poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Wieża widokowa na Czerniawskiej Kopie

No cóż (wiem, tak nie powinno się zaczynać wpisu ;) ) Na razie o długich całodniowych wypadach w góry możemy zapomnieć, ale nie oznacza to, ze z dziećmi się nie da. Da, a przy tym można się świetnie bawić. Z tym, że wypad najczęściej jest krótki ale bardzo intensywny. 

I dokładnie tak wyglądał nasz wypad na wieżę widokową na Czerniawskiej Kopie (776 m n.p.m.). Zaparkowaliśmy przy Sudeckiej - wejście na szlak (czarny) i ostro w górę. Naprawdę warto. Izery mają to do siebie, że wielokrotnie wszystkie ścieżki wiodą wśród drzew. Mało kiedy wychodzi się powyżej. Wówczas budowa takich wież ma sens, a widoki są niesamowite.

Sama wieża powstała z drzewa modrzewiowego (klik-klik) ma trzy tarasy widokowe i wysokość 15 m. U jej podstawy znajduje się fajne miejsce wypoczynkowe, gdzie można usiąść i zjeść. 














niedziela, 5 lipca 2020

Niesamowite spotkanie z orłem bielikiem

Dzisiaj historia z niesamowitego spotkania. Wczoraj z Michalinką "upolowaliśmy" orła bielika. Mieliśmy też cały worek szczęścia, a sam bielik wykazał się sporą cierpliwością!

Było tak: poszliśmy z Miśką zanieść stary chleb na stawy żeby nakarmić nim ryby. Michalina w przyczepce biegowo-turystycznej, mega zarośnięta droga - deszcz położył trawy i naprawdę musieliśmy się sporo przedzierać. Swoja drogą zapłaciłem za to atakiem alergii jakiego już dawno (od trzech lat?) nie miałem. 

Gdy dotarliśmy na miejsce Michalina mówi "tato, co to?" i pokazuje na świerk. Wcześniej kątem oka wydawało mi się że z płycizny poderwała się w tym miejscu czapla. Często je tam widuję. Patrzę jednak w kierunku, który pokazuje córka i ... szczęka opada mi na ziemie. 

Bielik! Najprawdziwszy orzeł bielik! Szybki zwrot i do domu sprint, tłumacząc po drodze dziecku, że tato gamoń nie wziął aparatu ;) Na szczęście to tylko 800m dlatego tak bardzo #kochamwieś Gdy wróciliśmy orzeł przesiadł się na brzozę. Dał się jeszcze sfotografować po czym już lekko poirytowany nami odleciał...

Wyglądało na to, że z płycizny podbierał ryby :) Zwłaszcza, że sporo ich tam ostanie się kręciło. 








środa, 8 kwietnia 2020

Makolągwa - ma się to szczęście

Trzeba mieć szczęście. Mi dopisało. Pomimo ograniczenia w przemieszczaniu się wczoraj z okna pokoju Michalinki udało mi się "strzelić" makolągwę! Mały ptaszek bardzo rzadki z gatunku łuskowatych. Na zdjęciu samiec.

"Trofeum" tym bardziej cenne bo jak napisał mi ekspert w fotografii ptaków - Rafał Bojanowski - on makolągwę widział tylko raz! 



poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Nie traćmy nadziei

Jeszcze nigdy tak ciężko nie mogłem znaleźć w sobie powodów do radości z nadejścia wiosny. Świat stanął na łowie i nie widać kiedy miałoby się to zmienić. Właśnie słucham, że zdaniem Premiera: szczyt zachorowań w naszym kraju ma nastąpić w maju lub czerwcu. Czyli jeszcze strasznie długo.

Nie możemy jednak tracić nadziej. Życie wróci do normalności. Po prostu żyjąc w czasie w miarę stabilnego dla naszego kraju pokoju, do tej pory jedynym problemem jaki wzbudzał w nas niepokój była aneksja Krymu przez Rosję. 

Życie jednak toczy się dalej, a jedyna naukę jaką powinniśmy z tego co się stało zaczerpnąć to ta, że często nasze plany są niewiele warte. Od razu przypomina mi się ten fragment z Listu Świętego Jakuba: 
Teraz wy, którzy mówicie: «Dziś albo jutro udamy się do tego oto miasta i spędzimy tam rok, będziemy uprawiać handel i osiągniemy zyski»,  wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, co się ukazuje na krótko, a potem znika. Zamiast tego powinniście mówić: «Jeżeli Pan zechce, i będziemy żyli, zrobimy to lub owo». 
 Tak więc, warto cieszyć się obecną chwilą. Tym co nas teraz spotyka. Czerpać radość z rzeczy małych. Nie popadać w smutek, że to czy tamto się nam nie udało. I jeszcze raz - nie możemy tracić nadziej. Bo bez nadziej ludzka dusza popada w smutek, a ten czym trwa dłużej sprowadza rozpacz, rozpacz zaś zaciemnia obraz. Przesłania jasność patrzenia i pokazuje fałszywy obraz rzeczywistości! 







wtorek, 24 marca 2020

Korfu: monastyr Paleokastritsa i plaże Agios Spiridon

No cóż, taki mamy czas, że nie pozostaje nic innego jak wrócić do ubiegłorocznych wakacji. Coś mi się wydaje, że na kolejne za szybko nie polecimy (i nie chodzi tu tylko o pandemię). 

Wprowadzenie do tej pięknej wyspy tutaj: Korfu: wróciliśmy do Grecji

Po kilku dniach odpoczywania wybraliśmy się na całodzienną wycieczkę. Pierwszym przystankiem był zabytkowy monaster leżący w niesamowitym miejscu. Wspinaliśmy się urokliwą drogą co dla niektórych w tamtych niesamowitych temperaturach było wyzwaniem. Nas to jednak nie dotyczyło :)










Na samym początku mogliśmy jednak obejrzeć przepiękne plaże Agios Spiridon, do których jak się dowiedzieliśmy przybijają łodzie najbogatszych ludzi świata. Co ciekawe sama miejscowość liczy poniżej 300 mieszkańców, a tyle to ja chyba zobaczyłem autobusów na parkingu ;) 



Po dojściu do klasztoru mogłem zaobserwować komiczną scenę. Przed wejściem siedział zakonnik, który oceniał ubiór pań. Gdy był zbyt kusy, te otrzymywały chusty do okrycia. Kilkakrotnie, zakonnik cykał ustami, kiwał głową i przepuszczał panie bez chusty. Oznaczało to, ze ta ze swoim ubiorem znajduje się na dopuszczalnej granicy. Wyglądało to przezabawnie.


W środku można było obejrzeć zabytkowe ikony. Stroje liturgiczne. Samą zabudowę z cudownymi widokami.  











Po zdjęciu na dół czekała nas wycieczka łódkami. Piękne widoki, ale jak widać, nie każdemu powiodło się w biznesie. Wzrok przyciągał opustoszały hotel. Do tego między innymi widok na kamień w który zamieniono łódź Odyseusza (najbardziej po prawej).





Następnie wyprawa na obiad do Złotego Lisa. Jechaliśmy tak wąskimi uliczkami, że myślałem, że pogubimy lusterka. W jednym miejscu są nawet światła bo dwa samochody się nie zmieszczą, a jak ludzie otworzą okiennice to zajrzymy do środka pokoju ;) 

Tam poza smacznym jedzeniem czekały nas przecudne widoki: