sobota, 11 lipca 2026

Lilie wodne, czyli niezatapialne okręty i kryjówki topielców

 Mieliście okazję poobserwować przez kilka dni lilię wodną, kwiat? Gdy ten pomału wynurza się spod wody, wystawia „dzióbek”, po czym wychodzi cały i zaczyna rozkładać płatki? Gdy gruby pąk zamienia się w przepiękny kwiat, który cały czas reaguje na otoczenie? Znaczy, rozwija się ranem i zwija nocą, lub gdy zrobi się zimno, mocniej powieje, czy zacznie padać? Niesamowity przykład cudowności przyrody. Dlatego w tym wpisie trochę więcej na temat lilii w tym kilka ciekawostek. 

Liście lilii wodnej mają charakterystyczne nacięcie sięgające do środka blaszki liściowej – to pozwala im leżeć płasko na wodzie bez marszczenia się, mimo że rosną w kształcie okręgu.

Spód liścia jest często czerwonawy lub fioletowy i pokryty warstwą wosku odpychającą wodę, dzięki czemu liść się nie zamacza i nie tonie. Jest niczym łódź wikingów, która przetrwa największe fale ;) 

Łodygi mają specjalne kanały powietrzne (aerenchyma), którymi tlen transportowany jest z liścia aż do korzeni ukrytych w mule na dnie zbiornika. Lilie pełnią ważną funkcję ekologiczną – ich liście dają cień, który obniża temperaturę wody i ogranicza wzrost glonów, a jednocześnie oferują schronienie żabom, rybom i owadom wodnym.

Ci ciekawe, kłącza (podziemne łodygi) niektórych gatunków lilii wodnych są jadalne i w niektórych kulturach azjatyckich są tradycyjnie wykorzystywane w kuchni.

W polskich wodach naturalnie występują dwa główne gatunki: grzybienie białe (Nymphaea alba) – to ta klasyczna, biała "lilia wodna" – oraz grążel żółty (Nuphar lutea), czasem mylony z lilią, choć botanicznie to bliski krewny z tej samej rodziny (Nymphaeaceae). Oba gatunki są w Polsce objęte częściową ochroną gatunkową – nie wolno ich zrywać ani wykopywać w stanie dzikim. Jednocześnie od razu zaznaczam, że ta z moich zdjęć to hodowlana, ogrodowa, najczęściej z grupy Nymphaea × marliacea lub innych krzyżówek, wyselekcjonowanych właśnie pod kątem koloru kwiatów. Różowy odcień to efekt celowej hodowli, nienaturalna cecha dzikiego gatunku, a mieszańce, są też bardziej odporne zarówno pod względem jakości wody, jak i jej głębokości. 

Istnieje w Polsce legenda ludowa o "topielicach" i "rusałkach wodnych", które miały mieszkać wśród liści grzybieni – kwiat ten od dawna kojarzono z tajemniczością i baśniowym pięknem polskich jezior.

Grzybienie białe bywały dawniej wykorzystywane w polskim ziołolecznictwie ludowym – z ich kłączy i kwiatów przygotowywano napary stosowane zewnętrznie, choć współcześnie nie zaleca się samodzielnego stosowania ze względu na zawartość substancji mogących podrażniać skórę.

W wielu polskich ogrodach botanicznych (np. w Ogrodzie Botanicznym w Warszawie czy Powsinie) można zobaczyć zarówno rodzime grzybienie, jak i egzotyczne odmiany ozdobne wyhodowane do oczek wodnych.

Cykl życia kwiatu lilii wodnej:

Kwitnienie – kwiat otwiera się przez kilka dni (u wielu odmian to zwykle 3-5 dni), otwierając się rano i zamykając wieczorem.

Po zapyleniu, łodyga zaczyna się skręcać spiralnie – to kluczowy moment. Po tym, jak kwiat zostanie zapylony (albo po prostu zakończy swój cykl kwitnienia), łodyga kwiatowa dosłownie skraca się i skręca jak sprężyna, ściągając więdnący kwiat pod powierzchnię wody.

Dojrzewanie nasion pod wodą – to wcale nie jest przypadek ani oznaka choroby! To celowy mechanizm ewolucyjny: owoc (torebka nasienna) dojrzewa pod wodą, chroniony przed drapieżnikami, wiatrem i wysychaniem. Woda to dla lilii bezpieczniejsze środowisko do rozwoju nasion niż powietrze.

Uwalnianie nasion – gdy nasiona są gotowe, torebka nasienna pęka pod wodą, a nasiona (często otoczone galaretowatą, pływającą otoczką) unoszą się na jakiś czas na powierzchni, zanim ostatecznie opadną na dno lub zostaną rozniesione przez prąd/zwierzęta wodne.

Czy to znaczy, że każdy przekwitły kwiat chowa się pod wodę? Nie zawsze – zależy to trochę od odmiany i od tego, czy kwiat został skutecznie zapylony. Czasem kwiat po prostu więdnie i usycha nad wodą, zwłaszcza w warunkach ogrodowych, gdzie zapylenie bywa rzadsze niż w naturze. Ale klasyczny scenariusz "zanurzania się" po kwitnieniu to normalny i bardzo charakterystyczny element biologii Nymphaea.

To świetny mechanizm – roślina niejako "chowa" swoje potomstwo z powrotem tam, gdzie jest najbezpieczniej, zanim jeszcze nasiona są gotowe do rozprzestrzenienia się.

Na końcu zdjęć bonus - udało mi się też ustrzelić jednego z najpopularniejszych polskich motyli, który przysiadł na kwiecie Lili, czyli przpestrojnik trawnik. 


water lily HAL_4960 HAL_4980 HAL_4975 water lily water lily Untitled Przestrojnik trawnik (Aphantopus hyperantus) / Ringlet Przestrojnik trawnik (Aphantopus hyperantus) / Ringlet

poniedziałek, 6 lipca 2026

A co tam panie słychać w pogodzie i przyrodzie?

Jak widzicie, pogodę mamy bardzo dynamiczną. Skończył się upał i przyszło ochłodzenie i to o wiele zimniejsze, niż można się było tego spodziewać. No cóż, cytując klasyka, a raczej klasyczkę: taki mamy klimat! U nas nie może być normalnie. Jak upał to ekstremalny, a jak ochłodzenie to też poważne.

Na szczęście od czwartku pogoda zacznie się poprawiać, ale nie będę ukrywał, że przed nami prawdopodobnie jeszcze jedno takie gwałtowne załamanie. W ogóle zaczynam wątpić, czy będzie jakiś dłuższy stabilniejszy okres podczas tegorocznwego lata? Może pod koniec lipca, a może dopiero w sierpniu.

A jeżeli chodzi o przyrodę, to ta pomału przygotowuje się do żniw. Przynajmniej u nas. Wybierając się z lornetką w pole, można pooglądać nowe pokolenie ptaków. Ponownie odzywają się też żurawie, a po trawnikach oprócz kosów żerują drozdy. Lato w pełni! 

Przy okazji moje odkrycie botaniczne: szkarłatka jagodowa (charakterystyka, ciekaowstka historyczna i dwa zdjęcia poniżej), to inwazyjny w Polsce gatunek, ale nie spodziewałem się zobaczyć ją w mojej miejscowości.

HAL_4991 song thrush

HAL_4986 Szkarłatka jagodowa (Phytolacca americana, zwana też szkarłatką amerykańską) to naprawdę ciekawa i trochę niebezpieczna roślina. Kilka faktów:

Roznoszą ja ptaki - pochodzi z Ameryki Północnej, ale w Europie, w tym w Polsce, jest gatunkiem inwazyjnym — świetnie się zadomowiła, bo ptaki zjadają jej owoce i roznoszą nasiona na duże odległości.

Trująca, ale nie dla wszystkich - cała roślina — korzeń, liście, łodyga, a zwłaszcza dojrzewające nasiona w jagodach — jest silnie toksyczna dla ludzi i większości ssaków. Może powodować poważne dolegliwości żołądkowo-jelitowe, a w dużych dawkach zaburzenia sercowo-naczyniowe. Co ciekawe, ptaki (np. drozdy, szpaki) jedzą jagody bez szkody — ich układ trawienny inaczej metabolizuje toksyny, dlatego to właśnie one są głównym "roznosicielem" tej rośliny.

Paradoks kulinarny — "poke sallet" - w południowych stanach USA istnieje tradycyjne danie z młodych pędów szkarłatki (tzw. poke sallet/poke salad). Młode pędy są zjadalne, ale wyłącznie po kilkukrotnym gotowaniu i wylewaniu wody — proces musi całkowicie usunąć toksyny. To ryzykowna praktyka i nie zaleca się jej powtarzać bez dokładnej wiedzy, bo błąd w przygotowaniu może skończyć się zatruciem.

Naturalny barwnik - sok z ciemnofioletowych jagód był historycznie wykorzystywany jako barwnik i atrament — istnieje nawet (mocno przesadzona) legenda, że część kopii Deklaracji Niepodległości USA pisano atramentem ze szkarłatki. To bardziej ciekawostka folklorystyczna niż potwierdzony fakt historyczny.

Wygląd - charakterystyczne są jaskrawoczerwone/purpurowe łodygi kontrastujące z zielonymi liśćmi oraz zwisające grona ciemnofioletowych, błyszczących jagód — stąd zresztą część nazwy "szkarłatka". 


szkarłatka jagodowa / phytolacca americana szkarłatka jagodowa / phytolacca americana

sobota, 4 lipca 2026

"Keczup?! Mój Boże on chce keczup!"

Przed Wami mój ostatni wpis z naszego wypadu do Grecji. Dzisiaj opowiem wam o ciekawym zdarzeniu podczas naszego obiadu w Rodos. Zanim jednak o tym napiszę, szybko przybliżę kontekst, bo trafiliśmy tam po naszej porannej wizycie na Lindos, o czym możecie poczytać tutaj klik-klik.

Do Rodos przyjechaliśmy już w porze obiadowej, a zanim udaliśmy się na posiłek, to obejrzeliśmy port z olbrzymimi wycieczkowcami oraz ruszyliśmy na pobliskie wzgórze widokowe. Nie muszę chyba pisać, że co niektórzy o tej porze dnia, zamiast na zabytki, to tęsknym wzrokiem rozglądali się za jakimś jadłem. W każdym razie, podczas wspinaczki autokarem na wspomniane wzgórze, dostrzegłem biegnącego na górę gdzieś tak na oko, siedemdziesięcioletniego Greka. Szczęka mi opadła. Zwłaszcza że robił to w bardzo raźnym tempie. Wątpię, czy dałbym radę dotrzymać mu kroku. 

Po obejrzeniu przepięknych panoram (zdjęcia poniżej) zjechaliśmy w końcu do samego miasta, a tam po dotarciu na plac Hipokratesa, gdy dookoła rozpościerał się zapach przeróżnych przysmaków, przewodniczka oznajmiła, że teraz mamy czas dla siebie, który najlepiej zacząć od posiłku. Oczywiście niczego nie sugerując, ale w tym celu warto wybrać się w jakieś dalsze uliczki, żeby dotrzeć do naprawdę typowo oryginalnej, tradycyjnej kuchni greckiej, a nie wylądować w jakimś fast foodzie. Akurat tak się składa, że nasza przewodniczka, a jakże, zna jedną z takich restauracji i kto chce może do niej dołączyć. Jak się okazało, mocno już głodni postanowili tak zrobić niemal wszyscy z naszej grupy. Po dotarciu na miejsce stoliki na zewnątrz zostały szybko zajęte, a w środku jak dla nas, było za gorąco. Dlatego poszliśmy poszukać czegoś na własną rękę i chociaż na początku trochę zawiedzeni, później oceniliśmy, że dobrze się stało, bo przynajmniej mamy kolejna fajną historię do opowiadania ;) 

Daleko nie musieliśmy szukać. Przyciągnęła nas restauracja zorganizowana w bardzo ciekawy sposób. Lokal zabudowany, ale pośrodku też z przestrzenią pod gołym niebem, z pięknym platanem i drzewkami cytryny. Zadaszone na podwyższeniu stoliki z dwóch stron i pomieszczeniem wewnątrz, które zapewne zapełniało się w porach wieczornych. 

Zamówienie przyjął od nas prawdopodobnie senior, ojciec i zapewne dziadek rodziny. Ewidentnie było widać, kto tutaj rządzi. W kuchni operował jego syn, przynajmniej tak to wyglądało i córki lub żona z dziećmi. Zamówiliśmy i czekaliśmy na posiłek… 

W tym samym casie w lokalu, zajętych było kilka stolików, a przy jednym z nich siedziało dwóch Niemców. Wtem, gdy postawiono przed nimi talerze z jedzeniem, jeden z nich poprosił o keczup. Dziewczyna, która przyniosła posiłek, szybko pobiegła do kuchni, skąd wyłonił się syn - szef kuchni - naprawdę kawał chłopa, który stanął przed „niemieckim” stolikiem i zaczął przyglądać się przeciągle, z niejakim politowaniem na mężczyznę, by w końcu po dłuższej chwili zapytać: -keczup?! Jednak klient nie dał się zastraszyć i potwierdził. Na co usłyszał, że przecież ma tzatziki (notabene genialne), ale tamten wciąż upierał się przy swoim. Wówczas Grek wzruszył tylko ramionami, wzniósł oczy do nieba i powiedział „Keczup?! Mój Boże on chce keczup.” Odwrócił się, poszedł do kuchni, po czym wrócił jakby przygarbiony, żeby nie napisać, zdruzgotany tą zachcianką i postawił plastikową butelkę z „drogocennym” sosem przed Niemcem. Potem wyprostował się, rozejrzał po sali, jakby chciał się upewnić, czy komuś jeszcze podobne głupstwo do głowy nie strzeli i natrafiając na uśmiechnięte twarze pozostałych turystów, którzy ewidentnie stanęli po jego stronie, mrucząc pod nosem, wrócił na swój posterunek. No cóż, muszę Wam napisać, że ta scena bardzo nas rozbawiła i jak to się mówi: zrobiła nam dzień.

Jeżeli chodzi samo o Rodos, to tym razem mieliśmy okazję pozwiedzać je w ciągu dnia. Naszą wcześniejszą wizyta w nocy opisałem tutaj klik-klik. Po zachodzie słońca klimat starego miasta jest większy, ale mimo wszystko niezależnie od pory dnia uwielbiamy chodzić tymi zabytkowymi uliczkami, przyglądać się fasadom budynków, chłonąć tę niepowtarzalną aurę. Naprawdę warto odwiedzić Rodos. Przejść się uliczkami i na własne oczy zobaczyć ten kawał historii związany międzyinnymi z joannitami, ale nie tylko. Obejrzeć miejsce, gdzie według legend stał Kolos Rodyjski i skonfrontować się z tym prawdziwym, którego lokalizację potwierdzają archeologowie i historycy. Zobaczyć na ścianach budynków herby państw, ówczesnych mocarstw, których siedziby znalazły się w tym ważnym dla ówczesnego świata mieście. Ale nie tylko, można też pooglądać, jak obecnie wygląda codzienność mieszkających w stolicy wyspy Greków.

Zdjęcie restauracji, o której piszę, jest na drugim miejscu, przy okazji wyjaśniam, że na jednym ze zdjęć z „Bramą Morska” widać - wydawać by się mogło - żebrzącego chłopca. Nic z tych rzeczy. Miałem okazję zobaczyć całe zdarzenie. To taki zgryw. W pewnym momencie na rowerach podjechało pięciu chłopców, jeden z nich zaskoczył, a pozostali zabrali jego jednoślad i zaśmiewając się do rozpuku, odjechali. Chłopak usiadł przy bramie, wyciągnął kartkę, na której było napisane: „mam pięciu braci, z którymi naprawdę ciężko wytrzymać. Pomóżcie”. 


Through the streets of Rhodes... Rodos Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Rodos Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes Vacation in Rhodes

czwartek, 25 czerwca 2026

Czeka nas rekordowa fala upałów?

Tego nie wiem, bo wiecie, jak to bywa z pogodą. Gdybym miał jednak postawić u bukmachera, to napisałbym, że tak, że gdzieś w Polsce te 40,2 z 1921 roku zostanie pobite. Ja wiem jedno: to naprawdę będzie dla nas wyzwanie. Nie tylko dla organizmów, ale i sieci energetycznej. W końcu nie przypadkiem tu i ówdzie wspomina się o ewentualnym balackoutcie. 

Teoretycznie u nas na południowym zachodzie najgorsza ma być niedziela. Dlatego naprawdę warto rozważyć, czy ewentualne opuszczanie czterech ścian w tym dniu, nie przełożyć na poranek ewentualnie późne popołudnie - wieczór. A później? A później standardowo - przyjdzie ochłodzenie ;)

Dlatego cieszmy się pogodą, cieszmy się latem, bo winter is coming o czym śpieszę Wam pokazać na ostatnim zdjęciu 😁


ladybug / biedronka HAL_4914 słowik rdzawy / rusty nightingale HAL_4906 HAL_4926 HAL_4866 HAL_4863 Tyrion ;) HAL_4858 HAL_4907 HAL_4904 HAL_4852 winter is coming ;)