Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kopalnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kopalnia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lipca 2013

Górami lasami i więzieniami

Tytuł trochę przewrotny ale dzisiaj pojechaliśmy powspinać się pod Czubatkę, następnie długi leśny przejazd by wylądować niemal pod bramami zakładu karnego w Zarębie. Napiszę jedno - mamy to szczeście mieszkać w najatrakcyjniejszym dla miłośników rowerów terenie. Przedgórze Sudeckie, dostep do dwóch sąsiednich państw, daje naprawdę niesmaowite możliwości. Nic tylko korzystac.

Jedna nieco mniej optymistyczna refleksja: akurat dzisiaj większośc trasy pokonywaliśmy po powiecie lubańskim i wiecie co? Tak się chwalimy bogactwem naszego powiatu zgorzeleckiego, ale nasze drogi (głównie powiatowe) jedną nogą nie stają do tych z powiatu lubańskiego! I gdzie w takim razie idą te pieniądze w naszym powiecie?

Wspinajac się pod Czubatkę:  Więcej zdjęć w poprzednich wpisach - pierwszy i drugi.



Marta mi się nomen omen rozkręciła. Wspina się niczym najlepszy góral :D


Widok u podnóża:





To co "tygryski" lubią najbardziej - zjazdy!


Kilkukilometrowy przejazd lasem, to ten sam który opisywałem tutaj




Zakład Karny w Zarębie. Na szczęście pomyliłem zakręty i wyjechaliśmy nieco dalej pod kopalnią bazaltu:






Później była Zaręba, Siekierczyn, Rudzica, Gozdanin, Studniska i Sulików. Idealnie wróciliśmy na to żeby przygotować grilla i zobaczyć jak Frome miażdży rywali w Tour de France. Tym razem "Wielka Pętla" będzie chyba nudna ;)

Profil naszej trasy:




piątek, 12 sierpnia 2011

Berzdorfer See, czyli dwa światy

Po namowie Bartka i Adama postanowiliśmy opuścić izerskie klimaty i ruszyć tym razem za zachodnią granicę, czyli do Niemiec. Celem wyprawy było powstałe po zalaniu byłej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego jezioro - Berzdorfer See.

Niemcy planują w tym miejscu inwestycję, która swoim oddziaływaniem po naszej stronie ma objąć byłe województwo jeleniogórskie. Na razie są w początkowej fazie prac, jednak już wokół jeziora wykonano połowę asfaltowych ścieżek rowerowych. Jednak możliwy jest objazd całego jeziora – 16km, jadąc w połowie fajnym szutrem.

Pierwszy efekt był powalający – minusem jednak jest to, że dostępne, ładnie wykonane tablice informacyjne są tylko po niemiecku. Tak u nas jak i w Czechach są najczęściej trzyjęzyczne, a dwu to już podstawa.
[panoramio]




Zmysł wędkarstwa pokierował mnie jednak w nieodległe krzaki gdzie wyczułem staw, jak się okazało udało mi się trafić na taki piękny zakątek:
[panoramio]

[panoramio]


Wróciliśmy na trasę po drodze wiać jeszcze ślady kopalni:
[panoramio]


Osuwisko hałdy:
[panoramio]






Wszędzie jednak pięknie przygotowana infrastruktura – tutaj przelewy (spusty) deszczówki z hałdy:



W pewnym miejscu trafiliśmy na siedlisko kormoranów. Widać, że ryby są bo jeden taki „ptaszek” przez rok zjada około 200 kg ryby 
[panoramio]








Tutaj już jechaliśmy taką drogą – bez uwag ;)



A tutaj widoczek z ławki – niczym nad morzem, na pierwszym zdjęciu w oddali Izery
[panoramio]

[panoramio]


Tutaj zaś sama ławeczka, no prawie sama ;)



Z drugiej strony fajny widok na Landeskrone:
[panoramio]


oraz Goerlitz (między zalesionym wzgórzem, a zabudowaniami - lepiej widać na powiększeniu w Panoramio):
[panoramio]


Wyjeżdżając zaś z Berzdorfer See mija się muzeum pozostałości po kopalni. Tutaj wspaniała koparka, trzeba dać cynk dla naszych złomiarzy ;)
[panoramio]

[panoramio]

[panoramio]


Tutaj dla porównanie wielkości w kadrze zwiedzający ludzie:



Podsumowanie – no cóż przed naszymi zachodnimi sąsiadami jeszcze wiele pracy, ale zapowiada się świetnie. Samą trasę jeszcze niejednokrotnie odwiedzimy i będziemy się przyglądać postępowi prac. Uderzyły mnie jednak dwie sprawy – już tak czysto społecznie, wiem, że inwestycyjnie nie mamy co się porównywać, ale my nie szanujemy nawet tego co mamy. Przejeżdżając przez most graniczny w Radomierzycach, jedzie się pięknym chodnikiem z kostki, z tym, że po naszej stronie kostka jest zarośnięta trawą, a nawet krzaczorami – po stronie niemieckiej próżno szukać choć zielonego źdźbła.

Druga sprawa – już sportowa, a ściśle pisząc – piłkarska. W Hagenwerde, tuż przy granicy jest ośrodek sportowy. Wracając obok boiska, ćwiczyło na nim masę małych (nie wiem) – pięcio, sześciolatków, którymi kierowało czterech trenerów, a zajęciom przyglądali się rodzice. U nas też w małych miejscowościach porobiono Orliki, ale to by było na tyle. Ze świecą szukać choć jednego animatora z uprawnieniami ( w tych małych miejscowościach) więc z czym do EURO2012? ;)

PS Mapy w Panoramio i Google Maps tego zakątka choć bardzo dokładne, są mocno nieaktualne ;)

niedziela, 14 listopada 2010

Zgrzałem się, że hej!

Postanowiliśmy (to było niezłe) ;) z Frodem wybrać się w pole by odwiedzić kolonię lisów i zobaczyć jak przygotowują się do zimy. Oczywiście ubrałem się ciepło – na cebulkę (dwa swetry oraz ciepła puchowa kamizelka) i spociłem się strasznie. Bo widzicie człowiek ma taką dziwną naturę, że niekiedy przestaje racjonalnie myśleć i kieruje się kategoriami, które wielokrotnie wyprowadzają go w pole. No bo jak inaczej miałem się ubrać? W końcu to połowa listopada i powinno być zimno, a że nie jest to … I takie właśnie myślenie doprowadza nas do zachowań, których jeżeli nie wykonujemy to narażamy się na zarzut: „a co ludzie pomyślą”. Ale wracam do tematu. No więc poleźliśmy w pole za lisami i z tego wypadu ta krótka relacja. Umówmy się jednak tak – najpierw relacja a kilka moim zdaniem bardziej artystycznych fotek , pod koniec z popołudniowych odwiedzin w lesie.

Tak więc zasuwając w pole natknęliśmy się na stadko saren, które oczywiście Frodo przećwiczył w bieganiu.



Po takiej rundce ode chciało mu się jednak nawet chodzić:


Jednak przy lisiej kolonii wyraźnie odżył, sprawdzając każdą z dziur.


Same lisy wygląda mają się dobrze a ich populacja zwiększa się, jednak nie wiem czy to powód do zadowolenia.

Poza samymi lisami, mogłem pocieszyć się z fajnych widoków z tego względu, że porywisty wiatr pięknie oczyścił powietrze. Część Sulikowa z kopalnią bazaltu w tle:


Rowerzysta (może to Pitek, na twitterze wspominał coś o jakimś wypadzie, ale on chyba rzadko jeździ sam ;) ):


No i sikora:


Później pojechaliśmy z Połowinką na obiad do teściów, gdzie musiałem opierać się atakom szczeniaka z ADHD:


Wracając Marta zaproponowała byśmy jeszcze korzystając z pogody wybrali się na spacer po lesie na Ognistej Górze. Jak widać po poniższych zdjęciach, przyroda już śpi a kolory to tylko opadłe liście oraz zielone pnącza.








Wrzucam też zaktualizowaną (kopalnia) panoramę Sulikowa. Odnośnik do Panorami - tam należy kliknąć w zdjęcie (miniaturkę). Panorama otworzy się w nowym oknie. Uwaga 8000 pikseli :) klik

środa, 17 czerwca 2009

Kraków - Wieliczka

No to Wieliczka, wiele sobie po niej wyobrażałem i się nie zawiodłem, ale tłum ludzi jaki tam spotkałem po prostu mnie przeraził.

Schodzenie w dół - niezły widok. Przed nami szła wycieczka z Francji - młodzi ludzie po dwadzieścia parę lat. Jeden z chłopaków wystraszył się i nie chciał schodzić niżej. Doprowadziło to do tego, że co chwila zatrzymywaliśmy się a nad nim "pracowali" jego koledzy. W każdym bądź razie dał się przekonać i zszedł, efekt jednak był taki że w dalszym zwiedzaniu, wchodziliśmy sobie wciąż "na plecy".



Ciekawie rozwiązane konstrukcje podtrzymujące.


Takich figur jest tam bez liku.


"Ta" sala.





Muzeum.




Tak zaś dawno temu, do kopalni "schodzili" ówcześni szefowie.


I ostatni kadr.


Tak sobie postanowiłem, że jednak był to ostatni secik z Krakowa, chyba, że nie będę miał nic ciekawego z rzeczy bieżących to może jeszcze jakieś luźne zdjęcia pokażę.