Na naszej szerokości geograficznej, która charakteryzuje się pewną kolorystyczną monotonią, warto doceniać te momenty, które powodują jej przełamanie i odskocznię od w głównej mierze szarego-brązowoego, czasami białego i zielonego.
Takim właśnie momentem jest pora, gdy w polach kwitną rzepaki. Krajobrazy z dominacją żółtego koloru naprawdę potrafią przełamać monotonie i przynieść wiele frajdy. Zwłaszcza że ustawiczna, sezonowa zmiana obszarów zasiewania, sprawia, że w każdym roku możemy natknąć się na inną scenerię.
Kiedyś – może przez to, że mieszkam na wsi – nie doceniałem tego aż tak bardzo, jednak swoistym pionierem w tej sprawie był mój dobry kolega Arkadiusz (tutaj go znajdziecie) i chyba od niego złapałem się na tym, że i mi sprawia frajdę „polowanie” na żółte krajobrazy.
Jak dla mnie idealnym momentem dla takich zdjęć, jest wyżowa pogoda, z błękitny niebem, poprzetykanym gdzieniegdzie pierzastymi, białymi obłokami, pod którymi rozlewa się „żółte morze” roślin. Tyle teorii, bo gdy się nie ma tego, co się lubi, to się lubi to, co się ma.

