Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 września 2018

Dziwnówek - jeśli szukacie spokoju

Koniec wakacji, więc czas na wpis z naszego urlopu ;) Tym razem polskie morze i wyjazd do Dziwnówka. Zdecydowaliśmy się na tą małą miejscowość, ze względu na odległość, spokój i ... trasy biegowe. Napiszę tyle - nie zawiedliśmy się. 

Jednak uprzedzam, atrakcji to tam za wiele nie znajdziecie, jeżeli jednak szukacie aktywnego wypoczynku, lub też chcecie po prostu poleżeć brzuchem do góry, to jak najbardziej. Mi bardzo podpasowały trasy biegowe. Ich przebieg i różnorodność, sprawiała, że biegając jednorazowo i 15 km nie nudziłem się. Było fajnie i siłowo, bo jednak miękkie podłoże to zupełnie inne bieganie niż po asfalcie. 

Ciekawostka - po rozmowie z tamtejszym Proboszczem dowiedziałem się, że mieszka tam tylko 300 dusz, a do kościoła chodzi góra 90. Ksiądz musi pracować w szkole bo inaczej z kasą byłoby krucho. 

Widok z okna i balkonu mieliśmy rewelacyjny:


A po takich ścieżkach biegałem:




Gdy ja szedłem na trening to Marta brała Michalinkę w nosidełko i szły kilka kilometrów plażą, gdy nie trenowałem, wybierałem się z nimi ;) 




Spacer biegowymi ścieżkami też był dobry:


A w pobliżu naszego lokum, buszował lisek:




I jedno w podczerwieni:


czwartek, 21 sierpnia 2014

Pobierowo i okolice

Jak co roku wakacyjny urlop staramy się spędzić nad morzem. Góry mamy pod nosem więc uważamy, że szum morza dobrze nam zrobi. Tak sam było i w tym roku. Ponad tydzień spędziliśmy na leżakowaniu, ale i na bieganiu i jeżdżeniu rowerami. Wrzucam kilka fotek:















A to z Rewala:


sobota, 7 stycznia 2012

Egipt - Sharm El Sheikh: relacja

Do napisania tej relacji zabierałem się już kilkakrotnie, jednak za każdym razem kończyło się niepowodzeniem ;)

W połowie grudnia byliśmy na wakacjach w Egipcie. Wybór padł na Sharm El Sheikh, a termin taki by na święta wrócić do domu.

Tutaj mała dygresja możecie to uznać za jakąś zaściankowość, ale jako katolik nie wyobrażam sobie by święta Bożego Narodzenia spędzić w Egipcie, z dala od możliwości uczestniczenia w Eucharystii. Jak się jednak okazuje zwyczaj staje się coraz bardziej powszechny, a do "naszego" hotelu, w przedświątecznym tygodniu gdy my szykowaliśmy się już do wyjazdu, przyjeżdżało coraz więcej ludzi - zwłaszcza naszych krajanów.

Moje wrażenia są następujące: świetnie, wspaniale ... ale to nie dla mnie :D Po pierwsze jakaś sztuczna atmosfera unosiła się wokoło, wszystko dziwnie kręciło się tylko przy jedzeniu, opalaniu i kąpaniu. Nic więcej. Człowiek na dzień dobry dostaje opaskę na rękę bez której nic nie może - ani się nie napije, ani nie zje ;) Czułem się jak owca bezwolnie zarządzana przez znajdujący się tam egipski personel, jakaż więc była moja radość gdy ją wreszcie zdjąłem:)

Dlaczego jeszcze mówię o sztuczności - bo to pustynia. Tylko wzdłuż brzegów Morza Czerwonego powstają i są utrzymywane sztuczne kurorty dla turystów. Wystarczy jednak tylko kilka kroków poza główną część miasta by natknąć się na pustynie, piach i ubóstwo. A widoki dziurawej magistrali z której leje się woda to pikuś. Poniżej wrzuciłem choćby jedno zdjęcie gdy wracaliśmy łodzią do portu, a na którym widać urwisko pełne śmieci. Śmieci, które pod wpływem wiatru i erozji wpadają do morza! Dodatkowo widziałem ile zachodu wymaga przygotowanie i urządzenie kolejnego zielonego terenu.

Do tego ludzie. Irytujący sprzedawcy i straszna drożyzna. Byle pierdoła - dolar. Za pięć paczek zapałek (potrzebnych nam by pograć ze znajomymi w pokera) zapłaciłem 2 dolary! Jak podsumowała Marta- to najdroższe zapałki jakie widziała! Denerwowała mnie też ich nachalność - zapomnijcie o spacerach poza ośrodek. Namolni taksówkarze i sprzedawcy dosłownie was zagnębią :D I tu mała uwaga - starajcie się niczego nie dotykać jeżeli nie chcecie tego kupić i pod żadnym pozorem nie dajcie się posadzić na wielbłąda. Taka wycieczka może was bowiem słono kosztować :D Zrobienie "oficjalnie" zdjęcia wielbłądowi i jego "kierowcy" też może skończyć się utratą kasy - dlatego warto strzelać z biodra - fotografowie wiedzą o co chodzi ;)

Drugą grupa ludzi, którzy mocno mnie denerwowali to turyści z Rosji. Strasznie ostentacyjni w swoim zachowaniu. Przypominali mi powiedzenie o słomie spod butów - wiecie o czym piszę. Podczas rozmów okazało się, że akurat to jakiej narodowości turystów będzie najwięcej, to zależy od miesiąca. Raz trafi się na Polaków, kolejnym razem są to Rosjanie, a innym Anglicy.

Są oczywiście i plusy. Po pierwsze lot samolotem - niesowite przeżycie. Po drugie to, że zimą łaziłem sobie w samych "gaciach" ciesząc się słońcem, dzięki czemu ta zima bardzo szybko mija, a my planujemy już pierwsze wypady wędkarskie i rowerowe :D No i samo nurkowanie, choć za pierwszym razem bałem się panicznie to jednak przeżycie jest wielkie!

No i mała polityczna dygresja - spotkaliśmy sprzedawcę katolika, który opowiadał nam, że bardzo martwi się o wynik wyborów. Wszystko wskazuje na to, że wygra Bractwo Muzułmańskie, ale drugie ugrupowanie to salaficka Nur (Światło), które żąda m.in. oddzielnych plaż dla kobiet i mężczyzn, zakazu spożywania alkoholu i rozbierania się - czy to oznacza koniec turystycznego Egiptu? Ta wiosna arabska coś przyniesie, obawiam się jednak, ze nic dobrego :(

To nasz pierwszy lot samolotem:




Nasze "lokum"



Plaże:





Długie, kilkaset metrowe mola, na końcu których kończyła się płycizna, a zaczynała pionowa ściana w dół:



Dwa nocne





Wypad na nurkowanie:





Za to góry mają piękne - niemal mistyczne - no ale to Półwysep Syjoński, więc czemu się dziwić :D











Naturalna "utylizacja". Jadąc do portu zauważyłem, że Egipcjanie swoje śmieci po prostu zwożą na pustynię i zakopują w ziemi. W Polsce Inspektorat Ochrony Środowiska - po prostu by ich zjadł na śniadanie ;)



Tutaj pustułka polująca w przygotowywanym, nowym terenie zielonym:



Strzał z biodra:





niedziela, 23 sierpnia 2009

Kołobrzeg vol. 1

Choć przekładaliśmy termin to jednak udało nam się wybrać nad nasze morze. Miejscem docelowym stał się Kołobrzeg, a raczej jego zachodnia część gdzie na plażach "zalega" nieco mniej turystów. Jako zapalony miłośnik gór morze także bardzo lubię :). Chwile gdy się leży na plaży smaganym delikatnym wiaterkiem od wody i wsłuchując się w szum fal są po prostu nie zapomniane. Jednak dziś wieczorem obejrzeliśmy film "Północna ściana" o przedwojennych alpinistach w związku z czym nabrałem niesamowitej ochoty na wyprawę w góry.

Zdjęcia z wypadu zamierzam pokazać w dwóch, góra trzech odsłonach. Na sam początek idzie siedem ogólnych, bez żadnych opisów bo jakie morze jest to każdy widzi ;) W drugiej części zamierzam pokazać trochę architektury (pozdrowienia dla A.Mason'a z fujiklub ;) ) a w trzeciej (o ile będzie) jakieś rożne różności. Zaczynamy: