Przeglądając internet, muszę przyznać, że poza polityką widzę ostatnio wysyp jesiennych memów, których zdecydowana większość jest niczym innym jak narzekaniem na trwającą, a raczej rozpoczynającą się porę roku. Mam zupełnie inne odczucie — ja lubię jesień, zwłaszcza w jej pierwszym wydaniu.
Lubię jesień, bo po pierwsze robi się chłodniej, a ja jakoś lepiej funkcjonuję, gdy nie przegrzewają mi się neuronowe styki. Lepiej funkcjonuję, lepiej mi się biega, chyba nawet lepiej mi się myśli. To ostatnie ma raczej związek z tym, że jesień jest też jakby zapowiedzią pewnego zwolnienia. Krótsze dni, słabsze słońce i człowiek jakby automatycznie sam zaciąga hamulec. Oczywiście ta postawa nie jest ściśle związana z porą roku, a raczej z odpowiednim nastawieniem, ale jednak wraz z początkiem jesieni człowiek już tak nie pędzi.
Lubię jesień, bo właśnie teraz rozpoczynają się piękne wschody i zachody słońca. Nasza życiodajna gwiazda nie wschodzi i nie zachodzi o jakichś abstrakcyjnych porach, tylko pozwala się złapać z aparatem w ręku o rozsądnej godzinie. Jednocześnie kolory, jakie uzyskują ze względu na pozycję słońca chmury, są niesamowite, a wraz z upływem kolejnych dni będą stawały się coraz piękniejsze.
Lubię jesień, bo są grzyby, a nic tak nie uspokaja, nic tak nie pozwala cieszyć się przyrodą, jak spacer po lesie w poszukiwaniu grzybów. Co więcej, nieraz poszukiwanie grzybów było i jest dla nas tylko pretekstem do wyjazdu — świadomi, że może nic nie znajdziemy, i tak jedziemy, żeby po prostu cieszyć się przyrodą.
Lubię jesień, bo poranki robią się chłodne, pojawia się cudowna rosa, a już niedługo także mróz i szron, co pozwala zapolować na przepiękne promyki, kropelki czy iskrzące się wodnymi diamentami pajęczyny.
Lubię jesień, bo jest też zakończeniem monotonii zieleni. I nie zamierzam narzekać na wegetację — dzięki zieleni żyjemy, bo mamy czym oddychać — ale jesień wraz z coraz bardziej kolorowymi liśćmi pozostawia niesamowite wrażenia.
Lubię jesień, bo w polach nie ma już zbóż i wybierając się na spacer, można z daleka obserwować zwierzynę czy ptaki. Jesień pozwala, że tak się wyrażę, odzyskać krajobraz.
Jednak nie lubię jesieni w wydaniu listopadowo-grudniowym. Gdy liści już nie ma, gdy za oknami pędzą orkany, jest mokro, buro i ponuro. No ale czas nie stoi w miejscu i trzeba się do tego przyzwyczaić.