Taka dzisiaj przytrafiła mi się historia: gdy poszedłem zobaczyć, co się dzieje w polu, z myślą oczywiście, że może wpadną też jakieś fajne kadry, bo słońce piękne chociaż zimno, usłyszałem niemal nad głową dziwne świergolenie.
Zacząłem się rozglądać i po drugiej stronie drogi zobaczyłam siedzącego raniuszka, który trzymał w dziobie, kilka owdów. Ptaszek jakby na coś czekał. Po chwili pojawił się drugi raniuszek, wydaje mi się, że samiczka. Nie wiem, czy to była po prostu zmiana warty przy pisklętach, nie wydaje mi się, chyba jeszcze za szybko? Wyglądało mi to bardziej na zaloty. Ptasi „Romeo” jakby się puszył, pokazując, że niezły z niego łowca i warto na niego postawić ;) Tak przynajmniej to wyglądało.
Gdy poszedłem dalej, zobaczyłem stertę ziemi po przebudowie grobli w stawie. I gdy patrzyłem tak, zastanawiając się, kiedy staw zostanie napełniony, na skarpie pięknie przysiadła pliszka. Jak widać, do fotografii przyrody, poza sprzętem, trzeba mieć też sporo szczęścia :D
Aktualizacja: jak właśnie dał mi znać Konrad, to nie raniuszek zwyczajny, jak pierwotnie opisałem go na Flickr, tylko raniuszek czarnobrewy (dzięki Konrad). I to po raz pierwszy w moim archiwum!
(jeżeli chcesz zostawić komentarz, a przeglądasz na telefonie, to musisz odpalić "widok w wersji na komputer", co załaduje Disqus)






















































