No cóż? Kończą się właśnie wakacje. Tym samym kończy się to mało stabilne, tegoroczne lato. Momentami bardzo gorące, a momentami bardzo zimne. Jakbym miał określić to, co teraz się dzieje w przyrodzie, to napisałbym „dojrzałe lato”, a tuż za rogiem jesień.
Gdy świeci słońce, to człowiek nie zwróciłby uwagi, że dni coraz krótsze. Gdy jednak było parę pochmurnych dni. Padało. To już czuć było „jesieniarstwo”, a co za tym idzie, zaczynają człowieka nachodzić myśli, za minionymi chwilami, za tym, co nie wróci…
Przyroda jednak nie próżnuje. Wiele się dzieje. Owady żerują, ptaki szykują się do odlotu (zwłaszcza jaskółki), a i na zaoranych polach można podpatrzeć sarny, lisy czy wieczorami borsuki. Jak sprawdzałem, bobry też nie próżnowały, ale o tym w innym wpisie.
Jedynie śpiewu ptaków brakuje…