś 800 m w linii prostej lasu na skraju, którego był staw. No może staw to za dużo powiedziane, raczej oczko wodne. Co prawda ja nie pamiętam jego świetności, gdy dziadek opowiadał mi, że nawet żyły w nim karasie, to jednak pamiętam, że było tam bajoro, a gdy wody było naprawdę mało, to swoiste bagienko, w którym lubiły powylegiwać się dziki. Pomyślałem, że gdyby bobry ruszyły rowem w górę w stronę lasu, to mogłyby w tamtym miejscu nieźle się urządzić.
Niestety ostatni raz byłem tam chyba z cztery lata temu, a jak poszedłem dzisiaj, to wszelkie moje plany mogłem wsadzić w piach… Wody ani kropelki. Ba, nie ma nawet błota, jest sucha, jałowa ziemia, która nie widziała większej ilości wody od dłuższego czasu.
Zastanawiam się, czy to efekt potęgujące się suszy, czy głupia polityka melioracyjna?!. Mam jednak wrażenie, że raczej to drugie. Patrząc na dane z instytutu rolnictwa, akurat nasz region na brak wody nie może narzekać, jednak przynajmniej w mojej okolicy rowy melioracyjne stają się coraz głębsze i coraz większe. Uważam, że nie jest to zbyt rozsądne. W takim pagórkowatym terenie powinniśmy dbać o to, żeby wodę zatrzymywać, a nie prowadzić do jak najszybszego spływu do rzeki. Później rolnicy nie powinni mieć pretensji, że pola na wzgórzach stepowieją i zamieniają się w nieurodzajne piaski. Czemu się dziwić? Gdy brakuje wilgoci, to wiatr porywa wysuszony humus i pozostaje sam piach…
W każdym razie w tę stronę bobry nie mają co ruszać. Pozostaje więc im raczej migracja w dół rowu i następnie do rzeki, a tam spływ i szukanie nowego miejsca. Jest trochę niżej fajny staw hodowlany, do tego nieźle zarośnięty olchą i osiką, ale nie wróżę im zbyt dobrze, gdyby planowały tam zamieszkać. Tak więc wygląda na to, że kierunek zalew w Zgorzelcu, a może dalej do Nysy Łużyckiej…


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz