poniedziałek, 30 września 2013

Już jesienne Karkonosze

Na ten wypad zbieraliśmy się z Martą, już od pewnego czasu, z tym, że wrzesień jak piszą jest (a raczej był) najbrzydszy od 2001 roku i wciąż nasze plany brały w łeb. Gdy wreszcie zrobiło się słonecznie, to niestety wypadły nam inne plany, udało się jednak wziąć wolne w poniedziałek. 

Plan był taki: Szklarska Poręba, wejście "żółtym" pod Łabski Szczyt, później "zielonym" do Śnieżnych Kotłów, dalej "zielonym", następnie ostra wspinaczka "niebieskim" pod Wielki Szyszak i znowu "żółtym" przez Stację Przekaźnikową, Szrenicę - do wyciągu. Jak pokazał GPS, przy wyciągu mieliśmy ponad 15 km marszu w tym przewyższenie 1300 m - było jednak super! Do tego zaskoczył nas przymrozek i w pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie.

No to lecimy - na początku leciuchno:





Oczywiście moje "trzecie oko" niczego nie przepuszczało ;)


Coraz stromiej:



Przepiękne jarzębiny:



Już po kawce w schronisku pod Łabskim Szczytem:


Tak jak pisałem wyżej, w pewnym momencie trzeba było szczególnie uważać, bo w zacienionych miejscach trzymał przymrozek i kamienie, jak i drewniane kładki były bardzo śliskie:



Mały Śnieżny Kocioł:


Staw przy wielkim Śnieżnym Kotle:



Wielki Śnieżny Kocioł wraz ze stacją przekaźnikową:



Ostra wspinaczka pod "niebieski" i pod słońce ;)



Widok na Śnieżkę:


Mijając Wielki Szyszak:


Prace przy nowej nawierzchni szlaku:


Wielki Kocioł, ale tym razem z góry:




Łabski Szczyt z samolotem w tle. Czeska nazwa: Violik:


W drodze na Szrenicę:



Ostatni rzut okiem na przebytą trasę przed zjazdem w dół:


piątek, 27 września 2013

Sezon na mgły uważam za rozpoczety

Zaczął się właśnie najlepszy okres do polowania na mgły. Fotografowanie w takich warunkach zawsze było dla mnie ekscytujące, ponieważ świat wygląda wówczas zupełnie inaczej niż się do tego przyzwyczailiśmy. Znikają znane krajobrazy, widoki do których przywykliśmy, a dodatkowo wystarczy przejść zaledwie kilka kroków, żeby poczuć się, że jest się samemu w na bezkresnym pustkowiu.

Dzisiaj miałem okazje zrobić kilka zdjęć w takich warunkach, jednak "ta" mgła nie była moją ulubioną "słoneczną mgłą", a której przykład wrzucam na samym końcu. Zapraszam.











A takie "słoneczne mgły", tylko, że nieco mocniejsze, uwielbiam najbardziej:



czwartek, 26 września 2013

A pod leszczyną ...

Zaczęły spadać orzechy włoskie i chcąc zrobić niespodziankę mojej Marcie myślałem, że przyszedł też czas na jej ulubione orzechy laskowe. Poszedłem więc sprawdzić i choć orzechów nie znalazłem, to pod leszczyną dojrzałem śliczne opieńki miodowe:






wtorek, 24 września 2013

Cis Henrykowski – najstarsze drzewo Europy Środkowo-Wschodniej

Aż głupio się przyznać, że nie miałem nomen omen zielonego pojęcia, że zielony cis w całkiem niedalekim Henrykowie jest najstarszym drzewem w tej części Europy. Zagiął mnie tą informacją mój kolega Michał kiedy grzebaliśmy przy komputerze.

Było to w sobotę, a jako, że w niedzielę i tak z Martą planowaliśmy „większe” rowerki, więc zmodyfikowaliśmy trasę i pojechaliśmy na 56 km pętlę: Sulików – Mikułowa – Rudzica – Siekierczyn – Nowa Karczma – Wyręba – Sławnikowice – Henryków – Pisarzowice – Wesopłówka – Siekierczyn – Włosień – Platerówka – Radzimów – Sulików :D Trasa piękna choć musze przyznać, że dwa tematy mocno mnie zmierziły i zapachniały typowym „polactwem” o jakim pisał Rafał Ziemkiewicz.

Najpierw postanowiliśmy jadąc przez Rudzice, zajrzeć do przydrożnego świetnie zachowanego krzyża pokutnego z  XIV-XVI w. Już go kiedyś tutaj prezentowałem:



Niestety w szerszej perspektywie wygląda to tak:



I co Wy na to? Fajne, zabytkowe miejsce, a tak „upstrzone” gruzem. Zamiast je promować to odstraszamy, ciekawe co na to odpowiednie służby? Co samorząd?

Bardzo spodobały mi się Sławnikowice i na pewno tam jeszcze wrócimy. Można tam obejrzeć na przykład takie piękne ruiny:




W drodze do Henrykowa:





I sam Henryków z wiekowym cisem.


Tutaj „żyłka” już mi pękła. Jak można mając taką atrakcję i tak ja zaniedbać? Co z tego że zrobiono projekt, ścieżkę dojazdową, tablicę informacyjną i … na tym koniec. Ktoś na pobliskiej łączce posadził małe cisy, każdy opatrzona śliczną tabliczką, ale co z tego jak nikt łąki nie kosi, a jeden z małych cisów usechł (ostatnie zdjęcie)? Po co to? 

Tak samo notabene jest z wieloma innymi turystycznymi projektami. Kasa, inwestycja, szumne cięcie wstęg i po realizacji projektu (zwykle po dwóch latach) koniec. Projekt zarasta, jest niszczony i nikt się nim już nie interesuje. Brak słów.

Co do samego cisu, ten miał już 5 metrów obwodu, jednak wichura w 1989 roku spowodowała odłamanie jednej odnogi i tylko tyle z niego pozostało. Ponadto drzewo ma na swoim koncie między innymi łupanie kozackimi szablami ;) Drzewo ma od 1200-1500 lat - SZOK!