Nie, nie zamierzam pisać o tym, jak przygotować się na podróż na Marsa, tylko wyjaśnić rozpoczynające się właśnie – i, jak widzę po sobie, zaskakująco wczesne w tym roku – przesilenie jesienne.
Czujesz się ostatnio jak mucha w smole? Na nic nie masz ochoty, a rzeczy, które do tej pory wykonywałeś z przyjemnością, teraz sprawiają ci trudność i musisz się zmuszać, żeby je wykonać? Nie martw się, nie jesteś sam. A wszystkie „mędrkowe" porady typu „weź się ogarnij" możesz spokojnie zignorować, bo to, co czujesz, to nic innego jak znak jesieni i początek ludzkiej hibernacji.
Co się dzieje?
Drastyczny spadek natężenia światła słonecznego rozregulowuje szyszynkę, która zaczyna produkować melatoninę (hormon snu) znacznie wcześniej w ciągu dnia. Jednocześnie spada poziom serotoniny. Efekt? Mózg dostaje sygnał, że pora iść spać, mimo że jest dopiero 16:00.
Wielu osobom wydaje się, że jesienny spadek nastroju wynika z chłodu odczuwanego na skórze. W rzeczywistości kluczowe są oczy. To fotoreceptory w siatkówce przesyłają sygnał do jądra nadskrzyżowaniowego w mózgu – naszego wewnętrznego zegara biologicznego. Dlatego wystawianie oczu na naturalne światło rano, nawet w pochmurny dzień, działa jak biologiczny przycisk „reset".
Co ciekawe, zdaniem niektórych naukowców to swoisty ewolucyjny powiew „ludzkiej hibernacji". Jesienne przesilenie miałoby być pozostałością po naszych przodkach – w dawnych czasach zima oznaczała drastyczny brak pożywienia. Spadek energii, chęć pozostania w domu i odkładanie tkanki tłuszczowej były mechanizmami przetrwania, które miały oszczędzać kalorie.
Niezależnie od tego, czy się z tą teorią zgadzasz, efekt jest jeden: gdy dni stają się krótsze, nasz naturalny rytm biologiczny rozjeżdża się z budzikiem i planem dnia. Odczuwamy wtedy tzw. social jet-lag – objawy niemal identyczne jak po przelocie między strefami czasowymi: zmęczenie, rozdrażnienie, problemy z koncentracją.
Jak sobie pomóc?
Jesienią nachodzi nas ochota na węglowodany – pieczywo, makarony, słodycze. To nie brak silnej woli, tylko czysta biologia: węglowodany stymulują wyrzut insuliny, co ułatwia aminokwasowi o nazwie tryptofan dotarcie do mózgu. Tryptofan jest bezpośrednim substratem do produkcji serotoniny – organizm podświadomie próbuje więc w ten sposób poprawić sobie nastrój. Nie ma się co dziwić, że zaczynamy podjadać – byle mieć to pod kontrolą ;)
3 proste sposoby na zhakowanie biochemii
- Poranny wypad na dwór – nieważne, czy to spacer, rower, czy bieganie. Liczy się to, że potrafi ustawić cały dzień. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy otumanieni przynajmniej do drugiej kawy.
- Światłoterapia – wystaw głowę za okno. Serio, wystarczy nawet posiedzieć i popatrzeć w chmury. Teoretycznie ta sprawa jest ściśle powiązana z punktem pierwszym. Jeśli jednak nie masz kiedy wyjść na dwór, warto chociaż wypić kawę czy herbatę, wyglądając przez otwarte okno, albo stojąc czy siedząc przed domem.
- Suplementacja witaminy D3 – tu nie ma co się rozpisywać. Na naszej szerokości geograficznej powinniśmy suplementować witaminę D3, a osoby bardzo aktywne fizycznie – najlepiej przez cały rok.
















































