piątek, 12 czerwca 2026

Kilka słów o pogodzie

 &*^#$^%&@#@* i na tym mógłbym poprzestać, bo lepiej pogody za oknem nie da się opisać. Dzisiaj rano 7 stopni. Później silny wiatr i 12 stopni. Dopiero około południa termometry przekroczyły 15 kresek. Jednak w związku, z tym że to już trzeci z rzędu taki dzień, to tym samym z wielu kominów ponownie zaczął unosić się dym…

Przecież to nie tak miało wyglądać. Pierwsza dekada czerwca a temperatury rodem z kwietnia. Niestety, jeżeli ktoś jeszcze miał wątpliwości co do zmian klimatu, to powinni się ich wyzbyć. I wcale nie oznacza to, że u nas jest zimno, to zmiany klimatyczne są bzdurą. Zobaczcie, co działo się w Hiszpanii, popatrzcie na olbrzymie ulewy w Chinach, jak dziwna zima to była w USA. Jedno jest pewne w pogodzie mamy coraz większe dynamizm, a o zmianach klimatu nie można rozmawiać w perspektywie lokalnej, ale kto wie, czy akurat u nas te zmiany nie będą się właśnie przejawiały tym, że będzie zimniej, mimo że reszta Europy będzie notowała mordercze upały. 

W każdym razie akurat lokalnie nie ma co liczyć na jakieś zmiany. W przyszłym tygodniu zrobi się cieplej, nawet upalnie, ale w dłuższej perspektywie wciąż nie można mówić o jakieś stabilizacji. Ta może pojawi się w okolicach pierwszej dekady lipca, a może dopiero po połowie lipca, jednak tutaj nie ma mowy o jakichś dokładnych prognozach dla regionu, a raczej jak już to w perspektywie całego kraju. Dlatego nie może nikogo dziwić, że akurat u niego w danym miejscu nie jest tak, jak zapowiadają meteorolodzy. Zresztą przerabialiśmy to na naszym południowym zachodzie w poprzednim roku, gdy nie wiem, czy pamiętacie, ale w drugiej połowie lipca, gdy rolnicy szykowali się do żniw, to codziennie padał deszcz, chociaż gdzie indziej w Polsce było sucho.

Jakbym jednak miał się zabawić, w pogodowego wiesza, to napisałbym, że jeżeli ktoś planuje urlop nad polskim morzem, to niech go zaplanuje na przełomie lipca i sierpnia, ale bardziej sierpniu niż w pierwszym miesiącu wakacji ;) W każdym razie przyroda ma w nosie pogodę i prze do przodu. Znaczy, robi swoje, a na poprawę nastrojów kilka kwiatków ;) 


kwiat Cornflower / chabry red rose Cornflower / chabry

czwartek, 11 czerwca 2026

Historia jednego zdjęcia i krótkie przemyślenie

Za tymi dwoma kadrami stoi taka historia: gdy wracaliśmy z synem z przedszkola i byliśmy już całkiem blisko domu, moją uwagę przykuł ślimak winniczek posuwający się w płytkiej kałuży. Nie wiem, ale jakoś mnie to ujęcie urzekło, zapewne przez lustrzane odbicie ślimaka widoczne w wodzie, ale co miałem zrobić? Tylko smartfon w kieszeni, a aparat w domu. Trudno jednak za pomocą telefonu przedstawić „klimat” chwili, można, ale to zależy od sceny. W tym przypadku raczej bez szans. Dlatego postanowiłem pojechać po sprzęt i wrócić.

Szybko zostawiłem Michała w domu, zabrałem samo body z założonym obiektywem makro, po czym wróciłem na miejsce. Niestety, to już nie było to samo ujęcie jak sprzed kilku chwil. Ślimak nie był w tak wyciągniętej pozie ani moment nie był taki sam. W każdym razie zrobiłem kilka kadrów, z których najbardziej spodobały mi się te dwa. 

Czy dobrze zrobiłem? Nie wiem, ale zbyt często przegapiałem dobre zdjęcie, a jak mówią, najlepsze zdjęcia to te, które robisz, bo masz przy sobie aparat, a nie te, które TYLKO widzisz. Wydaje mi się, że takie nieodpuszczenie jest też dobrym ćwiczeniem w obserwacji otaczającej nas codzienności i „wyciąganiu” ciekawych kadrów. Coś jak z sumieniem - gdy te nakłania cię do jakichś dobrych postepowań, a ty je cały czas lekceważysz, to w końcu przestaniesz słyszeć jego głos i tak - jak sądzę - może też być ze zmysłem obserwacji, też można go utracić… 


Winniczek Winniczek

wtorek, 9 czerwca 2026

Powrót na Rodos i wizyta w Lindos

Nie udało się na jakiś wypoczynkowy wypad w długi majowy weekend, co nadrobiliśmy długim czerwcowym weekendem, bardzo długim. W każdym razie udało się otworzyć okres letni wyjazdem na Rodos. Oznacza to, że po ośmiu latach ponownie wróciliśmy na tę piękną grecką wyspę.

W międzyczasie byliśmy już w różnych miejscach Grecji, ale Rodos podobało nam się najbardziej. I choć dzięki lokalnym wycieczkom i znajomym, z którymi w tamtym czasie objechaliśmy niemal cały region, to mieliśmy się do policzenia z jednym miejscem. Tak chodzi o Lindos, którego do tej pory nie odwiedziliśmy.

W tym wpisie skupię się wyłącznie na tym przepięknym miejscu. W planie mam jeszcze wpis na temat Kolymbii oraz miszmasz z wyspy, w tym samego miasta Rodos. Zapraszam 👇

Lindos to jedno z najpiękniejszych i najchętniej odwiedzanych miejsc na wyspie, które łączy malowniczą białą architekturę z bogatą historią i spektakularnymi widokami na morze. 

Lindos zostało założone około X wieku p.n.e. przez Dorów (według mitów pod wodzą Tlepolemosa). W starożytności było jednym z trzech najważniejszych miast-państw Rodos (obok Kamiros i Ialissos). Dzięki strategicznemu położeniu rozwinęło się jako potężny ośrodek handlowy i morski, zwłaszcza w VI–V w. p.n.e. (m.in. za czasów Kleobulosa, jednego z Siedmiu Mędrców Starożytnej Grecji). 

Akropol był sukcesywnie fortyfikowany przez Greków, Rzymian, Bizantyjczyków, Rycerzy Joannitów i Osmanów. Najsłynniejszą budowlą jest Świątynia Ateny Lindii (IV w. p.n.e.). Miejsce to przyciągało pielgrzymów już w starożytności. 

Lindos — absolutny highlight. Na stromym wzgórzu (ok. 116 m n.p.m.) znajdują się ruiny starożytnej świątyni Ateny, hellenistyczna stoa (portyk), teatr, propyleje oraz średniowieczne fortyfikacje joannitów. Widok na zatokę i białe domy miasteczka jest zapierający dech. Wejście wymaga wspinaczki (lub skorzystania z osiołków). 

Białe miasteczko Lindos — labirynt wąskich uliczek z domami w stylu kapitańskim (z XV–XVIII w.), ozdobionymi kamiennymi schodami i dziedzińcami. Pełno tu tawern, sklepików i klimatycznych zakątków.

Plaże — Lindos Beach (główna, piaszczysta zatoka pod akropolem) oraz piękna Zatoka św. Pawła (Agios Pavlos) — malownicza, mniejsza plaża w skalistej zatoczce, gdzie według tradycji apostoł Paweł miał zejść na ląd. 

Kościół Panagii (Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny) — bizantyjska świątynia z XV w. z pięknymi freskami wewnątrz miasteczka. (Więżę widać na jednym ze zdjęć)

Nie ma też co ukrywać, my byliśmy jeszcze przed typowym sezonem. Dlatego, jeżeli ktoś z was pojawi się tutaj wakacje, to najlepiej przyjechać rano lub późnym popołudniem, by uniknąć tłumów i największego upału. Bo warto odwiedzić Lindos - to jedno z tych miejsc na Rodos, które naprawdę zapada w pamięć.

Poniżej tez linki relacji z pierwszego wyjazdu na wyspę:




Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes Lindos in Rhodes

czwartek, 28 maja 2026

Sów coraz więcej! Kolejne spotkanie, tym razem z młodymi

Bardzo się cieszę, bo wszystko wskazuje na to, że w moim regionie po raz kolejny miałem okazję natknąć się z aparatem na sowę uszatką. Bez aparatu tych spotkań też było kilka, ale to opowieść na inną historię.

W każdym razie od kilku dni, w naszej okolicy słychać wieczorem dziwne nawoływanie. Jak się okazało to młode sowy uszatki, które niedawno opuścił gniazdo, nawołują rodziców do karmienia. 

Pierwszy raz usłyszałem nie w tym regionie w styczniu br. i nie spodziewałem się, że będą gniazdować. To świetna informacja i oby tylko maluchu nic się nie stało.

Poniżej zdjęcia i linki do wcześniejszych sowich wpisów. Na końcu zaś dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej, kilka ciekawostek o sowach uszatkach. Wiedzieliście, że w ciagu roku potrafi pożreć i 1000 (sic!) gryzoni. Jest też długowieczna, potrafi żyć ponad 25 lat, ale o tym więcej na dole, pod zdjęciami.  

Sowa uszatka / Long-eared owl Sowa uszatka / Long-eared owl Sowa uszatka / Long-eared owl Sowa uszatka / Long-eared owl „Uszy” to nie uszy — te charakterystyczne pęczki piór na głowie to tylko pióra, które sowa może podnosić lub kłaść. Służą do maskowania (wygląda wtedy jak gałązka) i komunikacji. Prawdziwe uszy sowy są ukryte pod piórami i są asymetryczne, co pomaga precyzyjnie lokalizować dźwięki nawet w kompletnej ciemności. 

Mistrz kamuflażu i „najchudsza” sowa — kiedy jest zaniepokojona, potrafi mocno wyciągnąć ciało i przylgnąć do pnia drzewa, wyglądając jak cienka gałąź. Jest uważana za jedną z najsmuklejszych sów na świecie. 

Wielki pożeracz gryzoni — jeden dorosły osobnik może upolować nawet ok. 1000 gryzoni rocznie (głównie norniki i myszy). To naturalny sprzymierzeniec rolników. W „mysich latach” (dużo pokarmu) może wyprowadzić nawet drugi lęg w sezonie. 

Zimowe kolonie — w przeciwieństwie do większości sów, uszatki chętnie zimują w grupach — nawet po kilkadziesiąt osobników na kilku sąsiednich drzewach. Często wracają w to samo miejsce co roku. 

Nie buduje gniazd — zajmuje stare gniazda wron, srok, myszołowów czy gołębi. Czasem korzysta z budek lub wiklinowych koszy przygotowanych przez ludzi.

Długowieczność — najstarsza oznaczona uszatka dożyła 27 lat. Większość jednak żyje znacznie krócej, zwłaszcza młode osobniki mają wysoką śmiertelność. 

Pomarańczowe oczy — to jeden z najlepszych sposobów na odróżnienie jej od puchacza (ten ma pomarańczowo-czerwone) i uszatki błotnej (żółte oczy).

Bezgłośny lot — jak wszystkie sowy, ma specjalną budowę piór (miękki puch i piłkowane krawędzie), dzięki czemu lata prawie bezszelestnie.

Samica większa — typowy dymorfizm płciowy u sów drapieżnych: samice są wyraźnie większe i ciemniejsze od samców.

Uszatka jest w Polsce drugą (po puszczyku) najliczniejszą sową i coraz częściej pojawia się też w miastach. Jest w pełni chroniona.  

sobota, 23 maja 2026

Kulki na liściach dębu, czyli genialny „hacking” DNA glasówki

Dzisiaj tylko jedno zdjęcie, ale opowiem Wam o owadzie, który potrafi bawić się kodem DNA dębów, poznajcie glasówkę dębiankę:

Genialny „hacking” rośliny

Galasówka nie tylko składa jajko, jej larwa wydziela specjalne substancje (hormony roślinne i białka), które przeprogramowują DNA komórek dębu. Drzewo zaczyna budować dla larwy luksusowy apartament z jedzeniem w środku. To jeden z najbardziej zaawansowanych przykładów manipulacji genetycznej w przyrodzie. 

The "home" of the Cherry Gall Wasp / "Domek" glasówki dębianki 

Starzy znajomi dębów

Galasówki współewoluują z dębami od kilkudziesięciu milionów lat. Są tak wyspecjalizowane, że większość gatunków żeruje tylko na konkretnych gatunkach dębów.

Miniaturowe rozmiary, ale wielka siła

Dorosła galasówka ma tylko 2–5 mm długości i jest niepozorna (wygląda jak malutka czarna muszka). Nie żądli i jest zupełnie niegroźna dla człowieka.

Historyczne zastosowanie

Galasy dębowe były kiedyś bardzo cenne – zawierały dużo tanin (garbników). Używano ich do produkcji atramentu galusowego (żelazowego), którym pisano przez wieki w Europie (m.in. rękopisy, umowy, Biblię). Alfred Kinsey (ten od słynnych raportów o seksualności) zaczął karierę naukową od badania galasówek. Zebrał miliony okazów, może i jego DNA zmanipulowały? 😉

Mini ekosystem w kulkach

W jednej galasówce często mieszka nie tylko jedna larwa: Mogą się tam wprosić inquiliny (lokatorzy) – inne owady, które nie potrafią same robić galasów, ale korzystają z gotowego. Często wlatują też pasożyty (parazytoidy) – inne błonkówki, które składają jajka w larwie galasówki. Galasy są więc całym fascynującym, małym światem, często pełnym dramatów.

Złożony cykl życiowy z dzieworództwem

Wiele galasówek ma alternujące pokolenia: 

Pokolenie jesienne (samice) – rozwija się w dużych kulkach na liściach i jest partenogenetyczne (dzieworode – nie potrzebują samców).

Pokolenie wiosenne – zwykle mniejsze galasy (np. na pączkach lub kwiatach), gdzie pojawiają się samce i samice, które się parzą. To tzw. cykliczna partenogeneza – bardzo rzadka strategia w świecie owadów.

Ochrona i kolory

Niektóre galasy mają włoski, kolce lub lepkie powierzchnie, żeby odstraszać mrówki i inne drapieżniki. Kolor (czerwony, zielony, brązowy) też może działać jak ostrzeżenie (aposematyzm).