środa, 8 kwietnia 2020

Makolągwa - ma się to szczęście

Trzeba mieć szczęście. Mi dopisało. Pomimo ograniczenia w przemieszczaniu się wczoraj z okna pokoju Michalinki udało mi się "strzelić" makolągwę! Mały ptaszek bardzo rzadki z gatunku łuskowatych. Na zdjęciu samiec.

"Trofeum" tym bardziej cenne bo jak napisał mi ekspert w fotografii ptaków - Rafał Bojanowski - on makolągwę widział tylko raz! 



poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Nie traćmy nadziei

Jeszcze nigdy tak ciężko nie mogłem znaleźć w sobie powodów do radości z nadejścia wiosny. Świat stanął na łowie i nie widać kiedy miałoby się to zmienić. Właśnie słucham, że zdaniem Premiera: szczyt zachorowań w naszym kraju ma nastąpić w maju lub czerwcu. Czyli jeszcze strasznie długo.

Nie możemy jednak tracić nadziej. Życie wróci do normalności. Po prostu żyjąc w czasie w miarę stabilnego dla naszego kraju pokoju, do tej pory jedynym problemem jaki wzbudzał w nas niepokój była aneksja Krymu przez Rosję. 

Życie jednak toczy się dalej, a jedyna naukę jaką powinniśmy z tego co się stało zaczerpnąć to ta, że często nasze plany są niewiele warte. Od razu przypomina mi się ten fragment z Listu Świętego Jakuba: 
Teraz wy, którzy mówicie: «Dziś albo jutro udamy się do tego oto miasta i spędzimy tam rok, będziemy uprawiać handel i osiągniemy zyski»,  wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, co się ukazuje na krótko, a potem znika. Zamiast tego powinniście mówić: «Jeżeli Pan zechce, i będziemy żyli, zrobimy to lub owo». 
 Tak więc, warto cieszyć się obecną chwilą. Tym co nas teraz spotyka. Czerpać radość z rzeczy małych. Nie popadać w smutek, że to czy tamto się nam nie udało. I jeszcze raz - nie możemy tracić nadziej. Bo bez nadziej ludzka dusza popada w smutek, a ten czym trwa dłużej sprowadza rozpacz, rozpacz zaś zaciemnia obraz. Przesłania jasność patrzenia i pokazuje fałszywy obraz rzeczywistości! 







wtorek, 24 marca 2020

Korfu: monastyr Paleokastritsa i plaże Agios Spiridon

No cóż, taki mamy czas, że nie pozostaje nic innego jak wrócić do ubiegłorocznych wakacji. Coś mi się wydaje, że na kolejne za szybko nie polecimy (i nie chodzi tu tylko o pandemię). 

Wprowadzenie do tej pięknej wyspy tutaj: Korfu: wróciliśmy do Grecji

Po kilku dniach odpoczywania wybraliśmy się na całodzienną wycieczkę. Pierwszym przystankiem był zabytkowy monaster leżący w niesamowitym miejscu. Wspinaliśmy się urokliwą drogą co dla niektórych w tamtych niesamowitych temperaturach było wyzwaniem. Nas to jednak nie dotyczyło :)










Na samym początku mogliśmy jednak obejrzeć przepiękne plaże Agios Spiridon, do których jak się dowiedzieliśmy przybijają łodzie najbogatszych ludzi świata. Co ciekawe sama miejscowość liczy poniżej 300 mieszkańców, a tyle to ja chyba zobaczyłem autobusów na parkingu ;) 



Po dojściu do klasztoru mogłem zaobserwować komiczną scenę. Przed wejściem siedział zakonnik, który oceniał ubiór pań. Gdy był zbyt kusy, te otrzymywały chusty do okrycia. Kilkakrotnie, zakonnik cykał ustami, kiwał głową i przepuszczał panie bez chusty. Oznaczało to, ze ta ze swoim ubiorem znajduje się na dopuszczalnej granicy. Wyglądało to przezabawnie.


W środku można było obejrzeć zabytkowe ikony. Stroje liturgiczne. Samą zabudowę z cudownymi widokami.  











Po zdjęciu na dół czekała nas wycieczka łódkami. Piękne widoki, ale jak widać, nie każdemu powiodło się w biznesie. Wzrok przyciągał opustoszały hotel. Do tego między innymi widok na kamień w który zamieniono łódź Odyseusza (najbardziej po prawej).





Następnie wyprawa na obiad do Złotego Lisa. Jechaliśmy tak wąskimi uliczkami, że myślałem, że pogubimy lusterka. W jednym miejscu są nawet światła bo dwa samochody się nie zmieszczą, a jak ludzie otworzą okiennice to zajrzymy do środka pokoju ;) 

Tam poza smacznym jedzeniem czekały nas przecudne widoki:








czwartek, 12 września 2019

Korfu: wróciliśmy do Grecji

Dwa lata od naszej wyprawy na Rodos, gdzie zakochaliśmy się w Grecji, postanowiliśmy wrócić. Miśka podrosła na tyle, że kolejne wakacje spędziliśmy na homeryckiej ziemi. Wpisów będzie (z tym) pięć. Dzisiaj ogólnie o wyspie z porównaniem jej do Rodos. Kolejne z naszej całodziennej wycieczki, czyli z wizyty w monastyrze Paleokastritsa i plaż Agios Spiridon. Później Achillon czyli pałac Cesarzowej Elżbiety Bawarskiej, znanej jako Sssy (główny cel wizyty Marty ;) ), lotnisko w Korfu i na koniec oparty na słabszych jakościowo zdjęciach bo z komórki - wpis o moim bieganiu po Korfu i odkrytych dzięki niemu świetnym miejscom. 

Dla przypomnienia wpisy z Rodos, które notabene są najpopularniejsze na fotoblogu tutaj:

Co mogę napisać - po pierwsze to jest cholernie zielona wyspa! Cyprysy i drzewa oliwne są wszędzie. Zupełnie coś innego niż na Rodos. My trafiliśmy do miejscowości Agios Georgios. Piękna, spokojna, piaszczysta plaża. Miejsce idealne dla rodzin z małymi dziećmi. Bez dużych fal, bardzo długi odcinek z płytką wodą. Marzenie odpoczywających. Osobiście jednak odniosłem wrażenie, że wyspa ta jest biedniejsza od Rodos, ma słabszą infrastrukturę - zwłaszcza drogową.

Napiszę krótko, jak mieliśmy plan wynająć samochód, tak po transferze do hotelu, zupełnie straciliśmy na to ochotę. Cała masa wzniesień, drogi wąskie, a do tego ich stan techniczny taki sam, a może i gorszy niż drogi powiatowe w powiecie zgorzeleckim :D 

Przewodniczka opowiadała nam, że Korfu jest drenowane ze środków jakie zostają tutaj z turystyki. Te w olbrzymiej większości wracają na kontynent. Ma to też swoje plusy. Ceny w sklepach nie były zabójcze i choć all inclusive, to jednak człowiek lubi wyskoczyć na lokalny "shopping :D  Jako biegacz dam taki przykład. Na Rodos za 1,5 litrową butelkę wody płaciłem coś koło 1,20 euro, a tutaj tyle za 5 litrowa bańkę ;) 

Na Korfu nie przywitał nas też oszałamiający zapach szałwii (może to nie ta pora? - wtedy był czerwiec, a teraz końcówka sierpnia). Cykad też było mniej niż na wyspie słońca i wiatru. Co ciekawe rezydentka opowiadała, że najpierw zakochała się w Rodos, ale później jej serce podbiło Korfu. 

W hotelu (byliśmy tutaj klik-klik) zdecydowana większość to Polacy. Co ciekawe - tak jestem upierdliwy i znowu to napiszę - bardzo dużo odpoczywających zadowalało się leżakowaniem przy basenie (sic!) Lecieć tyle tysięcy kilometrów, żeby taplać się w chlorowanej wodzie? Nie potrafię tego zrozumieć... 

Dobra zapraszam na fotki wprowadzające, wkrótce kolejne wpisy i dalsze spostrzeżenia. 














czwartek, 11 lipca 2019

Jizera - kolejny szczyt

Pisząc krótko to już piaty (Jeszczed, Stóg, Smrek, Oreśnik i teraz Jizera), który na Marty plecach zaliczyła Michalina :) W ubiegłą sobotę wybraliśmy się na nieco bardziej komercyjną trasę, tak, żeby ruszając od schroniska pod Smedavą wybrać się na sam szczy - 1122m n.p.m..

Sam dojazd do schroniska od strony Hejnic i Białego Potoku prowadzi piękną, pełną serpentyn drogą obleganą przez kolaży. Sama zaś trasa przebiegająca w pobliżu szczytu oblegana jest przez kolaży górskich. Parking kosztował nas 100 koron, a i tak, było ciężko z miejscem parkingowym. Czy warto? Warto. Nasza marszruta liczyła w obie strony nieco ponad 6km.



Na szlaku można zobaczyć bunkry. Jeden przy samej trasie i drugi nieco poniżej, ukryty wśród drzew. Domyślam się, że kiedyś nie było tylu drzew i teren był otwarty.


Odbicie w kierunku szczytu:






Ze szczytu roztaczają się piękne widoki w tym na oddalony o ok 8 km zalew Sous klik-klik.