sobota, 9 września 2017

Koniec letniej pogody?

Według meteorogramów w najbliższym czasie, to ostatni taki ładny dzień. Aż człowieka skręca gdy sobie przypomni, że w ubiegłym roku o tej porze było 30 stopni i żar lał się z nieba. Pamiętam to, bo to czas gdy we Wrocławiu jest maraton a w tamtym roku z upałem zmagało się kilku moich znajomych. 

Szkoda, w tym roku ciepła za bardzo nie doświadczyliśmy. Zapowiadało się tak, już w maju gdy maj nie za bardzo był majowy. Według prognoz już na ciepło nie możemy liczyć. Jedyne szansa to czekać na babie lato w październiku i oby to się chociaż w tym roku sprawdziło. 

W każdym bądź razie wykorzystaliśmy z Tyrionem fajną pogodę i udaliśmy się na dłuższy rekonesans. Trochę po polach, trochę po lesie, no i odwiedziliśmy też zbiorniki wodne. Szkoda tylko, że słonce było jakby za mgiełką i nie podkreślało koloru. 



A z tymi owocami nawet nie wiem czego, mam wspomnienie z dzieciństwa: dziadek Michał mówił, że są bardzo zdrowe i za każdym razem kazał po kilka wcinać. Pamiętam, że strasznie ich nie lubiłem i jak dzisiaj mogłem się przekonać, ta niechęć wciąż jest bardzo aktualna :) 









A o tym nie wiem co myśleć, na polu kukurydzy ktoś zrobił sobie rajd i zniszczył naprawdę sporo uprawy. Masakra. 


sobota, 2 września 2017

Mocne uderzenie jesieni

Musze przyznać, że lato tego roku było słabe, wilgotne i niezbyt ciepłe. Na szczęście przynajmniej na naszym terenie, wyrozumiałe na tyle, że żniwa przebiegły szybko i sprawnie. Dodatkowo nie było epizodów powodziowych, za co bardzo Panu Bogu dziękuję. 

Jednak wczoraj, już z pierwszym września mocno powiało jesienią, kiedy to było zaledwie 13 stopni i cały dzień lało. Dzisiaj wybraliśmy się z Tyrionem na dłuższy wypad, żeby zobaczyć co w polu piszczy. I gdy zobaczyłem "tańczące" kruki, stwierdziłem, że to już jesień. 

Ciekawy jestem zimy. Według ilości żołędzi, ta nie powinna być zbyt ostra, z drugiej strony ludzie piszą że krety zaczęły wcześnie ryć kopce, a o czym i sam mogę przekonać się na naszym podwórku i ponoć pszczoły wytwarzają wiele kitu, a co ma oznaczać długą i ostrą zimę. 

Jak będzie sami się przekonamy, bo z jednej strony amerykańscy synoptycy dla Europy prognozują ciepłą i wilgotną zimę, ale ci z Europy mówią, że zima przyjdzie szybko, będzie ostra, mocno da się we znaki już w listopadzie, a dokręci śrubę w grudniu, po czym w styczniu odpuści i wróci w lutym. Moim zdaniem to jednak nic innego jak wróżenie z fusów ;) 












niedziela, 30 lipca 2017

Świat podczerwieni (2)

Dzisiaj jeszcze kilka z zastosowaniem filtra IR. Fotografia w podczerwieni to chyba jedyna metoda fotografii kiedy w odróżnieniu od tradycyjnej najlepsze zdjęcia wychodzą w południe ;) Czyli im więcej słońca tym lepiej. Wcześniejszy wpis tutaj. Niestety wczoraj mocno wiało i co widać przy długich czasach naświetlania, a co w moim odczuciu burzy trochę efekt. 















środa, 19 lipca 2017

Świat podczerwieni

Dzisiaj zmieniamy klimaty. Słoneczną Grecję zamieniamy na równie słoneczną Polskę ale widzianą w podczerwieni. Oto kilka zdjęć jakie wykonałem za pomocą specjalnego filtra (IR). Musze przyznać, że klimaty iście science fiction to i muzyczka musi być odpowiednia - proponuje Jarra ;) (klik-klik)

















 

niedziela, 16 lipca 2017

Rodos: obserwatorium astronomiczne w Faliraki

Ostatni już wpis z Rodos. Kończymy tematem obserwatorium astronomicznego, a raczej kafejką i zdjęciami nocnymi. Wcześniejsze wpisy w linkach poniżej:
Obserwatorium znajdowało się około kilometra, może bliżej od naszego hotelu. Budynek był też hotelem w którym można wynająć pokój, a z tyłu miał świetnie zagospodarowane podwórze z obserwatorium. Z trasu widokowego pięknie widać zatokę Quinna. Jednak to co najbardziej nam odpowiadało to klimat miejsca, który potęgowała kapitalna muzyka. Do tego świetne drinki, nawiązujące do astronomicznego charakteru (spróbowaliśmy cały Układ Słoneczny :P ) No i sama możliwość pooglądania planet, czy gwiazd. 

Za skorzystanie z teleskopu trzeba było zapłacić 4 euro i jak dla kogoś kto nigdy nie miał styczności z astronomią, warto to zrobić. Ja jednak miałem studiować astronomię i mnie nie zachwyciło. Na wyposażeniu refraktor Newtona ustawiany elektronicznie, jednak ze względu na to, że szło kilka osób w jednej turze, to korzystaliśmy z najsłabszego przybliżenia. Wszystko po to, żeby obserwowany obiekt w wyniku ruchu ziemi nie za szybko uciekał z pola widzenia. Efekt - przybliżenie jakie w domu obserwowałem na amatorskim sprzęcie. Ale mimo wszystko warto było, choćby dlatego, że mogłem sobie na nowo przypomnieć dawne czasy :) 

A tak to wyglądało z wieczora, później gdy poprawiliśmy sobie humory i nabraliśmy odwagi tak, że ewentualne węże, skorpiony i inne paskudztwa, które mogły wyleźć nocą nie były nam straszne,  razem z Grześkiem poszliśmy porobić zdjęcia nocne, a dziewczyny pozostały korzystając z uroków miejsca :)









Na kopule obserwatorium i ekranie puszczano filmy z różnych misji NASA. Kapitalny pomysł!



 Przesławne cykady wyglądają właśnie tak: