środa, 26 lipca 2023

Lipiec w podczerwieni.

Ostatnio wyciągnąłem z szafy swój od dawna nieużywany duży plecak foto. Szukałem pilota do aparatu, a znalazłem filtr IR. Jak się okazało - leżał nieużywany od sześciu lat... 

Dlatego wiedząc jak szybko czas leci oraz to, że najlepsze zdjęcia wychodzą gdy świeci słońce i jest zielono, postanowiłem sobie przypomnieć zasady fotografowania w podczerwieni. 

Pierwszym szokiem (zapomniałem po sześciu latach), było to, że filtr IR  akurat słabo współpracuje z moim flagowym „spacerniakiem” sigmą 17-50/2.8. Najlepszą okazuje się do niego sigma 10-20 ;) 

Drugim była sama obróbka - surowy nef/raw może odstraszyć każdego. Trzeba trochę pobawić się suwaczkami i ani AI ani automatyka tutaj nie pomogą. Poniżej wrzucam Wam kilka moim zdaniem fajnych zdjęć :) 

Wcześniejsze wpisy z fotografią w podczerwieni: 

Świat podczerwieni

Świat podczerwieni (2)













czwartek, 20 lipca 2023

Sępia Góra i apel do młodych rodziców...

Po powrocie z wakacji tęskniliśmy za naszymi górami. Dlatego już w sobotę postanowiliśmy się wybrać do Świeradowa - Zdroju i trochę pomęczyć nóżki. Wybór padł na Sępią Górę. Wejście niezbyt długie, a na górze znajdował się fajny, skalny tras z widokiem na okolicę. 

Co ciekawe wydawało nam się, że ludzi jakby mniej niż zwykle, zwłaszcza w ubiegłym roku. Nawet w okolicy wyciągu na Stóg Izerski. Zapewne winny był temu upał, ale chyba też i kryzys. Ludzi rzeczywiście mniej, no i nie ma co się dziwić. Ceny, zwłaszcza za jedzenie poszybowały w kosmos.

Naszą wyprawę zaczęliśmy od tamtejszego MDK-u, gdzie jest okazja zobaczyć piękną, starą lokomotywę. Można jednak podjechać jeszcze jakieś 500-600m wyżej i dopiero stamtąd wyruszyć. Sama trasa to typowa dla tej okolicy wspinaczka ścieżką wśród drzew. Dystans wejścia to niecałe 3 km z dwoma, trudniejszymi jeżeli chodzi o przewyższenia momentami. 

I tutaj małe spostrzeżenie. Mijaliśmy ludzi zupełnie nieprzystosowanych do wędrówki. Nawet tak krótkiej. Schodząc minęło nas młode małżeństwo z dwójką małych dzieci. Mężczyzna dwudziestoparolatek przyciskał do piersi może roczne niemowlę, a kobieta na plecach z trzyletnią pociechę. Nie mieli nic więcej… Brak wody, podstawowych opatrunków, jedzenia, to proszenie się o kłopoty. Mam wrażenie, że wielu osobom brakuje wyobraźni! 

Rozumiem, że co tam spacer 2km. Z tym, że to nie jest wyprawa do lasu, a ciężkie darcie pod górę z przewyższeniami na kilometrze około 200 metrów, a łącznie ponad 400! To nie jest jakieś hop-śup, a krzywdę możemy zrobić nie tylko sobie. Pamiętajmy o tym!















poniedziałek, 17 lipca 2023

Zakynthos, czyli nasz powrót do wakacyjnej Grecji.

Po czterech latach przerwy wróciliśmy do Grecji. Tym razem wybór padł na Zakynthos i uprzedzam: zdjęć „zatoki wraku” nie zobaczycie. Dlatego, że nigdy jakoś nie pociągało mnie to miejsce, bo miałem wrażenie, że to jedyna atrakcja wyspy, a jak się okazało, tak nie jest, a po drugie w tym roku trwają prace zabezpieczające. Zobaczycie jednak wile innych, bardzo ładnych zdjęć. 

Wpis na fotoblogu podzielę na dwie części. W pierwszej zobaczycie zdjęcia ogólne i moje przemyślenia. A w drugiej zdjęcia z objazdu po wyspie i podsumowanie. 

Tutaj jeszcze odnośniki do wcześniejszych wpisów z naszego pobytu w Grecji:

Nasze wakacje spędziliśmy w miejscowości Kalamaki i było to kapitalne posunięcie. Z tego względu, że byliśmy tuż przy plaży objętej ochroną, plaży, która jest rezerwatem przyrody ze względu na żółwie caretta caretta, które na niej składają jaja.

Dla nas to był strzał w dziesiątkę z tego względu, że zawsze preferujemy morze nad baseny, czy aquaparki. A, jako że plaża objęta ochroną to był na niej spokój i cisza, no może poza latającymi nad głowami samolotami. Co jednak raczej było swoistą atrakcją.

Sama plaża cudowna i piaszczysta. Morze Jońskie w tym miejscu pozwalało na zabawę dla dzieci, bo przez bardzo długi fragment było po prostu płytkie, a woda bardzo ciepła. Michalina potrafiła przez dwie, trzy godziny z wody nie wychodzić ;)  Gdy pływałem dalej, nad takimi czarnymi łachami, pozostałościami roślin, to mogłem oglądać płaszczki i dziwne, duże ryby z długimi płetwami piersiowymi. Zdarzały się też ławice rybek z niebieskimi paskami, za którymi ganiała Michalina.

Oczywiście nie obyło się też bez biegowych rekonesansu. Wcześniej w domu zaplanowałem dwie trasy, a w planie miałem przynajmniej trzy biegowe treningi. I tutaj opowiem wam dwie historie:

Raz wybrałem się do pobliskiego Laganas. Chciałbym tam zrobić zdjęcia Wyspy Ślubów – są poniżej. Wyznaczyłem trasę w kursach Garmina i ruszyłem, oczywiście wcześnie rano jeszcze przed szóstą. Gdy wbiegłem do miejscowości, to muszę przyznać, że zbierałem szczękę z asfaltu. Wcześnie rano, a na głównej promenadzie, czy też ulicy jeden wielki syf. 

Musiałem uważać, żeby nie pośliznąć się na leżącym jedzeniu. Do tego dopiero nad ranem wracały do hoteli grupki młodzieży w wieku 17 do 20 lat. Jak się okazało, byli to sami Anglicy, którzy opanowali miejscowość głównie zw względu na przysłowiowe „zioło”. Jak dla mnie koszmar i współczuję osobom, które trafiły tam na wypoczynek. Szybko uciekłem z tej promenady i na szczęście, dalej już było lepiej, a sama Wyspa Ślubów - cymuś ;) 

Druga historia to moja wyprawa do byłych kamieniołomów. Tutaj oczywiście trzeba było nabiegać trochę przewyższeń, jednak sprawdziłem, że szlak jest popularny, a Google Maps pokazuje, że można tam nawet dojechać samochodem. Mapy Apple'a pokazały jednak, że jak już to tylko nóżkami. 

W każdym razie Garmin pokazywał, że będzie to fajna wyprawa. Gdy wybiegłem z Kalamaki wpadłem na drogę szutrową i nagle trasę zagrodziło mi ogrodzenie. Na podwórku biegały owce, barany i spore stado indyków, jednak starszy Grek zawołał mnie, więc otworzyłem bramę, zamknąłem, przywitałem się i pobiegłem dalej.

Trasa była cudowna, biegła nad piękną zatoką a z góry mogłem podziwiać startujące i lądujące samoloty. W planie był sam szczyt wzniesienia, na którym znajdowały się pozostałości monasteru. Niestety w pewnym momencie drogę zagrodził mi drzewa i kamienie. Postanowiłem zakończyć swoją wyprawę i zastanawiam się jak ktoś miał tutaj pojechać samochodem? ;)

Po drodze spotkałem jeszcze jednego biegacza i co ciekawe w samych Kalamaki było ich przynajmniej kilkunastu (pań i panów). Szacunek. Chociaż mocno dziwiły mnie te osoby, które biegały w południe wzdłuż plaży ;) 

Na tym zakończę pierwszy wpis. Wy pooglądajcie zdjęcia. W kolejnym więcej o samej wyspie.