sobota, 8 czerwca 2019

Świeradów - Zdrój: Czarny Potok

Czas płynie tak szybko, że pomyśleliście zapewne sobie, że to koniec mojego foto-bloga. Nic z tego. Dużo się dzieje, dużo fotografuję, ale nie koniecznie, żeby wrzucić na Bloggera ;) Postaram się poprawić. Jedyny problem to raczej brak czasu. Bo jednym się przekonałem - Michalinka postawiła moje życie na głowie. Z pewnych codziennych rytuałów musiałem zrezygnować, inne zmienić. Przewartościowałem też pewne rzeczy i pozostawiłem te najważniejsze. 

W każdym razie nadal podróżujemy - teraz są to wypady z Miśką i nie zawsze biorę ze sobą aparat. Ostatnio to się jednak zmienia więc będą dwa wpisy ten dzisiejszy z 1 czerwca i wkrótce - dzisiejszy wypad na wieżę widokową Smrek ;)

Na razie nie zapędzamy się zbyt ambitnie, raczej testujemy różne rozwiązania, które mają nam pomóc w tym, żeby Michalina też pokochała góry. W ubiegłą sobotę wzięliśmy przyczepkę rowerowo-biegową i wybraliśmy się nad Czarny Potok. Niestety w 1/3 trasy wpadłem na - jak się okazało niezbyt dobry pomysł - żeby Miśka wyszła z przyczepki i trochę rozprostowała nogi, jak łatwo się domyśleć: z powrotem już nie udało nam się jej wsadzić ;) 

















środa, 27 lutego 2019

Domaszczyn: staw Ciężek i okolice

Jadąc gdzieś na dłużej zabieram ze sobą sprzęt do biegania. Tak samo jest gdy wybieramy się odwiedzić Szwagrów, w Domaszczynie. To świetna okazja, żeby pozwiedzać okolice. Pak w Szczodre opisywałem już tutaj, teraz czas na olbrzymie dęby i staw Ciężek.

Najczęściej gdy nie muszę biegać niczego szybkiego, odpalam Stravę i na podstawie dostępnych ścieżek, nanoszę kurs i planuje trasę, później zrzucam ją do zegarka i ruszam w drogę. Świetna przygoda. W en oto sposób biegając po lesie sosnowym natknąłem się na rzeczkę o nazwie prawdopodobnie Dobra, a później aleję olbrzymich dębów, ale jeden w drugi zabytki przyrody – takie są olbrzymie!

Po chwili wyłonił się przepiękny staw (gospodarstwo rybne)  z wyspami i masą ptaków  wodnych: kormorany, czaple, łabędzie, łyski, kaczki krzyżówki i inne. Zrobiłem rundkę dookoła stawu i postanowiłem wrócić, gdy nie będzie liści, już pieszo i z aparatem. Okazja nadarzyła się w miniona sobotę, a poniżej fotorelacja:

Na druga stronę przeszedłem po zwalonym drzewie, przypominając sobie młodzieńcze czasy ;) Fakt, że ciążył mi trochę sprzęt za parę tysięcy złotych :P 


Takich olbrzymów jest tam kilkadziesiąt!




Cudowne miejsce wiosną, gdy dopiero zaczyna zielenić się  i jesienią, gdy robi się kolorowo!


Fajna ścieżka dookoła stawu. Spotkałem kilka rodzin w tym z wózkami!





Wysp jest bodajże cztery i wiosna i latem przesiadują na nich ptaki.






niedziela, 23 grudnia 2018

Kilka zimowych znad wody

Dzisiaj mogłem się przekonać, jak wciąż olbrzymie niedostatki wody są na naszym terenie po tegorocznej suszy. Mam jednak nadzieję, że to się do wiosny poprawi. Stawy hodowlane zasilane z rowów uzupełniły swoje stany, jednak takie zbiorniki jak powyrobiskowa glinianka, pokazuje jak jest naprawdę. I nie wygląda to dobrze, poziom lustra wody spadł o 70 cm. To są tysiące metrów sześciennych wody. 







piątek, 14 grudnia 2018

Jeszczed (góra w Sudetach)

Błyszcząca w słonecznych promieniach iglica wzniesiona na szczycie Jeszczed (1012 m n.p.m.), zawsze przyciągała mój wzrok. Nigdy jednak nie było mi po drodze w tamta stronę. Musze przyznać, że w Libercu byłem może z dwa razy, raz to na pewno - na meczu Turowa. 

Jednak ten rok jest wyjątkowy. Ze względu na Michalinkę musieliśmy zrezygnować z naszych wspólnych weekendowych wypadów na sportowo zamieniając je na bardziej komfortowe samochodowe wyjazdy uwieńczone pchaniem wózka ;) Absolutnie nie narzekam, jestem szczęśliwy jak mało kiedy. Na wszystko jest odpowiedni czas jak pisał Kohelet. Niedługo wrócimy do rowerów, już szukam jakiś fajnych wózków dla małej ;) W każdym bądź razie jeden z takich weekendów, a dokładnie niedzielę poświęciliśmy na wypad, na Jested. 

Dojazd bardzo fajny. Dojechaliśmy na najwyższy parking - jest możliwość, wjechać na sam szczyt. I ruszyliśmy pchając wózek ;)

Stamtąd ruszyliśmy - widok na parking z góry.

Cel - Iglica ;)

Po drodze świetne widoki, filtr polaryzacyjny miał co robić ;)




Po dotarciu na górę przeszliśmy pod stacją kolejki, którą też można wjechać na szczyt, dokładnie tutaj, w oddali Elektrownia Turów.

Nosidełko też się przydało ;) Tutaj z kolei tłem Liberec.

Na górze runda dookoła i zdjęcia:



W oddali, po lewej Elektrownia Turów, po prawej elektrownie wiatrowe w pobliżu Lutogniewic - jedna z ulubionych tras biegowych. 


Na szczycie są dwa miejsca dwa place po dwóch stronach. W jednym pełnym nadajników, miejscem kluczowym jest drewniany krzyż. Patrząc na zeświecczenie naszych południowych sąsiadów, bardzo mnie on zaskoczył: 


Nie, to nie wina obiektywu, krzyż jest krzywy ;)

I po drugiej stronie:


W "iglicy" jest hotel i bar. Zjedliśmy obiad, ceny przystępne, choć jak na mój gust trochę mi menu zalatuje PRL-em ;)


Ogólnie miejsce fajne na jednodniowy wypad całą rodziną. Można wejść od samego dołu, można wjechać kolejką i można jak my, podjechać niemal na samą górą. Wszystko zależy od naszej predyspozycji. Tak czy siak, widoki są piękne. Tak się wchodzi  jak i schodzi ;) 



Nie ma strachu, jak Michalina dała radę to i Wam się to uda ;) 

EDIT. Jak zwrócił mi na Twitterze uwagę Pan Bartłomiej - poprawna nazwa w języku polskim tej góry to Jeszczed :) Poprawiłem i dziękuje.