poniedziałek, 13 lipca 2009

Nocka

Udało nam się zorganizować wypad na nockę nad Zalew Witka. Cele były dwa (uprzedzam fakty, żadnego nie zrealizowaliśmy) - po pierwsze sprawdzić czy w nocy biorą duże leszcze bo w ciągu dnia łowione są leszczyki do trzydziestu centymetrów, po drugie zaczaić się na sandacza.
Sprawdziliśmy pogodę (w nocy miało nie padać !!!) i pojechaliśmy. Jako miejsce połowu wybraliśmy to na którym parę dni prędzej udało mi się złowić czterdziesto centymetrowego leszcza.

Nasza miejscówka wyglądała tak:



Próbowaliśmy rożnych sposobów, eksperymentowaliśmy też z kukurydzą licząc na coś większego ale niestety - nic z tego. Same leszczyki. Łowiąc jedynie na małe żywce złowiłem równie małego okonia.

Czekając na branie:



Buzia uśmiechnięta. Jest pierwsza ryba (oczywiście leszczyk):





Ryby brały jednak bardzo energicznie i nie można było sobie pozwolić nawet na moment nieuwagi. Nieważne, co się w danym momencie robiło: jadło, czy też zmieniało skarpetki ;)



Głęboko się zażarł, ale i z tym można sobie poradzić posiadając odpowiedni sprzęt:



- "Za mały." Buzi i do wody:



Niestety wszystko popsuła pogoda. Od 22 do 3 rano padało, a my wymęczyliśmy się nieludzko. Mogliśmy się zwinąć i wrócić do domu, liczyliśmy jednak, że "zaraz przejdzie". Z tego powodu nie porobiłem typowych zdjęć nocnych, pokażę trzy robione o świcie:

Na drugim brzegu też łowili - widać małe ogniska/lampki:





I w bonusie - Mateusz holujący leszczyka:



Niestety żaden sandacz, ani karp, ani cokolwiek innego oprócz leszczy, ups przepraszam - leszczyków, nie brało tej nocy.
W nocy mieliśmy jednak mały epizod: gdy bowiem położyliśmy ok. 2 spać, to coś zeżarło wszystkie żywce z wiaderka!? Do tej pory nie wiemy co :D

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza