Przez długi czas żyłem w nieświadomości, kojarząc ten „duży różowy krokus” jako kwiat, który jest dla mnie zwiastunem dwóch wydarzeń w świcie przyrody: bliskiej i dalekiej, no bardzo dalekiej. W pierwszej kolejności ziemowit jesienny, bo nim mowa, zakwitając we wrześniu, przypomina mi, że już wkrótce zieleń zastąpią przecudne kolory jesiennych liści, że będzie barwnie i kolorowo.
Z drugiej zaś strony zapowiada też, że po brzydkiej listopadowej jesieni i zimie, znowu przyjdzie wiosna z prawdziwymi krokusami, przebiśniegi i śnieżyczkami. Pisząc krótko - przypominał, żeby nie popadać w pogodową melancholię.
Dzisiaj jednak chcę wam przedstawić bliżej tę roślinę, bo jest ona bardzo nietypowa i co ważne - zwłaszcza w perspektywie dzieci - silnie trująca!
Zimowit jesienny (Colchicum autumnale)
Kwiat bez liści: Zimowit kwitnie od września do października, wypuszczając z ziemi wyłącznie kwiaty, całkowicie pozbawione liści. Liście oraz owoce pojawiają się dopiero wiosną następnego roku, co wyróżnia go na tle większości roślin ogrodowych.
Silnie trujący (kolchicyna): cała roślina zawiera kolchicynę – silnie toksyczny alkaloid zwany czasem „roślinną arszenikiem”. Spożycie zaledwie kilku gramów nasion lub cebul może być śmiertelne dla człowieka i zwierząt. Z drugiej strony w odpowiednio dawkowanych, minimalnych ilościach kolchicyna od wieków służy jako lek na dnę moczanową. Jest też wykorzystywana w genetyce roślin do wywoływania mutacji (poliploidalności).
Częsta pomyłka: Choć przypomina krokusa jesiennego, można je łatwo odróżnić po pręcikach – zimowit ma ich 6, a krokus tylko 3. I na koniec, czy wiecie, że cebule zimowita mają tak duże zapasy energii, że ksenomorf z Obcego może się schować?! Wyobraźcie sobie, że kwiaty te potrafią zakwitnąć postawione na suchym parapecie bez ziemi i wody.