piątek, 29 sierpnia 2025

Grecka wyspa Kos i okolice - część pierwsza

Na fotobloga znowu wraca egzotyka ;) gdy w maju podczas długiego weekendu nad naszym morzem planowaliśmy, że latem wrócimy do Grecji, to muszę przyznać, że kręciłem nosem. W końcu wszędzie zapowiadali rekordowe upały w naszym kraju. Najwidoczniej Marty zmysł był o wiele lepszy, bo to najlepsza decyzja, jaką podczas tych wakacji mogliśmy podjąć. Dzięki temu do tych kilku ciepłych dni podczas tegorocznego lata w Polsce mogliśmy dorzucić ponad tydzień kapitalnej pogody :P 

Tym razem przedstawię Wam wyspę Kos. Wrzucę też odnośniki do wcześniejszych greckich wpisów, czyli Rodos, Korfu i Zakynthos. 

Relację podzieliłem na trzy części. W pierwszej zabiorę Was na wyprawę na wyspę Nisyros, do największego w Europie wulkanu hydrotermalnego - Stefanos. Ponadto odwiedzimy tamtejszą miejscowość Mandraki. Pamiętajcie, że po kliknięciu w zdjęcie, to otworzy się Wam w większym rozmiarze. 

Wyruszyliśmy z portu w Kefalos na Kos:






By po około godzinie dopłynąć na Nisyros - do Mandraki. 



Stamtąd jazda autobusem mocno w górę, żeby zjechać na drugą stronę do wnętrza wyspy. Gdzie naszym oczom ukazał się taki widok: 


Na miejscu pejzaż niczym z innej planety. Chociaż Michał był niezadowolony. Wulkan ma być górą z którego leje się lawa, a nie dziura w dolinie ;) Ponadto nie każdemu przypadł do gustu siarkowy zapach zgniłych jaj ;) 








Po zwiedzaniu okolicy - łącznie można było zobaczyć trzy wulkany, wróciliśmy do Mandraki. Tam obiad, zwiedzanie i zakupy. Michalina wybrała dla siebie bransoletkę ze skały wulkanicznej a Michał odłamek obsydianu, bo jak twierdzi to z niego w Minecraft robi się bardzo mocny miecz ;) 








I tak jak na Kos, tak i na Nisyros, wszędzie pełno kotów. Dzieciaki po nauce jak je wabić: nie kici kici, a  psi - psi, miały kłopot żeby odejść od stołu bez nadepnięcia, któremuś na ogon :D 


Mi oczywiście najbardziej przypadł do gustu znajdujący się tam monastyr. Niestety już pełniacy wyłącznie funkcje muzealną. Jak jednak widać po ilości ilości wotów dziękczynnych, jest to (było?) często odwiedzane miejsce, wśród greckich prawosławnych. Mnie najbardziej zaskoczyła świeca woskowa w kształcie bobasa - jak się okazało, to dziękczynienie, za dar rodzicielstwa... Co ciekawe świeca ma ważyć tyle ile dziecko w dniu urodzenia. 






Wracając mogliśmy się przyjrzeć jednej z największych kopalń pumeksu na świecie, gdzie oprócz pumeksu wydobywa się także perlit. Kopalnia położona jest niewielkiej wyspie Jali (Gyali), położonej pomiędzy Kos, a Nisyros. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz