niedziela, 5 lipca 2020

Niesamowite spotkanie z orłem bielikiem

Dzisiaj historia z niesamowitego spotkania. Wczoraj z Michalinką "upolowaliśmy" orła bielika. Mieliśmy też cały worek szczęścia, a sam bielik wykazał się sporą cierpliwością!

Było tak: poszliśmy z Miśką zanieść stary chleb na stawy żeby nakarmić nim ryby. Michalina w przyczepce biegowo-turystycznej, mega zarośnięta droga - deszcz położył trawy i naprawdę musieliśmy się sporo przedzierać. Swoja drogą zapłaciłem za to atakiem alergii jakiego już dawno (od trzech lat?) nie miałem. 

Gdy dotarliśmy na miejsce Michalina mówi "tato, co to?" i pokazuje na świerk. Wcześniej kątem oka wydawało mi się że z płycizny poderwała się w tym miejscu czapla. Często je tam widuję. Patrzę jednak w kierunku, który pokazuje córka i ... szczęka opada mi na ziemie. 

Bielik! Najprawdziwszy orzeł bielik! Szybki zwrot i do domu sprint, tłumacząc po drodze dziecku, że tato gamoń nie wziął aparatu ;) Na szczęście to tylko 800m dlatego tak bardzo #kochamwieś Gdy wróciliśmy orzeł przesiadł się na brzozę. Dał się jeszcze sfotografować po czym już lekko poirytowany nami odleciał...

Wyglądało na to, że z płycizny podbierał ryby :) Zwłaszcza, że sporo ich tam ostanie się kręciło. 








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza