czwartek, 24 września 2026

Jesień jest fajna i „kropka”

Przeglądając internet, muszę przyznać, że poza polityką widzę ostatnio wysyp jesiennych memów, których zdecydowana większość jest niczym innym jak narzekaniem na trwającą, a raczej rozpoczynającą się porę roku. Mam zupełnie inne odczucie — ja lubię jesień, zwłaszcza w jej pierwszym wydaniu.

Lubię jesień, bo po pierwsze robi się chłodniej, a ja jakoś lepiej funkcjonuję, gdy nie przegrzewają mi się neuronowe styki. Lepiej funkcjonuję, lepiej mi się biega, chyba nawet lepiej mi się myśli. To ostatnie ma raczej związek z tym, że jesień jest też jakby zapowiedzią pewnego zwolnienia. Krótsze dni, słabsze słońce i człowiek jakby automatycznie sam zaciąga hamulec. Oczywiście ta postawa nie jest ściśle związana z porą roku, a raczej z odpowiednim nastawieniem, ale jednak wraz z początkiem jesieni człowiek już tak nie pędzi.

Lubię jesień, bo właśnie teraz rozpoczynają się piękne wschody i zachody słońca. Nasza życiodajna gwiazda nie wschodzi i nie zachodzi o jakichś abstrakcyjnych porach, tylko pozwala się złapać z aparatem w ręku o rozsądnej godzinie. Jednocześnie kolory, jakie uzyskują ze względu na pozycję słońca chmury, są niesamowite, a wraz z upływem kolejnych dni będą stawały się coraz piękniejsze.

Lubię jesień, bo są grzyby, a nic tak nie uspokaja, nic tak nie pozwala cieszyć się przyrodą, jak spacer po lesie w poszukiwaniu grzybów. Co więcej, nieraz poszukiwanie grzybów było i jest dla nas tylko pretekstem do wyjazdu — świadomi, że może nic nie znajdziemy, i tak jedziemy, żeby po prostu cieszyć się przyrodą.

Lubię jesień, bo poranki robią się chłodne, pojawia się cudowna rosa, a już niedługo także mróz i szron, co pozwala zapolować na przepiękne promyki, kropelki czy iskrzące się wodnymi diamentami pajęczyny.

Lubię jesień, bo jest też zakończeniem monotonii zieleni. I nie zamierzam narzekać na wegetację — dzięki zieleni żyjemy, bo mamy czym oddychać — ale jesień wraz z coraz bardziej kolorowymi liśćmi pozostawia niesamowite wrażenia.

Lubię jesień, bo w polach nie ma już zbóż i wybierając się na spacer, można z daleka obserwować zwierzynę czy ptaki. Jesień pozwala, że tak się wyrażę, odzyskać krajobraz.

Jednak nie lubię jesieni w wydaniu listopadowo-grudniowym. Gdy liści już nie ma, gdy za oknami pędzą orkany, jest mokro, buro i ponuro. No ale czas nie stoi w miejscu i trzeba się do tego przyzwyczaić.



September Clouds Autumn Dew a landscape with goldenrod and willows cross spider - pająk krzyżak Autumn Dew the turn of summer and fall / przełom lata i jesieni Autumn Dew September Clouds Autumn Dew an overgrown road common spindle tree - trzmielina pospolita cornflower - chaber

czwartek, 17 września 2026

Bardziej żywotny niż ksenomorf, piekny chociaż bardzo toksyczny jesienny kwiat bez liści

Przez długi czas żyłem w nieświadomości, kojarząc ten „duży różowy krokus” jako kwiat, który jest dla mnie zwiastunem dwóch wydarzeń w świcie przyrody: bliskiej i dalekiej, no bardzo dalekiej. W pierwszej kolejności ziemowit jesienny, bo nim mowa, zakwitając we wrześniu, przypomina mi, że już wkrótce zieleń zastąpią przecudne kolory jesiennych liści, że będzie barwnie i kolorowo. 

Z drugiej zaś strony zapowiada też, że po brzydkiej listopadowej jesieni i zimie, znowu przyjdzie wiosna z prawdziwymi krokusami, przebiśniegi i śnieżyczkami. Pisząc krótko - przypominał, żeby nie popadać w pogodową melancholię. 

Dzisiaj jednak chcę wam przedstawić bliżej tę roślinę, bo jest ona bardzo nietypowa i co ważne - zwłaszcza w perspektywie dzieci - silnie trująca!

Zimowit jesienny (Colchicum autumnale)

Kwiat bez liści: Zimowit kwitnie od września do października, wypuszczając z ziemi wyłącznie kwiaty, całkowicie pozbawione liści. Liście oraz owoce pojawiają się dopiero wiosną następnego roku, co wyróżnia go na tle większości roślin ogrodowych.

Silnie trujący (kolchicyna): cała roślina zawiera kolchicynę – silnie toksyczny alkaloid zwany czasem „roślinną arszenikiem”. Spożycie zaledwie kilku gramów nasion lub cebul może być śmiertelne dla człowieka i zwierząt. Z drugiej strony w odpowiednio dawkowanych, minimalnych ilościach kolchicyna od wieków służy jako lek na dnę moczanową. Jest też wykorzystywana w genetyce roślin do wywoływania mutacji (poliploidalności).

Częsta pomyłka: Choć przypomina krokusa jesiennego, można je łatwo odróżnić po pręcikach – zimowit ma ich 6, a krokus tylko 3. I na koniec, czy wiecie, że cebule zimowita mają tak duże zapasy energii, że ksenomorf z Obcego może się schować?! Wyobraźcie sobie, że kwiaty te potrafią zakwitnąć postawione na suchym parapecie bez ziemi i wody.

autumn crocus  - zimowit jesienny autumn crocus  / zimowit jesienny autumn crocus - zimowit jesienny autumn crocus  (zimowit jesienny)

piątek, 11 września 2026

Zaczyna się czas ludzkiej hibernacji ;)

Nie, nie zamierzam pisać o tym, jak przygotować się na podróż na Marsa, tylko wyjaśnić rozpoczynające się właśnie – i, jak widzę po sobie, zaskakująco wczesne w tym roku – przesilenie jesienne.

Czujesz się ostatnio jak mucha w smole? Na nic nie masz ochoty, a rzeczy, które do tej pory wykonywałeś z przyjemnością, teraz sprawiają ci trudność i musisz się zmuszać, żeby je wykonać? Nie martw się, nie jesteś sam. A wszystkie „mędrkowe" porady typu „weź się ogarnij" możesz spokojnie zignorować, bo to, co czujesz, to nic innego jak znak jesieni i początek ludzkiej hibernacji.

Co się dzieje?

Drastyczny spadek natężenia światła słonecznego rozregulowuje szyszynkę, która zaczyna produkować melatoninę (hormon snu) znacznie wcześniej w ciągu dnia. Jednocześnie spada poziom serotoniny. Efekt? Mózg dostaje sygnał, że pora iść spać, mimo że jest dopiero 16:00.

Wielu osobom wydaje się, że jesienny spadek nastroju wynika z chłodu odczuwanego na skórze. W rzeczywistości kluczowe są oczy. To fotoreceptory w siatkówce przesyłają sygnał do jądra nadskrzyżowaniowego w mózgu – naszego wewnętrznego zegara biologicznego. Dlatego wystawianie oczu na naturalne światło rano, nawet w pochmurny dzień, działa jak biologiczny przycisk „reset".

Co ciekawe, zdaniem niektórych naukowców to swoisty ewolucyjny powiew „ludzkiej hibernacji". Jesienne przesilenie miałoby być pozostałością po naszych przodkach – w dawnych czasach zima oznaczała drastyczny brak pożywienia. Spadek energii, chęć pozostania w domu i odkładanie tkanki tłuszczowej były mechanizmami przetrwania, które miały oszczędzać kalorie.

Niezależnie od tego, czy się z tą teorią zgadzasz, efekt jest jeden: gdy dni stają się krótsze, nasz naturalny rytm biologiczny rozjeżdża się z budzikiem i planem dnia. Odczuwamy wtedy tzw. social jet-lag – objawy niemal identyczne jak po przelocie między strefami czasowymi: zmęczenie, rozdrażnienie, problemy z koncentracją.

Jak sobie pomóc?

Jesienią nachodzi nas ochota na węglowodany – pieczywo, makarony, słodycze. To nie brak silnej woli, tylko czysta biologia: węglowodany stymulują wyrzut insuliny, co ułatwia aminokwasowi o nazwie tryptofan dotarcie do mózgu. Tryptofan jest bezpośrednim substratem do produkcji serotoniny – organizm podświadomie próbuje więc w ten sposób poprawić sobie nastrój. Nie ma się co dziwić, że zaczynamy podjadać – byle mieć to pod kontrolą ;)

3 proste sposoby na zhakowanie biochemii

  1. Poranny wypad na dwór – nieważne, czy to spacer, rower, czy bieganie. Liczy się to, że potrafi ustawić cały dzień. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy otumanieni przynajmniej do drugiej kawy.
  2. Światłoterapia – wystaw głowę za okno. Serio, wystarczy nawet posiedzieć i popatrzeć w chmury. Teoretycznie ta sprawa jest ściśle powiązana z punktem pierwszym. Jeśli jednak nie masz kiedy wyjść na dwór, warto chociaż wypić kawę czy herbatę, wyglądając przez otwarte okno, albo stojąc czy siedząc przed domem.
  3. Suplementacja witaminy D3 – tu nie ma co się rozpisywać. Na naszej szerokości geograficznej powinniśmy suplementować witaminę D3, a osoby bardzo aktywne fizycznie – najlepiej przez cały rok.
 
spiderweb lilia poziomka / wild strawberry Czernidłaki - Ink caps rose koźlak / goat pąk róży spiderweb

środa, 2 września 2026

Ta „mimoza" z piosenki Niemena to inwazyjny agresor, zwany "złotą dziewicą". I wcale nie mimoza

Jedno jest pewne – nie o takich mimozach myślał Julian Tuwim, pisząc „Wspomnienie", które później wyśpiewywał Czesław Niemen. Dziś kilka botanicznych ciekawostek o roślinie, która jest zarówno piękna, jak i straszna. Przekonajcie się sami.

Ale od początku. Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis), uwieczniona przez Czesława Niemena w piosence „Wspomnienie" („Mimozami jesień się zaczyna...") z prawdziwą mimozą ma wspólny jedynie żółty kolor i porę kwitnienia. Prawdziwa mimoza (Mimosa pudica) to roślina z rodziny bobowatych, słynąca z tego, że jej liście natychmiast składają się po dotknięciu. Nawłoć należy do rodziny astrowatych i na dotyk w ogóle nie reaguje.

Czesław Niemen – a w zasadzie Julian Tuwim, bo piosenka „Wspomnienie" jest muzyczną adaptacją jego wiersza z 1930 roku – niemal na pewno nie miał na myśli botanicznej mimozy. Wyklucza to sam klimat i geografia. Prawdziwa mimoza (czułek wstydliwy) pochodzi z tropikalnych rejonów Ameryki Południowej. W polskim klimacie nie rośnie dziko ani na polach, ani w parkach – można ją spotkać wyłącznie w szklarniach albo jako roślinę doniczkową na parapecie. Botaniczna mimoza kwitnie na fioletowo-różowo, a nie na złoto, i trudno nazwać ją symbolem polskiej jesieni.

Skąd więc ten błąd? W poezji dwudziestolecia międzywojennego słowo „mimoza" było powszechnie używaną metaforą czegoś niezwykle delikatnego, kruchego i wrażliwego na najmniejszy dotyk – właśnie ze względu na zdolność tej rośliny do natychmiastowego zwijania liści.

Tuwim użył tego pojęcia poetycko – być może przenosząc tę wrażliwość na jesienną melancholię i pierwsze powiewy chłodu, gdzie więdnąca przyroda przypomina wrażliwość mimozy, a być może nawiązując do potocznej nazwy, jaką Polacy od pokoleń błędnie nadawali żółto kwitnącym pod koniec lata łanom nawłoci. Więc chociaż Niemen śpiewa o „mimozach", w polskim krajobrazie jesień bezsprzecznie otwierają żółte pędy nawłoci.

Teraz kilka słów o samej roślinie, bo jak to bywa w przyrodzie – naprawdę potrafi zaskoczyć.

Roślina bardzo agresywna. Choć wygląda malowniczo, jest gatunkiem inwazyjnym, sprowadzonym do Europy z Ameryki Północnej w XVIII wieku jako roślina ozdobna. Dziś wypiera rodzime polskie gatunki i tworzy ogromne, jednolite „monokultury" opanowujące całe połacie ziemi.

Nieoceniona dla pszczelarzy. Mimo że jest szkodliwa dla lokalnej ekologii, pszczelarze ją uwielbiają. Kwitnie od sierpnia do października, dając pszczołom cenny pożytek w okresie, gdy większość innych roślin skończyła już swój sezon. Miód nawłociowy ceniony jest za właściwości wspomagające układ moczowy i krążenie.

Ważna w ziołolecznictwie. W lecznictwie ludowym nazywana bywa „złotą dziewicą" lub „złotą rózgą". Działa silnie moczopędnie, przeciwzapalnie i odkażająco. Pomaga przy schorzeniach nerek i pęcherza.

Niczym „Obcy" z filmów sci-fi. Jedna roślina potrafi wyprodukować do 20 000 nasion rocznie, które wiatr rozsiewa na ogromne odległości. Dodatkowo nawłoć rozmnaża się przez podziemne kłącza, tworząc gęste sieci, z których bardzo trudno ją usunąć.

Jest jadalna. Młode liście i pąki kwiatowe nawłoci nadają się do jedzenia. Można je parzyć jak herbatę lub dodawać do sałatek, choć z uwagi na ich właściwości lecznicze nie warto z tym przesadzać.


Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.)

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Co tam panie w polu piszczy?

No cóż? Kończą się właśnie wakacje. Tym samym kończy się to mało stabilne, tegoroczne lato. Momentami bardzo gorące, a momentami bardzo zimne. Jakbym miał określić to, co teraz się dzieje w przyrodzie, to napisałbym „dojrzałe lato”, a tuż za rogiem jesień.

Gdy świeci słońce, to człowiek nie zwróciłby uwagi, że dni coraz krótsze. Gdy jednak było parę pochmurnych dni. Padało. To już czuć było „jesieniarstwo”, a co za tym idzie, zaczynają człowieka nachodzić myśli, za minionymi chwilami, za tym, co nie wróci… 

Przyroda jednak nie próżnuje. Wiele się dzieje. Owady żerują, ptaki szykują się do odlotu (zwłaszcza jaskółki), a i na zaoranych polach można podpatrzeć sarny, lisy czy wieczorami borsuki. Jak sprawdzałem, bobry też nie próżnowały, ale o tym w innym wpisie. 

Jedynie śpiewu ptaków brakuje… 


trawa - grass mrówka oset - thistle Rudbekia błyskotliwa (Rudbeckia fulgida) HAL_6189 Chaber driakiewnik - Cornflower mrówki Cynia trawa - grass