środa, 2 września 2026

Ta „mimoza" z piosenki Niemena to inwazyjny agresor, zwany "złotą dziewicą". I wcale nie mimoza

Jedno jest pewne – nie o takich mimozach myślał Julian Tuwim, pisząc „Wspomnienie", które później wyśpiewywał Czesław Niemen. Dziś kilka botanicznych ciekawostek o roślinie, która jest zarówno piękna, jak i straszna. Przekonajcie się sami.

Ale od początku. Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis), uwieczniona przez Czesława Niemena w piosence „Wspomnienie" („Mimozami jesień się zaczyna...") z prawdziwą mimozą ma wspólny jedynie żółty kolor i porę kwitnienia. Prawdziwa mimoza (Mimosa pudica) to roślina z rodziny bobowatych, słynąca z tego, że jej liście natychmiast składają się po dotknięciu. Nawłoć należy do rodziny astrowatych i na dotyk w ogóle nie reaguje.

Czesław Niemen – a w zasadzie Julian Tuwim, bo piosenka „Wspomnienie" jest muzyczną adaptacją jego wiersza z 1930 roku – niemal na pewno nie miał na myśli botanicznej mimozy. Wyklucza to sam klimat i geografia. Prawdziwa mimoza (czułek wstydliwy) pochodzi z tropikalnych rejonów Ameryki Południowej. W polskim klimacie nie rośnie dziko ani na polach, ani w parkach – można ją spotkać wyłącznie w szklarniach albo jako roślinę doniczkową na parapecie. Botaniczna mimoza kwitnie na fioletowo-różowo, a nie na złoto, i trudno nazwać ją symbolem polskiej jesieni.

Skąd więc ten błąd? W poezji dwudziestolecia międzywojennego słowo „mimoza" było powszechnie używaną metaforą czegoś niezwykle delikatnego, kruchego i wrażliwego na najmniejszy dotyk – właśnie ze względu na zdolność tej rośliny do natychmiastowego zwijania liści.

Tuwim użył tego pojęcia poetycko – być może przenosząc tę wrażliwość na jesienną melancholię i pierwsze powiewy chłodu, gdzie więdnąca przyroda przypomina wrażliwość mimozy, a być może nawiązując do potocznej nazwy, jaką Polacy od pokoleń błędnie nadawali żółto kwitnącym pod koniec lata łanom nawłoci. Więc chociaż Niemen śpiewa o „mimozach", w polskim krajobrazie jesień bezsprzecznie otwierają żółte pędy nawłoci.

Teraz kilka słów o samej roślinie, bo jak to bywa w przyrodzie – naprawdę potrafi zaskoczyć.

Roślina bardzo agresywna. Choć wygląda malowniczo, jest gatunkiem inwazyjnym, sprowadzonym do Europy z Ameryki Północnej w XVIII wieku jako roślina ozdobna. Dziś wypiera rodzime polskie gatunki i tworzy ogromne, jednolite „monokultury" opanowujące całe połacie ziemi.

Nieoceniona dla pszczelarzy. Mimo że jest szkodliwa dla lokalnej ekologii, pszczelarze ją uwielbiają. Kwitnie od sierpnia do października, dając pszczołom cenny pożytek w okresie, gdy większość innych roślin skończyła już swój sezon. Miód nawłociowy ceniony jest za właściwości wspomagające układ moczowy i krążenie.

Ważna w ziołolecznictwie. W lecznictwie ludowym nazywana bywa „złotą dziewicą" lub „złotą rózgą". Działa silnie moczopędnie, przeciwzapalnie i odkażająco. Pomaga przy schorzeniach nerek i pęcherza.

Niczym „Obcy" z filmów sci-fi. Jedna roślina potrafi wyprodukować do 20 000 nasion rocznie, które wiatr rozsiewa na ogromne odległości. Dodatkowo nawłoć rozmnaża się przez podziemne kłącza, tworząc gęste sieci, z których bardzo trudno ją usunąć.

Jest jadalna. Młode liście i pąki kwiatowe nawłoci nadają się do jedzenia. Można je parzyć jak herbatę lub dodawać do sałatek, choć z uwagi na ich właściwości lecznicze nie warto z tym przesadzać.


Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.) Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.)

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Co tam panie w polu piszczy?

No cóż? Kończą się właśnie wakacje. Tym samym kończy się to mało stabilne, tegoroczne lato. Momentami bardzo gorące, a momentami bardzo zimne. Jakbym miał określić to, co teraz się dzieje w przyrodzie, to napisałbym „dojrzałe lato”, a tuż za rogiem jesień.

Gdy świeci słońce, to człowiek nie zwróciłby uwagi, że dni coraz krótsze. Gdy jednak było parę pochmurnych dni. Padało. To już czuć było „jesieniarstwo”, a co za tym idzie, zaczynają człowieka nachodzić myśli, za minionymi chwilami, za tym, co nie wróci… 

Przyroda jednak nie próżnuje. Wiele się dzieje. Owady żerują, ptaki szykują się do odlotu (zwłaszcza jaskółki), a i na zaoranych polach można podpatrzeć sarny, lisy czy wieczorami borsuki. Jak sprawdzałem, bobry też nie próżnowały, ale o tym w innym wpisie. 

Jedynie śpiewu ptaków brakuje… 


trawa - grass mrówka oset - thistle Rudbekia błyskotliwa (Rudbeckia fulgida) HAL_6189 Chaber driakiewnik - Cornflower mrówki Cynia trawa - grass

środa, 26 sierpnia 2026

Owad, który okrada dla seksu, a który żył już przed dinozaurami!

Dziwna i niesamowita jest otaczająca nas natura i żeby się o tym przekonać, nie trzeba jeździć w jakieś egzotyczne rejony. Wystarczy wyjść do ogrodu. Opisywałem już tutaj chrząszcza niczym z horrorów, owada zrzucającego swoje larwy jak bombowce, czy innego, będącego długowieczną larwą i chwilowym dorosłym – jednak wojsiłka pospolita (Panorpa communis) przebija ich wszystkich.

Problem w tym, że zrobiłem mu (bo na zdjęciu samiec) tylko jedno zdjęcie – gdy chciałem zrobić kolejne, zwłaszcza „skorpionowego” odwłoku, on odleciał w nieznanym kierunku.

Najważniejsze cechy charakterystyczne:

Twór przypominający odwłok skorpiona: Czerwono-pomarańczowy, podwinięty do góry koniec odwłoka to aparat kopulacyjny samca. Jest całkowicie niegroźny dla ludzi – owad nie ma żądła ani jadu.

Głowa w kształcie „dzioba”: Posiada wydłużony aparat gębowy skierowany w dół, służący do pobierania pokarmu.

Skrzydła: Przezroczyste, z charakterystycznym czarnym, nieregularnym plamkowaniem.

Ciekawostki:

Kradzież prezentów godowych (transwestytyzm)
Samce wojsiłek, które są zbyt małe lub słabe, by samodzielnie upolować owada dla samicy, stosują sprytną taktykę. Naśladują zachowanie samic – przyjmują postawę uległości, aby oszukać silniejszych rywali. Gdy silniejszy samiec odda im upolowany „prezent ślubny”, oszust zabiera łup i ucieka, by wręczyć go prawdziwej samicy.

Złodzieje z pajęczych sieci
Wojsiłki to jedne z niewielu owadów, które bezczelnie okradają pająki. Potrafią wylądować na sieci pajęczej, odciąć zaplątaną tam martwą muchę i odlecieć z nią, zanim pająk zorientuje się, co się stało. Ich odnóża są wyjątkowo odporne na lepkie nici.

Kryminalni pomocnicy (entomologia sądowa)
Ze względu na to, że wojsiłki bardzo szybko wyczuwają zapach rozkładającego się białka i żywią się padliną, bywają wykorzystywane w medycynie sądowej. Ich obecność na miejscu zbrodni pomaga entomologom sądowym w dokładniejszym określaniu czasu zgonu.

Starożytny rodowód
To żywe skamieniałości – przodkowie dzisiejszych wojsiłek latali po Ziemi ponad 250 milionów lat temu, jeszcze przed pojawieniem się pierwszych dinozaurów. Co ciekawe, dzisiejsze pchły i muchówki są ewolucyjnie blisko spokrewnione właśnie z wojsiłkowatymi (Mecoptera) – wywodzą się z tej samej starożytnej gałęzi owadów.


ojsiłka pospolita (Panorpa communis)

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Śnieżne Stawki, Śnieżne Kotły i „mądrość internetu”

Dzisiaj mam dla Was wpis z naszej ostatniej wyprawy w Karkonosze, zanim jednak do niej przejdę, muszę poruszyć inny temat, a mianowicie kolejny dowód na głupotę internetu, w myśl zasady: nic nie wiem, nie znam się, ale i tak się wypowiem.

O co chodzi? Karkonoski Park Narodowy, bodajże w ubiegłym roku, rozpoczął remont zielonego szlaku – moim osobistym zdaniem jednego z najpiękniejszych w Karkonoszach. Chodzi właśnie o tytułowe Śnieżne Stawki i Śnieżne Kotły. To właśnie idąc zielonym, możemy podziwiać majestat Śnieżnych Kotłów. Coś pięknego.

Przez dłuższy czas szlak był niedostępny dla turystów. Miał zostać otwarty w czerwcu, potem pojawiła się informacja o opóźnieniu. Na szczęście nie trzeba było długo czekać – kilkanaście dni później szlak uruchomiono. Co ciekawe, w materiałach przesłanych do lokalnych redakcji znalazły się też zdjęcia drewnianych mostków, podestów, oczywiście z grafikami środków unijnych, dzięki którym zrealizowano to przedsięwzięcie.

I wtedy zaczął się hejt. Gdziekolwiek pojawiała się ta informacja, setki komentarzy krytykowały wykonaną pracę. Internetowi mędrcy informowali, że zniszczono cudowny szlak, jego pierwotny charakter, że wszystko uproszczono i ułatwiono. Jak możecie się domyślić, okazało się to wierutną bzdurą – a pisali to ludzie, którzy w ogóle na tym szlaku nie byli, czyli typowo. Kładek pojawiło się może z trzy, i to wcale nie w najtrudniejszych miejscach. Te odcinki, które były kamieniste i trudne do przebycia, takie pozostały.

Informacja jednak poszła w świat i wiecie co? Idąc w poprzednią sobotę, dwukrotnie – choć uważam, że takich przypadków mogło być więcej – natknąłem się na ludzi w minimalistycznym obuwiu. Uwierzcie mi, nawet ktoś zaprawiony w tego typu asortymencie mógłby przeliczyć swoje możliwości na tym szlaku. Charakteryzują go nie tylko duże głazy, po których trzeba przechodzić, ale też drobne kamyczki mocno wbijające się w podeszwę. Gdy zobaczyłem pana w cienkich, gumowych, palczastych butach Vibramach, a chwilę później drugiego w minimalistycznych sandałkach typu japonki, naprawdę się przeraziłem. Do tego właśnie prowadzi pobieranie informacji od internetowych „mędrców”.

Sama wyprawa

Nie będę ukrywał, że lekko nie było. 15 sierpnia to oczywiście wysyp turystów – nie tylko w górach, ale i nad morzem, i chyba w całym naszym kraju. My jednak szliśmy całą rodziną, bez pośpiechu, spokojnie zaliczając kolejne kilometry i ciesząc się widokami. Turyści (a było ich sporo) nie przeszkadzali nam. 

Nasze dzieci zachwyciły się zarówno Śnieżnymi Stawkami, jak i samymi Śnieżnymi Kotłami. Były tam pierwszy raz, choć od dwóch lat mają już za sobą podejścia liczące kilkaset metrów przewyższenia. Natomiast my z Marta wróciliśmy tam po 9 latach - ależ ten czas zleciał.

W każdym razie gorąco zachęcam do odwiedzenia Karkonoszy, zwłaszcza teraz, gdy zakwitły wrzosy. Dla tych z bliska, nie muszę pisać, że jeśli tylko możecie, wybierzcie się w dzień powszedni, a nie w weekend. Tym, którzy nie mają takiej możliwości, mogę napisać tylko tyle: bądźcie cierpliwi, widoki wam to zrekompensują ;)

Nasza trasa

My ze względu na dzieci podjechaliśmy wyciągiem na pierwszy etap i dopiero stamtąd zaczęliśmy się wspinać – najpierw do Schroniska pod Łabskim Szczytem, a później zielonym szlakiem do Śnieżnych Stawków i dalej podejściem pod Wielki Szyszak. Następnie od góry Śnieżne Kotły i granią do wyciągu, skąd zjechaliśmy w dół. Łącznie zrobiliśmy 14,5 km, a przewyższenie wyniosło 780 m.

Poniżej fotorelacja z wyprawy.


HAL_5905 HAL_5902 HAL_5903 HAL_5915 HAL_5914 HAL_5922 Mały Śnieżny Kocioł HAL_5927 Mały Śnieży Kocioł Mały Śnieży Kocioł Stawik i Wielki Śnieżny Kocioł HAL_5930 Stawki - Karkonosze (viltrox 14/4) HAL_5933 HAL_5940 HAL_5938 Wielki Śnieżny Kocioł HAL_5942 HAL_5954 HAL_5959 HAL_5958 Wielki Śnieżny Kocioł Wielki Śnieżny Kocioł HAL_5982 HAL_5981 HAL_5992 HAL_5971 HAL_5995 HAL_5998 kwitnące wrzosy w Karkonoszach kwitnące wrzosy w Karkonoszach HAL_6000 HAL_6005 HAL_6009 Po dotarciu pod wyciąg 50 minut musieliśmy odstać, żeby zjechac na dół ;) Kolejka HAL_6006 HAL_6008

sobota, 22 sierpnia 2026

Poranek po burzy

W nocy z środy na czwartek mocno u nas popadało (minionej nocy jeszcze bardziej), ale ten poranek ma niewiele wspólnego z tamtym. Dzisiaj jest zimno, mokro i znowu pada… W czwartek było inaczej. Co prawda również mokro, ale promienie wschodzącego słońca zrobiły w ogrodzie prawdziwy festiwal świateł. Tak mnie, pochłonęło fotografowanie, że nawet nie zauważyłem, że cały przemokłem, gdy chodziłem pomiędzy mokrymi od deszczu roślinami. Jednak warto było: 

poranne róże róże róże cynia róże róże krople deszczu róże poranne róże