Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustułka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustułka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lipca 2015

Kilka letnich, od łąk przez wodę po niebo

Dzisiaj wrzucam cztery letnie kadr. Od widoczku poprzez wodę do nieba, a na nim jaskółka atakująca pustułkę ;) 

Lubie sobie usiąść i popatrzeć...


Nad wodą też posiedzę...


I po lasku pochodzę...


A to zdjęcie zrobiłem wracając do domu. "Biedną" pustułkę odganiały jaskółki, zwłaszcza jedna była bardzo natarczywa...


wtorek, 21 kwietnia 2009

Drugi brzeg

Będzie trochę refleksyjnie :D
Ponownie wypad nad Witkę tym razem ryby nie brały za dobrze (trzy płocie - odzyskały wolność bo mają niedługo tarło), więc miałem czas by porozglądać się po okolicy. Po drugiej stronie zauważyłem ludzi zbierających z pól kamienie i tak zacząłem się zastanawiać nad tym jak fantastycznymi jesteśmy istotami, jak wspaniale zostaliśmy przez Boga stworzeni. Różnorodność podejmowanych przez nas czynności i decyzji jest tak olbrzymia, że nie jesteśmy w stanie nawet tego ogarnąć. Bogactwo ludzkiej natury ciągle zaskakuje i nie pozwala by nie być wdzięcznym Stwórcy (i jak tu nie wierzyć?).
Tam po drugiej stronie ludzie zbierają kamienie, każdy ich ruch, gest, jest jeden i niepowtarzalny. Obok mnie siedzą dwaj wędkarze i łowią ryby, ja robię niby to samo ale różnimy się i to nie tylko zastosowaną metodą połowu ale także tym jak jesteśmy ubrani, jak siedzimy, i o czym w danym momencie myślimy. Czyż to nie wspaniałe? ... Do tego dochodzi wolność wyboru, mogłem być tutaj ale równie dobrze gdzie indziej. Tak jak Ci ludzie po drugiej stronie, oni także mogli w tym momencie robić coś zupełnie innego. Ktoś powie - ludzie pochodzą od małpy, w takim razie ludzka dusza skąd pochodzi?





Na razie koniec z tymi egzystencjalnymi klimatami. Zamieszone teraz zdjęcie jest jawnym dowodem na to, że samochód nie służy tylko do wożenia tyłka. Zdjęcie tej pustułki zrobiłem z samochodu, przez uchylone okno, jak tylko powoli wysiadłem by zbliżyć się nieco - ptak od razu odleciał ;)

piątek, 17 kwietnia 2009

Leszczyki

Wczoraj postanowiłem odpuścić Cegielni i pojechać do południa nad Witkę. Jednak od samego rana miałem takiego "niechcieja", że aż trudno to opisać. Wiatr wschodni wiał tak mocno, że przeszywało człowieka do szpiku kości, a jako że wieje od kilku ładnych dni zrobiło się bardzo sucho, co powodowało że mocny wiatr wzbijał w powietrze tumany kurzu.
Uznałem to jednak za próbę charakteru, zebrałem się ok 10 i pojechałem. Na miejscu jak zobaczyłem niemalże bałwany wodne - odechciało mi się łowić, zwłaszcza, że najszybszy zjazd zatarasowali mi panowie z energetyki (nie pozdrawiam), którzy nie chcieli umożliwić mi zjazd, przez co musiałem cofać się i jechać nieco inną drogą, chciałem udać się na zawężenie/kanał, który poprzedza główne rozlewisko (klik klik), liczyłem, że może tam mniej wieje.
Jednak na samym początku miałem okazję "ustrzelić" pustułkę, która pomimo wiatru szybowała nad polami.



Gdy zjechałem nad wodę - stwierdziłem, że będę sam na takim wielkim zbiorniku, i że w ogóle to był głupi pomysł. Jakież było moje zdziwienie, gdy dojechałem na miejsce, że nie mogłem sobie znaleźć wolnego stanowiska - wędkarz przy wędkarzu. Okazało się że biorą płotki i leszczyki, stąd takie oblężenie.
Na miejsce dojechałem taką drogą:



Brania były spowodowane tym, że potężne fale uderzały o brzeg i wzbijały osady mułu, które zawierają w sobie rożne robale - dla ryb istne eldorado. Na tym zdjęciu widać granicę pomiędzy brązową (zamuloną) częścią a normalną wodą, konieczne było zarzucić zestawy na granicy - brania murowane.



Brania były tak intensywne, że przez półtorej godziny łowienia nie zdążyłem rozłożyć fotela, zaś łowiłem typowo na jedną wędkę, drugą zarzuciłem na coś większego zakładając kilka ziaren kuku - z myślą - a nuż coś się trafi ;) Oczywiście łowiłem na feedery - drgające szczytówki.



Efektem połowu kilka leszczyków i parę płoci.



Wieczorem pojechałem na Cegielnie - siedziałem do (jak to mówimy) - ciemnego - efektem karp "wpuszczak" (taki wigilijny). Jednak nie mam zdjecia bo przy takim łowieniu skupiam się wyłącznie na połowie, ratuje mnie tylko Marta bo wówczas ona dokumentuje wyprawę. Jednak wczoraj jej nie było (może dziś? - oby była pogoda). By zrekompensować zawód wrzucam jedno zdjecie z Cegielni zrobione podczas zimnego poranka.